Edouard Meylan, prezes szwajcarskiej manufaktury H.Moser & Cie, słynie z nietuzinkowych zagrań. Sam inicjuje nietypowe akcje marketingowe i to dzięki niemu ta niewielka, choć zasłużona firma, bardzo odważnie poczyna sobie na rynku.
W kwietniu 2019 roku Meylan ogłosił, że jego firma rozpoczyna produkcję zegarków z tarczami pokrytymi pochłaniającym światło materiałem Vantablack. Rynek zareagował wówczas zaskoczeniem.
Część kolekcjonerów wpadła w zachwyt, inni poczuli się zmieszani, szczególnie że zaprezentowany zegarek miał również czarne wskazówki, zatem odczytanie godziny było właściwie niemożliwe.
Okazało się, że to jedynie primaaprilisowy żart. Z miłośnikami zegarków lepiej nie żartować – firma zaczęła otrzymywać zapytania od kolekcjonerów, którzy chcieli mieć w swoich zbiorach ultraczarnego Mosera.
Czarniejszy odcień czerni
Ubiegłoroczny Eda Meylana żart stał się rzeczywistością. Przy okazji prima aprilis firma H. Moser & Cie. przedstawiła trzy nowe modele zegarków, wykorzystujące tworzywo Vantablack.
Tym razem jednak wskazówki nie nikną w mroku tarczy, choć również są czarne. Wystarczy rzucić okiem na kontrast, żeby zrozumieć fenomen tego ultraczarnego materiału.
Dwa prostsze modele to Venturer Concept w dwóch wersjach rozmiarowych – jeden z kopertą o średnicy 39 mm, wykonany z białego złota, i drugi, ze kopertą ze stali szlachetnej, o średnicy 43 mm. Za pierwszy trzeba będzie zapłacić ok. 108 tysięcy złotych, za drugi – ok. 104 tysiące złotych. Oba dostępne będą w limitacji.
Trzeci z zegarków to limitowany do 50 egzemplarzy Endeavour Tourbillon Vantablack Concept. W wypadku cena zegarka to 300 tysięcy złotych.
Moser przenosi się do sieci
Premiera zegarków była okazją do zaprezentowania nowego sklepu internetowego szwajcarskiej manufaktury .
Wcześniej Edouard Meylan wzbraniał się przed rozpoczęciem sprzedaży zegarków przez internet, ale po wybuchu pandemii koronawirusa producenci zegarków zaczęli pilnie poszukiwać nowych kanałów sprzedaży.
W ostatnich tygodniach decyzję o rozpoczęciu sprzedaży w sieci ogłosiła manufaktura Patek Phillipe. Teraz dołącza do nich H.Moser. Można spodziewać się, że podobnie postąpią też inne szwajcarskie firmy zegarkowe.
Punkowa energia i 200 lat tradycji
H. Moser to firma z ogromnymi tradycjami sięgającymi trzeciej dekady XIX wieku. Edouard Meylan, tchnął w nią nowego, punkowego niemal ducha. 44-letni Francuz lubi nieszablonowy marketing i to da się zauważyć.
W 2016 roku firma H. Moser zaprezentowała zegarek Swiss Alps Zzz, który można uznać za mechaniczną parodię Apple Watcha. Rok później pojawił się zegarek Swiss Mad Watch, z kopertą wykonaną z sera szwajcarskiego zatopionego w żywicy.
Największy skandal wybuchł, gdy w 2018 roku firma H. Moser zaprezentowała zegarek o nazwie Swiss Icons Watch. Był on zbiorem zegarkowych cytatów – zastosowano w nim rozwiązania charakterystyczne dla najsłynniejszych manufaktur (między innymi tarcza jak w Patek Philippe Nautilus, wskazówki jak w Breguet, koperta jak w Audemars Piguet Royal Oak, bezel jak w Roleksie GMT-Master II).
Wybuchł skandal, manufaktury podniosły protest, pojawiły się zarzuty o bezprawne wykorzystanie własności intelekturalnej. Zegarek Mosera pozostał białym krukiem i nigdy nie trafił do sprzedaży, choć pożądał go niemal każdy kolekcjoner na świecie.