Dla planujących urlop w Hiszpanii tego lata może on okazać się wyjątkowo niekomfortowy – zwłaszcza jeżeli ktoś myśli o odwiedzaniu  restauracji. Tysiące hiszpańskich lokali gastronomicznych cierpi na poważne braki kadrowe, a koniec pandemii wcale nie sprawił, że sytuacja wraca do normy – wręcz przeciwnie. Tak wynika z informacji przedstawionych przez brytyjski dziennik „The Guardian”.

Hiszpania: kelner potrzebny od zaraz

Branża gastronomiczna w Hiszpanii (i w wielu innych krajach w Europie i na całym świecie) wyjątkowo boleśnie odczuła skutki pandemii i kolejnych lockdownów. Wygląda jednak na to, że sektor nieprędko wróci do normalności, bo stoi w obliczu kolejnego kryzysu – w hiszpańskich barach i restauracjach brakuje rąk do pracy.

Mogłoby się wydawać, że sukcesywne usuwanie pandemicznych obostrzeń powinno ożywić hiszpańską gastronomię i zaktywizować większe rzesze chętnych do pracy w tej branży. Tak się jednak nie stało – wiele wakatów nadal jest pustych.

Czytaj więcej

Hiszpanom nie wystarcza morze. Budują największą w Europie sztuczną plażę

Dotychczas to pracodawcy mogli przebierać wśród kandydatów. Teraz to ci ostatni dyktują warunki zatrudnienia. Niemal każda osoba, rozważająca pracę w lokalach gastronomicznych, ma teraz do dyspozycji dziesiątki ofert pracy. A te stały się konkurencyjne jak nigdy.

Poszukiwacze pracy tymczasowej i studenci chcący dorobić znaleźli się w wyjątkowo komfortowej sytuacji. Właściciele hiszpańskich barów i restauracji dwoją się i troją, aby zaoferować kandydatom jak najkorzystniejsze warunki. Proponują wysokie stawki godzinowe i bonusy.

Stawka jest poważna, bo w tak w silnie turystycznym kraju, jakim jest Hiszpania, w gastronomii pracują prawie dwa miliony ludzi. W obliczu aktualnego kryzysu na liczba drastycznie topnieje.

Hiszpanie nie chcą pracować w restauracjach?

Problem polega na tym, że zawód kelnera nie cieszy się w Hiszpanii zbyt dużym prestiżem – nie tylko zresztą w tym kraju. Praca na tym stanowisku zawsze była złem koniecznym, do którego uciekali się zwłaszcza młodzi ludzie, chcący dorobić sobie w czasie wakacji.

Pandemia to jedno, bo winni tej sytuacji są też sami pracodawcy. Drugi powód kryzysu wynika z tego, że normą było gastronomii zatrudnianie pracowników „na czarno”, a także wyzysk i niskie płace. Nic więc dziwnego, że nawet wykwalifikowani kelnerzy po szkołach gastronomicznych nie mają ochoty wracać do pracy na sali.

Znaczną część osób pracujących przed pandemią na stanowiskach kelnera stanowili imigranci – nie tylko zresztą w Hiszpanii, ale również w innych krajach europejskiego Południa. W obliczu lockdownów, masowych zwolnień i ogólnie bardzo niepewnej sytuacji na rynku pracy, ludzie ci wrócili do swoich krajów, często się przebranżawiając. Teraz nie myślą ani o ponownej emigracji, ani o niełatwej przecież pracy w gastronomii.

Jak informuje Stephen Burgen, hiszpański korespondent „Guardiana”, tamtejszy rząd już reaguje na kryzys w branży gastronomicznej, która odpowiada za znaczną część wpływów do skarbu państwa. Niedawno pojawiły się propozycje zmiany polityki Hiszpanii wobec imigrantów.

Aby zachęcić obcokrajowców, by podjęli pracę w Hiszpanii, władze tego kraju chcą złagodzić politykę imigracyjną i uprościć im przeprowadzkę do Hiszpanii, a przede wszystkim – podjęcie legalnego zatrudnienia.