Przyzwyczailiśmy się do robienia wielu takich samych ujęć telefonem zanim wreszcie trafi się to idealne. Do tego tak bardzo przywykliśmy do życia „w chmurze”, że zapominamy iż te niechciane zdjęcia trafiają następnie na serwery i tam tkwią w postaci backupu. Zdaniem badaczy na każde zdjęcie opublikowane w mediach społecznościowych przypadają cztery nieopublikowane. Ich przechowywanie na serwerach generuje ślad węglowy mający negatywny wpływ na klimat. Jak duży? Naukowcy to policzyli, a wyniki ich badań opisał brytyjski dziennik „The Independent”.

Co ma wspólnego usunięty e-mail z emisją dwutlenku węgla?

Okazuje się, że bardzo dużo. Dane, które trafiają do dysków „w chmurze” generują tyle samo gazów cieplarnianych, co cały przemysł lotniczy. Jak to możliwe? Naukowcy z brytyjskiej Institution of Engineering and Technology (IET) przeprowadzili badanie wśród 2 tysięcy dorosłych Brytyjczyków. Wynika z niego, że ślad węglowy, który generują użytkownicy smartfonów, komputerów i tabletów jest większy, niż mogłoby się wydawać.

Czytaj więcej

„Photo Dump”: o co chodzi z nowym trendem na Instagramie?

Każde zdjęcie, film czy e-mail pobiera określoną ilości energii na serwerze. Kolejna porcja energii potrzebna jest, aby chłodzić te serwery przechowujące dane, które nigdy się nam nie przydadzą, bo mówimy głównie o nieudanych zdjęciach.

Eksperci obliczyli, że przeciętny Brytyjczyk robi średnio 900 zdjęć rocznie. Co więcej, jak wspomnieliśmy na jedno zdjęcie opublikowane w mediach społecznościowych przypadają cztery nieopublikowane. Co się z nimi później dzieje?

Badacze zapytali respondentów, co robią z nieudanymi zdjęciami. Okazało się, że jedynie 25 procent badanych całkowicie usuwa je zarówno z pamięci telefonu, jak i z chmury danych, z czego jedynie 16 procent robi to względów ekologicznych. Większość natomiast robi backup i przesyła niepotrzebne zdjęcia do chmury. Rocznie te niepotrzebne dane emitują ponad 10 kilogramów dwutlenku węgla.

Swój niemały ślad węglowy pozostawiają też serwisy streamingowe, które w ostatnich latach zyskały ogromną popularność – zwłaszcza w trakcie lockdownu. Według obliczeń naukowców z IET godzina z Netfliksem emituje około 55 gramów dwutlenku węgla.

Każdy porcja danych to emisja dwutlenku węgla

Wyniki badań dotyczą co prawda dorosłych Brytyjczyków, jednak zjawisko, które wzięli na warsztat naukowcy, jest dość uniwersalne. W końcu praktycznie każdy używa smartfonu, który bardzo często łączy funkcje telefonu, aparatu fotograficznego i innych urządzeń.

Okazuje się więc, że najzwyklejsi użytkownicy internetu odpowiadają za niemałą część globalnej emisji gazów cieplarnianych. W mediach każdego dnia dostaje się w tej kwestii największym graczom, a więc branży samochodowej, spożywczej czy lotnictwu.

I z pewnością w dużej mierze ta krytyka jest uzasadniona. Jednak w tym samym czasie miliony ludzi na świecie nieświadomie dokładają do tego niechlubnego „dzieła” swoją własną węglową cegiełkę.

„W naszej mocno zdigitalizowanej rzeczywistości dane, których używamy, generują ukryty ślad węglowy. Nie jest więc zaskakujące, że większość z nas nie ma świadomości, że chmury danych potrzebują ogromnych centrów, pożerających mnóstwo energii” – odniósł się do wyników badań Chris Cartwright, kierownik wydziału badań nad wirtualnymi danymi w Institution of Engineering and Technology.

Jak zdaniem eksperta można zmniejszyć swój ślad węglowy? Wskazuje on na takie proste praktyki jak opróżnianie kosza w skrzynce mailowej czy nie wysyłanie niechcianych zdjęć do chmury, a także unikanie pisania do wszystkich załączonych w e-mailu osób wtedy, kiedy nie jest to konieczne. Dobrą praktyką jest też wyłączanie autoodtwarzania w serwisach streamingowych.

Źródła: The Independent, ITV