To przełomowy dzień, który przeszedł do historii sportu. Od dawna było jasne, że złamanie bariery dwóch godzin w maratonie jest jedynie kwestią czasu. Dwukrotnie próbował tego Eliud Kipchoge, najwybitniejszy żyjący maratończyk. Za drugim razem osiągnął cel, choć nie w regularnym maratonie, a podczas specjalnie przygotowanego biegu w Wiedniu w październiku 2019 r., więc wynik był nieoficjalny.
Do złamania bariery dwóch godzin typowano następnie Kenijczyka Kelvina Kiptuma, który jesienią 2023 r., podczas maratonu w Chicago, ustanowił rekord świata wynoszący 2:00:35. Niestety, jego karierę brutalnie przerwał śmiertelny wypadek samochodowy w Kenii z lutego 2024 roku.
Za następcę Kiptuma można uznać Sebastiana Sawe'a, kenijskiego biegacza, który w tegorocznym maratonie w Londynie ustanowił nowy kosmiczny rekord świata – 1:59:30. Dla porządku dodajmy, że drugi na mecie, Yomif Kejelcha z Etiopii, przybiegł z czasem 1:59:41. Obaj mieli na nogach buty firmy Adidas.
Nike kontra Adidas. Walka o prymat na rynku superbutów
W cieniu historycznych dokonań Sawe'a i Kejelchy podczas maratonu londyńskiego rozgrywało się inne ważne dla świata biegów wydarzenie. Jacob Kiplimo, ugandyjska gwiazda biegania, testował podczas maratonu w Londynie prototypowe buty firmy Nike. To obecnie trzeci najszybszy maratończyk na świecie, jego rekord życiowy wynosi 2:00:28. Kiplimo jest też etatowym sportowcem Nike'a.
Właśnie w taki sposób amerykański koncern wszedł w decydującą fazę przygotowań do podjęcia walki o odzyskanie dominacji na rynku butów biegowych. Nike był dominatorem w tej kategorii – aż niespodziewanie przestał nim być, trochę na własne życzenie.
Amerykański koncern od dekad był jednym z pionierów na rynku butów biegowych i zarabiał na tym ogromne pieniądze. Amerykanie odpowiednio wcześnie zrozumieli, że bieganie stanie się globalnym sportem, w którym bariera wejścia praktycznie nie istnieje – nie potrzeba boiska ani kortu, nie trzeba drużyny ani umiejętności, wystarczy chęć biegania. Potrzebne są wszakże buty. Tu otwierała się dla Nike'a przestrzeń, którą należało zagospodarować.
Czytaj więcej
Trzy lata temu Adidas był w ogromnych tarapatach. Fiasko współpracy z Kanye Westem ciągnęło firmę w dół, a na horyzoncie nie było widać łatwych roz...
Ten potencjał Nike wykorzystywał bardzo sprawnie, ale tryby świetnie naoliwionej machiny w ostatnim czasie zaczęły zwalniać W 2024 r., w dorocznym raporcie aplikacji Strava używanej przez sportowców amatorów na całym świecie, Nike był najczęściej wskazywanym producentem butów biegowych. W edycji raportu na 2025 r. z pierwszego miejsca Amerykanów strącili Japończycy – najpopularniejszym butem biegowym okazał się Asics Novablast, uniwersalny but Nike'a – Pegasus, zajął drugie miejsce.
Sebastian Sawe miija linię mety w maratonie londyńskim. Na zegarze historyczny wynik. Przed nim żaden maratończyk nie biegł tak szybko.
Dla jasności: mówimy o butach popularnych, używanych przez tych, którzy biegają okazjonalnie, choć oczywiście utrata pierwszego miejsca w tej kategorii to bolesny cios dla Nike'a, który przez lata dominował na rynku butów biegowych, a dzisiaj przegrywa z konkurentami.
Jest też osobna kategoria tzw. superbutów, jej akurat raport Stravy nie ujmuje. To tak zwane modele startowe, przeznaczone dla osób biorących udział w masowych imprezach biegowych i starannie dobierających sprzęt, mający im pomóc osiągnąć jak najlepszy wynik. W tej kategorii w ostatnich latach doszło do prawdziwej rewolucji – technologicznej i cenowej. Trwa batalia o to, by maksymalnie obniżyć wagę butów, ale też – by wprowadzać technologie, które pozwolą odzyskiwać część energii wydatkowanej przez biegaczy i biegaczki. Upraszczając – chodzi o to, by buty, dzięki nowoczesnym technologiom, zachowywały się jak sprężyny, które katapultują biegnących przy każdym kroku.
Przełomem okazało się zastosowanie płytek karbonowych, połączonych z odpowiednimi rodzajami lekkich i elastycznych pianek tworzących podeszwę buta. Włókno węglowe jest niezwykle sztywne, ale jeśli płytka będzie odpowiednio cienka, może zadziałać jak sprężyna – lekko ugnie się przy stawianiu stopy, a następnie wróci do pierwotnego kształtu. Efekt? But niejako „wyrzuca” biegacza/biegaczkę, dodając nieco mocy podczas biegu.
Jacob Kiplimo podczas maratonu w Londynie.
Gdy się pojawiły, „superbuty” okazały się przełomem kontrowersyjnym. Najpierw zaczęła z nich korzystać biegowa elita. Gdy się upowszechniły, padały zarzuty, że to nieuczciwe, że włókno węglowe to rodzaj wspomagania. Dzisiaj tych głosów już nie słychać, górę wzięło pragnienie, by biegać szybciej, w czym buty z płytkami karbonowymi zazwyczaj pomagają.
Nike nadawał kierunek tej technologicznej zmianie. Model Nike Vaporfly 4%, w który wyposażona była czołówka biegaczy na mecie maratonu podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 r., okazał się przełomem. W sklepach superbuty amerykańskiego koncernu pojawiły się rok później. Kosztowały majątek, ale zapewniały to, czego pragną miliony biegaczy i biegaczek na świecie – szybkość. Tak zaczęła się technologiczna rewolucja w bieganiu.
Początek rewolucji w szybkim bieganiu
Idąc za ciosem, w 2017 roku Amerykanie uruchomili ogromną akcję marketingową o nazwie Breaking2 podejmując próbę pokonania dystansu maratońskiego w czasie poniżej 2 godzin. W specjalnie przygotowanych warunkach, na torze wyścigowym Monza we Włoszech, wybranym za względu na łagodne zakręty i płaską trasę, z rekordem zmierzył się Kenijczyk Eliud Kipchoge. Dostał wszystko, o czym mógł zamarzyć – zespół, który pomagał mu w przygotowaniach, dietetyków, trenerów, inżynierów, którzy zaprojektowali kształt peletonu pozwalający minimalizować opór powietrza w czasie biegu, a także – najszybsze wówczas buty biegowe na świecie.
Próba na torze Monza się nie powiodła. Kipchoge wbiegł na metę z czasem 2:00:25. Dwa lata później ponowił próbę podczas wspomnianego biegu ulicznego Ineos 1:59 Challenge w Wiedniu, zorganizowanego tylko dla niego. Tym razem dopiął swego, a na nogach ponownie miał superbuty Nike'a.
Czytaj więcej
Amerykański gigant zmienia strategię w odpowiedzi na gorsze od zakładanych wyniki sprzedaży butów sportowych, tzw. sneakersów, co przełożyło się na...
Walka wcale nie była jednak rozstrzygnięta, należało bowiem powtórzyć ten wyczyn w tradycyjnym biegu ulicznym, by uzyskać oficjalny rekord świata. Kipchoge, najwybitniejszy żyjący maratończyk, miał już jednak swoje lata. W 2024 roku, podczas maratonu na igrzyskach w Paryżu, poniósł prestiżową porażkę schodząc z trasy, a dla wszystkich stało się jasne, że to nie on będzie pierwszym człowiekiem, który oficjalnie złamie rekord świata w biegu maratońskim schodząc z czasem poniżej dwóch godzin. Tym biegaczem okazał się Sebastian Sawe.
Koncern Nike zainicjował rewolucję technologiczną w bieganiu, by ostatecznie zająć drugie miejsce w tej rywalizacji. Historyczny maraton w Londynie w 2026 r. i dwóch zawodników poniżej 2 godzin, obaj w butach Adidasa, to symboliczny dowód, że wkraczamy w nową erę, w której ten, kto straci czujność, poniesie porażkę. A Nike – powiedzmy to – czujność stracił. Albo raczej – postawił na niewłaściwego konia. Amerykanie zaangażowali się bardzo mocno w modę na sneakersy, która latami przynosiła ogromne zyski, ale jak mówi czołowa badaczka trendów Li Edelkoort, nieodwołalnie się zakończyła. Inwestując w modę, Amerykanie nie zauważyli zarazem, że tracą jedyną w historii okazję, by stać częścią historycznego przełomu w biegach maratońskich, o co przez kilka lat tak bardzo walczyli inwestując ogromne pieniądze i zasoby.
Liczy się tylko zwycięstwo
Ujawnione przez Nike'a zdjęcia prototypowych butów.
W serialu „For All Mankind” oglądamy alternatywną rzeczywistość, w której to nie Amerykanie, ale Rosjanie jako pierwsi stanęli na Księżycu. Wśród astronautów i inżynierów NASA panuje przygnębienie i niedowierzanie – w okresie apogeum zimnej wojny na ekranach swoich amerykańskich telewizorów oglądają Rosjan umieszczających na Księżycu czerwony sztandar. Ameryka przegrała wyścig. Nikogo nie interesuje, kto stanie na Księżycu jako drugi.
Sebastian Sawe prezentuje buty, które pomogły mu złamać barierę dwóch godzin w maratonie – Adidas Adizero Adios Pro Evo 3.
Podobne nastroje muszą obecnie panować w siedzibie Nike'a. Złamanie bariery dwóch godzin w maratonie można porównać do zatknięcia flagi na Księżycu. To przełomowe wydarzenie w historii sportu. Dyskutowano o tym od dekad, spekulując, czego potrzeba, by zrealizować to zadanie. Pomógł postęp w sporcie – profesjonalizacja przygotowań i treningów, zaprzężenie naukowców do przygotowania odpowiedniej suplementacji dla biegaczy i biegaczek, a także przełom w dziedzinie butów biegowych.
Sukces Sebastiana Sawe'a to między innymi efekt prac dietetyków i trenerów. Podczas rekordowego maratonu w Londynie Kenijczyk przyjmował wyliczoną porcję węglowodanów dokładnie co 14 minut, bo tak zakładała strategia jego zespołu oparta na analizie metabolizmu Kenijczyka. Gdy w grę wchodzą rekordy i wielkie pieniądze (Sawe najprawdopodobniej wyjechał ze stolicy Wielkiej Brytanii bogatszy o blisko 1,3 miliona zł), żadnego aspektu przygotowań nie pozostawia się przypadkowi.
Pomogło też to, jakie buty miał Sawe – to nowy model Adidasa, Adizero Adios Pro Evo 3, którego premierę ogłoszono ledwie trzy dni przed maratonem w Londynie. Były superbronią, mającą pomóc dokonać przełomu w szybkim bieganiu maratońskim. Cel został zrealizowany.
„Czasy się zmieniają”. Nike rzuca rękawicę
Gra jednak wcale nie jest skończona. Rynek butów biegowych wart jest kilkadziesiąt miliardów euro rocznie. Biegacze i biegaczki są spragnieni innowacji, magia szybkości działa w czasach, gdy bieganie przestało być sposobem na spędzanie wolnego czasu i awansowało do kategorii aktywności stanowiącej wrota do długowieczności w duchu longevity.
Obecnie w tej rywalizacji prowadzi Adidas. Nike nie zamierza jednak oddać pola. Amerykanie zrozumieli, że zbyt długo stawiali na trend sneakersów, ignorując sygnały świadczące o tym, że ten rynek się przegrzewa. Rywale w tym samym czasie byli w stanie zaproponować rozwiązania w bieganiu, dzięki którym możliwy stał się przełom w maratonie.
Nike zapowiada jednak kontratak. Dwa dni przed wspomnianym maratonem londyńskim, Amerykanie wydali tajemniczy komunikat. „Czasy się zmieniają. W 2026 r. Nike Running zrewolucjonizuje innowacje w szybkim bieganiu oraz designie, dając przewagę każdemu sportowcowi, czerpiąc z dorobku pięciu dekad biegowych innowacji. Nike ma obecnie wiele prototypowych projektów zatwierdzonych przez World Athletics. Elita biegowa, a także zwykli biegacze testują je podczas zawodów, uzyskując nowe rekordy życiowe, wyznaczając drogę dla przyszłości biegania. W najbliższych miesiącach te prototypowe rozwiązania pojawią się na najbardziej prestiżowych imprezach biegowych na świecie” – brzmi komunikat amerykańskiego giganta.
Najbliższe szybkie bieganie czeka nas 27 września w Berlinie – to jeden z najbardziej płaskich biegów wśród czołowych maratonów na świecie. W 2022 roku Eliud Kipchoge ustanowił w stolicy Niemiec niesamowity wówczas rekord świata wynoszący 2:01:09. Czy jesienią dojdzie do technologicznego starcia między Nike'iem a Adidasem? Na to się zanosi. Co pokaże Nike? Na razie muszą nam wystarczyć zamaskowane zdjęcia prototypów udostępnione przez Amerykanów.