Szukaj

Drogi jak złoto: o rynek połowów węgorza walczy Yakuza

Połowy i działalność grup przestępczych przyczyniły się do dramatycznego spadku populacji węgorza szklistego w ciągu ostatnich 50 lat. Popyt ciągle rośnie. Rosną też ceny – dlatego tym rynkiem coraz częściej interesują się japońska mafia oraz chińskie grupy przestępcze.

Postępujące przełowienie, zanieczyszczenie rzek i inne aspekty środowiskowe wpłynęły na to, że rynek handlu węgorzem, warty dziś miliardy dolarów, stał się przestrzenią do robienia zawrotnych interesów – a także coraz częstszych nadużyć. Grupa hodowców z całego świata próbuje walczyć z tymi nadużyciami. Dzięki dokumentów z rozpraw sądowych, pracy laboratorów i rozmowom z ekspertami, na jaw wychodzą kulisy zjawiska, które przyczyniło się do tego, że populacja węgorza jest dzisiaj na skraju załamania.

Czytaj też: Podrabianie ryżu to nowy rodzaj fałszerstwa. Bardzo zyskowny

Zagrożony gatunek na stołach na całym świecie gości od tysięcy lat, a japońska potrawa unagi kabayaki, napędzająca dziś większość światowego popytu na węgorze, podobno została po raz pierwszy przygotowana w świątyni shinto w 1399 roku. Gdy w latach 70. XX wieku popyt na tę rybę wzrósł, w górę poszła również cena japońskich węgorzy szklistych. Hodowcy zaczęli szukać alternatyw, które znaleźli w mniej cenionych odmianach – węgorzu amerykańskim i europejskim, rozmnażających się w Morzu Sargassowym, skąd docierają do miast półkuli zachodniej, w tym do miasteczek na południu Europy.

Węgorz: w Japonii to przysmak, o rynek walczy Yakuza

Zastępowanie pożądanych gatunków ryb czy owoców morza mniej popularnymi odmianami to – jak wykazał niedawny raport – zjawisko na skalę globalną. Choć niektórzy koneserzy utrzymują, że potrafią odróżnić węgorza szklistego od amerykańskiego czy europejskiego, tak naprawdę bez testów DNA namierzenie „pomyłki” jest właściwie niemożliwe. Przełowienie odbija się jednak również na populacji tych mniej cenionych odmian. W połowie lat 90. zaczęły one znikać tak jak ich japońscy kuzyni, a w 2010 roku Unia Europejska zakazała ich eksportu w związku z zagrożeniem wyginięcia. Od lat 80. ich populacja spadła o 95%.

Mimo zmian przepisów handel węgorzami europejskimi trwał w najlepsze – jak szacuje Florian Stein z monitorującej przestępstwa związane z węgorzami Sustainable Eel Group, do Azji trafiać miało nawet 100 mln ton węgorza rocznie. Jednocześnie wzrósł popyt na kolejnych rynkach, które zakochały się w unagi kabayaki, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych.

Z przemytnikami, oszustami i fałszerzami walczą Japończycy, którzy jeszcze w 2000 roku odpowiadali za 70% globalnej konsumpcji węgorza szklistego. W ostatnich latach ceny kilograma węgorza japońskiego osiągały kilkadziesiąt tysięcy dolarów, dlatego na tę rybę może sobie pozwolić na niego coraz mniej osób. Węgorze z amerykańskich hodowli są tańsze, ale ich ceny też systematycznie rosną, sięgając 3 tysięcy dolarów. Rośnie też liczba oszustw związanych z węgorzem. Jak pisze serwis „The Counter”, ma też związek z działalnością przestępczą yakuzy, japońskiej mafii.

Rośnie też konsumpcja samego węgorza, którego zjadamy dziś więcej niż kiedykolwiek – i którego populacja nadal dramatycznie się kurczy. To błędne koło – im większy popyt, tym mniejsze zasoby, i tym wyższe ceny, które popychają oszustów do fałszerstw, kłusownictwa i przemytu. Brak testów, zrównoważonych upraw i niezbędnych działań, mogących ograniczyć skalę procederu, uderzy nie tylko w hodowców i populację węgorza – przy utrzymaniu tej tendencji, za kilkanaście lat słynny smak unagi będziemy poznawać tylko za pośrednictwem syntetycznych odpowiedników.

Zamknij
Zamknij