Do takiego wniosku już kolejny rok z rzędu doszli autorzy raportu pod tytułem „Fashion Transparency Index” przygotowanego przez organizację pozarządową Fashion Revolution zajmującą się analizowaniem polityki czołowych marek na rynku odzieżowym. Od lat słynne marki luksusowe wypadają najgorzej w analizie przejrzystości działań.

Marki luksusowe – wciąż mało transparentne

To już siódma edycja raportu „Fashion Transparency Index". Jego autorzy z organizacji Fashion Revolution analizują i oceniają 250 największych marek modowych na świecie pod kątem tego, czy i jak komunikują one swoje polityki przestrzegania praw człowieka i działania w sposób zrównoważony środowiskowo.

Te dobre praktyki powinny dotyczyć zarówno wewnętrznej działalności tych firm, jak i całego łańcucha ich dostaw. Powinny – bo w przypadku znakomitej większości marek tak naprawdę nie wiadomo, kim są ich dostawcy i podwykonawcy, jak wygląda produkcja, jaki jest jej wpływ na środowisko i czy pracownicy w całym łańcuchu dostaw otrzymują godne wynagrodzenie.

Na podstawie analiz badacze przyznają markom punkty procentowe, gdzie 100 procent jest notą najwyższą, a 0 procent – najniższą. Średnia tej punktacji wyniosła zaledwie 24 procent. Z kolei aż jedna trzecia marek otrzymała notę od 0 do 10 procent.

Do tej grupy zaliczono marki, które nie udostępniają informacji o swojej polityce w zakresie odpowiedzialnego i zrównoważonego działania – lub informacje te są bardzo skąpe. Wśród nich znalazły się domy mody Jil Sander, Tom Ford, Dolce & Gabbana, Valentino i Carolina Herrera.

Czytaj więcej

Piżama w stylu glamour: najbardziej zaskakująca stylizacja na tegoroczne lato

Nie mogą spocząć na laurach również te marki, które otrzymały nieco wyższe noty, zwłaszcza te sięgające maksymalnie 30 procent. W ich przypadku niewiele wiadomo o dostawcach surowców i podwykonawcach. Takimi tajemniczymi markami są na przykład Prada, Armani, Chanel, Brunello Cucinelli, Versace, Chloé, Louis Vuitton, Celine, Dior, Marc Jacobs i Salvatore Ferragamo.

Im wyższa punktacja, tym węższe jest grono tych nieco bardziej transparentnych marek. Punktację powyżej 50 procent uzyskały jedynie dwa domy mody: Fendi i Gucci. Biorąc pod uwagę to, że ponadprzeciętne noty mają tacy giganci szybkiej mody jak OVS, United Colors of Benetton, H&M, Esprit, C&A czy marki należące do największego na świecie koncernu odzieżowego Inditex, trudno nie wysnuć wniosku, że im bardziej luksusowo, tym mniej przejrzyście.

Co mają do ukrycia marki luksusowe?

Choć tony ubrań i odpadów z produkcji ubrań lądują na wysypiskach śmieci, autorzy raportu alarmują, że aż 85 procent marek nie informuje o swojej rocznej produkcji. Jednocześnie chwalą się, że uprawiają tak zwaną modę cyrkularną, opartą na recyklingu materiałów.

Dalsze dane również nie napawają optymizmem, bo co prawda 45 procent marek publikuje swoje cele dotyczące zrównoważonych środowiskowo materiałów, jednak tylko 37 procent definiuje, co to pojęcie w ogóle oznacza. Co więcej, tylko 24 procent marek informuje o tym, jak stara się zniwelować swoją emisję mikroplastiku do środowiska, a 11 procent określa wielkość swojego zużycia wody.

Kolejnym problemem jest przestrzeganie praw pracowniczych i praw człowieka. Aż 96 procent marek) nie informuje, ilu pracowników w ich łańcuchach dostaw otrzymuje wynagrodzenie pozwalające na zaspokojenie podstawowych życiowych potrzeb.

To wszystko brzmi dość niepokojąco, jednak autorzy raportu są w stanie doszukać się w wynikach swoich badań pewnych pozytywów. Jak zauważają, dziewięć marek po raz pierwszy upubliczniło w tym roku informacje o swoich podwykonawcach.

„W 2016 roku tylko 5 na 40 dużych marek (12,5 procenta) ujawniało swoich dostawców. Siedem lat później robi to już 121 na 250 marek (48 procent). To jasno pokazuje, jak nasz indeks wpływa na ich transparentność, a także że marki faktycznie słuchają milionów ludzi na całym świecie, którzy wprost pytają: kto zrobił moje ubranie? Naszą siłą jest nasz upór” – skomentował wyniki raportu Carry Somers, współzałożyciel organizacji Fashion Revolution.