Na początek imię. Przyjmijmy, że mój rosyjski znajomy to Nikołaj. Naprawdę nazywa się inaczej, ale nie to jest tu ważne.

Nikołaj to młody chłopak. Ma dwadzieścia parę lat, ale wygląda na młodszego. Modnie ostrzyżony, z zabójczym uśmiechem, mógłby wystąpić w kampanii reklamowej jakiejś modnej europejskiej marki streetwearowej.

W cywilnych ubraniach Nikołaj wygląda jak jego rówieśnicy z Niemiec, Polski czy Skandynawii. Nosi te same marki, co oni – lubi Levi’sa, Tommy’ego Hilfigera. Ma taką samą słabość do Instagrama. Krótko mówiąc – Nikołaj jest przedstawicielem Generacji Z, trochę narcyzem, trochę „atencjuszem”, jak wielu jego rówieśników w Europie.

Nikołaj mieszka w Sankt Petersburgu i kocha to miasto. Ma tam swoje ulubione miejsca, swoje knajpy, tam chodzi na „kalian” (rosyjskie określenie fajki wodnej). Tam też prowadzi niewielki sklep. Teraz jednak biznes musi poczekać, bo Nikołaj, zamiast w swoim biurze, jest na wojnie w Ukrainie.

Nikołaja znam od miesiąca. To dziwna znajomość. Ja znam jego. On mnie – nie. Jak to możliwe? Obserwuję konta Nikołaja w mediach społecznościowych. Tam publikuje on swoją relację z wojny w Ukrainie.

W tym tekście nie staram się oceniać tego, co robią żołnierze rosyjscy w Ukrainie. Próbuję jedynie opisać to, co zobaczyłem. Albo raczej – to, co pokazał mi Nikołaj.

„Rosja zwycięży”

Jak Nikołaj trafił do Ukrainy? Poborowy czy „kontraktnik”, jak mawiają Rosjanie? Tego nie wiem. Mogę natomiast domyślać się, że pojechał tam z entuzjazmem. To widać w wielu filmach, które udostępnia. To nie tylko „wojna Putina”, to także wojna jego, Nikołaja. Z pogardą mówi o Ukraińcach, powtarzając wulgarne określenie, które weszło do języka potocznego wielu Rosjan – „ukropy”. 

Często powtarza, po co przyjechał do Ukrainy („skopać ukropskie d…”). Od początku nie miał złudzeń, że jest „na ćwiczeniach” (co powtarza wielu rosyjskich żołnierzy, którzy dostali się do niewoli). Nikołaj pojechał na wojnę.

Czytaj więcej

„Błagam pana”. Matka rekruta napisała list do Putina. Jej syn trafił na front

Ten kontrast jest uderzający, wręcz nierealny: młody chłopak, który kocha życie, mieszkaniec dużej europejskiej metropolii, wydaje się zafascynowany udziałem w wojnie. „Rosja zwycięży” – powtarza często. Kogo i w jakim celu? Tego nie precyzuje.

Na pierwszych filmach udostępnionych przez Nikołaja entuzjazm jest wyczuwalny. Widać, że nagrał je przed wyjazdem na front. On i jego koledzy śmieją się, dziękują za słowa otuchy rodzinie i znajomym. Zapewniają, że wszystko jest okej, humory im dopisują. W tle słychać pracujące silniki wojskowych ciężarówek. 

Nikołaj droczy się ze znajomymi z Sankt Petersburga, którzy wysyłają mu zdjęcia dań zamawianych przez nich w jednej z jego ulubionych restauracji. On zapewnia, że jak wróci do „Pitera”, będzie używał życia jak nigdy przedtem. Jego twarz, uśmiech, poczucie humoru, to wszystko całkowicie nie pasuje do realiów wojny. W zachowaniu Nikołaja, w jego uśmiechu, jest coś z dziecka. A jednak jest tam, w Ukrainie, nosi karabin – i zapowiada „zwycięstwo Rosji”.

„Jeśli dożyjemy...”

Pierwsze filmy pochodzą z końca lutego. Zgodnie z zapowiedziami władz rosyjskich, żołnierze udający się do Ukrainy mieli zdać swoje telefony do depozytu. Chodziło o to, by nie można było namierzyć lokalizacji rosyjskich jednostek, ale też – by żołnierze nie czytali informacji o wojnie – i nie przekazywali ich do Rosji. W szczególności – by nie czytali, co o rosyjskiej agresji piszą ukraińskie media.

Wiadomo jednak, że zakaz zabierania komórek na wojnę nie jest ściśle przestrzegany. Wiemy to, bo ukraińskie służby regularnie publikują zapisy przechwyconych rozmów telefonicznych rosyjskich żołnierzy z rodzinami.

Nikołaj też ma ze sobą telefon. Można nawet zorientować się, kiedy jego jednostka jest jeszcze w Rosji, bo jest aktywny w mediach społecznościowych. Potem milknie. Można się domyślić dlaczego – brak internetu na Ukrainie. W jednym z nagranych przez niego filmów kolega z okopu pyta, czy Nikołaj będzie robił „live’a”. Nikołaj odpowiada, że nie, bo nie ma internetu, więc wrzuci film później. „Jak dożyjemy” – dodaje sarkastycznie.

„Nie oddamy rosyjskiej ziemi”

Gdzie walczy Nikołaj? Ta informacja nie pada, ale pobieżna analiza wrzucanych przez niego filmów i zdjęć przynosi odpowiedź – to musi być północ lub wschód Ukrainy, bo na polach i drogach widać śnieg, którego na południu w owym czasie od dłuższego czasu już nie było. Być może nawet bardziej wschód, Donbas lub Łuhańsk, bo w pewnym momencie jeden z towarzyszy Nikołaja krzyczy do kamery: „nie oddamy rosyjskiej ziemi!”. 

Na początku w tym, co publikuje Nikołaj, jest dużo wojennej naiwności. Widzimy chłopaka, który cieszy się, że z kolegami rusza na wojnę „w słusznym celu”. Pierwszy udostępniony przez niego film wygląda trochę jak relacja z wycieczki skautów. Nikołaj jedzie na transporterze opancerzonym, filmuje ukraińskie pola i bezdroża, jest w nim ciekawość i pewność siebie.

Potem zapada cisza. Po paru dniach Nikołaj daje znak życia – zamieszcza krótki filmik, na którym zapewnia, że jest cały i zdrowy, dziękuje bliskim za troskę. Jest brudny i zmęczony – jego twarz jest szara, a słowa wypowiada z takim wysiłkiem, że chwilami są wręcz niezrozumiałe. Potem wrzuca zdjęcie, na którym pokazuje posiłek wojskowy (trochę gniecionych ziemniaków, kawałek wołowiny, do tego pomidor i jajko na twardo). Koniec.

„Naprzód, Rosjo!”

Później znowu cisza, bardzo długa, blisko tydzień. Nabieram przekonania, że Nikołaj zginął. W końcu się pojawia. Bez żadnego komentarza wrzuca zestaw filmów nagranych w poprzednich dniach. To niezwykła kronika kampanii, w której wziął udział. Kampanii, dodajmy, bardzo krwawej. „Walka trwa już osiem godzin, mamy bardzo dużo „dwusetek” i „trzysetek” – mówi w jednym z pierwszych filmów opublikowanych po przerwie. W wojskowym slangu Rosjan, „200” i „300” to określenia na zabitych i rannych.

„Cudem udało się przeżyć, mam nadzieję, że to nie ostatni film” – dodaje Nikołaj. Ciężko oddycha, głos mu się łamie, jest zmęczony. Jego mundur jest cały w błocie, ubłocona jest także broń. Wygląda na to, że Nikołaj się czołgał. Filmik nagrywa z ukrycia, w tle słychać strzały. Koniec filmu.

Czytaj więcej

Ukraińcy przyznali własne Oscary. Pokazali odwagę i męstwo swoich żołnierzy

W kolejnym nagraniu pada konkretna data: „9 marca, trzeci dzień walk” – mówi Nikołaj do kamery i nagrywa relację z zaśnieżonych okopów. „Śpimy na ziemi” – mówi Nikołaj, koledzy z tyłu przytakują, potem lecą wulgarne wiązanki pod adresem Ukraińców. „Naprzód, Rosjo” – rzuca Nikołaj do kamery.

Kolejne wideo to pełny surrealizm. Oddział Nikołaja („11 marca” – mówi po włączeniu kamery), zajął jakiś budynek i prowadzi z niego ostrzał. Na korytarzu całkowicie zrujnowanego obiektu kłębią się rosyjscy żołnierze, wśród nich jest Nikołaj, który jednak zamiast wojną, zajęty jest nagrywaniem filmów. Jego towarzysze z oddziału strzelają chaotycznie, ale regularnie odkładają broń i podbiegają, żeby rzucić parę słów do kamery. Dominują wulgaryzmy pod adresem Ukraińców. Filmik się kończy. 

„Coraz bliżej zwycięstwa”

Następne filmy, z 14 marca, pokazują wojnę Nikołaja z całkowicie innej strony. On i jego koledzy zajmują domy w ukraińskiej wiosce. „Zdobyliśmy wioseczkę, rozj… Ukropów” – mówi Nikołaj do kamery i pokazuje zajętą przez Rosjan osadę. Domy są biedne, częściowo splądrowane przez Rosjan. „Jesteśmy coraz bliżej zwycięstwa” – podśpiewuje Nikołaj do kamery dziecięcym głosem. Nad kim? Dlaczego? To już nie pada.   

To chyba najbardziej bulwersujące filmy z całej wojennej kroniki Nikołaja, bo pokazują maruderstwo i plądrowanie ukraińskich domów przez Rosjan. Żołnierze szukają jedzenia, ale też demolują i niszczą własność ludzi, którzy musieli uciekać przed wojną. Grzebią w rzeczach Ukraińców, niszczą meble, naruszają prywatność ofiar wojny – i nie widzą w tym nic zdrożnego. Bawi ich to.

„Dwa dni nie spaliśmy”

Zaskakuje mnie to, jak często zmieniają się towarzysze Nikołaja. Jego koledzy, których widać na nagraniach sprzed wojny, więcej się nie pojawiają. Ci, których widzimy w okopie 9 marca, też znikają, podobnie jak ci, z którymi Nikołaj 11 marca prowadzi ostrzał z zajętego budynku.

Kolejny film przynosi możliwe wytłumaczenie, dlaczego tak się dzieje. „Z naszego batalionu zostało nas tylko dwudziestu” – mówi do kamery towarzysz Nikołaja. „Straciliśmy od cholery ludzi” – dodaje. „Kolegów żal” – wtóruje mu Nikołaj. Obaj są wykończeni. „Dwa dni nie spaliśmy” – przyznaje Nikołaj. 

Dalej pojawia się seria filmów kręconych ponownie w jakichś ośnieżonych okopach. W tle słychać intensywny ostrzał, walka jest bardzo blisko, do tego stopnia, że telefon rejestruje dźwięk pocisków przecinających powietrze. Nikołaj co chwila kuli się na dźwięk ostrzału. Dzięki jego nagraniom jestem w środku ciężkich walk. Tkwię w zaśnieżonych okopach, słyszę nieustający ostrzał i kule latające tuż nad głowami Rosjan. 

Widać, że Nikołaj czuje się niepewnie, że realia wojenne zaczynają go przytłaczać. W pewnym momencie ścisza głos i mówi do kamery: „Teraz trochę się boję”. Mówi to drżącym głosem dziecka, robi to tak, by koledzy z okopu nie usłyszeli. Z jakiegoś powodu nie przestaje nagrywać. Chwilami jest to zdumiewające, oddział jest pod ostrzałem, żołnierze co chwila puszczają serie z karabinów – a Nikołaj filmuje, podczas gdy jego kałasznikow leży na śniegu.

Potem czas na ostatni filmik: skulony, ubłocony Nikołaj mówi drżącym głosem do kamery: „To może być ostatnie nagranie, mamy bardzo dużo zabitych i rannych”. Ostatnie ujęcie: Nikołaj przygotowuje się do ostrzału. Jedną ręką trzyma telefon, drugą próbuje oprzeć broń o krawędź okopu. Pada wystrzał, ujęcie się urywa.

„Wyjęli 9 odłamków z nóg”

Następuje wielodniowa przerwa, znowu wydaje mi się, że Nikołajowi coś się stało. Pojawia się jednak, znowu uśmiechnięty, w cywilnych ubraniach. Przez parę dni jest z dala od wojny. Gdzie? Tego nie mówi. Wiadomo jednak, że to chwilowa przerwa od walk. Potem znowu wraca na wojnę. Przed wyjazdem wrzuca krótki filmik: „wyruszamy” – mówi do kamery. Później nie ma już relacji, nie ma ani filmów, ani zdjęć. 

Na kilka dni zapada cisza, którą w końcu przerywa lakoniczny komunikat od Nikołaja. „Jestem w szpitalu. Wyjęli mi z nóg 9 odłamków, trzy zostały. Czekam na przewiezienie do Stachanowa (miasto w obwodzie łuhańskim) na rekonwalescencję” – pisze Nikołaj. Później pokazuje zdjęcia – jego nogi poranione są w wielu miejscach, choć rany wydają się niewielkie. Wygląda na to, że miał ogromne szczęście. Będzie żył, a wojna jak na razie nie zrobiła z niego inwalidy. 

Co dalej? Nie wiadomo, być może nie wie tego sam Nikołaj. Przed nim rekonwalescencja, powrót do zdrowia. Potem – w zależności od stanu zdrowia być może powrót do Petersburga, a może powrót na front, by zdobywać Donbas. Na razie jeszcze nie wiem, ale pewnie dowiem się z relacji, które Nikołaj wrzuci do mediów społecznościowych.