Z pewnością wiele osób odwiedzających Berlin samochodem nie raz zmierzyło się z karkołomnym zadaniem znalezienia wolnego miejsca parkingowego w tym mieście. Podobne problemy każdego dnia dotykają mieszkańców Berlina.

Jednak zdaniem inicjatorów nowej społecznej kampanii ciasnota nie jest ani jedynym, ani najważniejszym problemem berlińczyków. Zdaniem grupy lokalnych aktywistów to należy walczyć przede wszystkim z zanieczyszczeniem powietrza, które powodują samochody.

Berlin: za dużo samochodów w stolicy Niemiec

Elementem tej walki ma być wyeliminowanie z ruchu prywatnych samochodów z dużej części Berlina. Aktywiści ze społecznej inicjatywy „Berlin Autofrei” napisali petycję, w której żądają wyłączenia z ruchu samochodowego ogromnego fragmentu stolicy Niemiec.

Czytaj więcej

Najpiękniejsze miasta dla rowerzystów: Warszawa wysoko

Chodzi o 88 kilometrów kwadratowych, które otacza tak zwany Ringbahn – to okrężna linia kolei miejskiej S-Bahn, otaczająca centrum miasta. Ze względu na swój kształt, obszar, który okala Ringbahn, Berlińczycy nazywają „Hundekopf”, czyli „Głową Psa”. Gdyby ten projekt został przyjęty, powstałaby największa na świecie miejska strefa bez samochodów.

Zgodnie z miejskimi statystykami, ponad połowę ruchu ulicznego stanowią w Berlinie samochody, zaś parkingi zajmują 17 kilometrów kwadratowych. Przestrzeń dla rowerów stanowi jedyne 3 procent obszaru miasta.

Zgodnie z założeniami petycji, swobodny wstęp do „Hundekopf” będą miały jedynie dwie uprzywilejowane grupy. Pierwszą z nich byłyby służby miejskie, drugą zaś – osoby z niepełnosprawnościami, dla których samochód jest niezbędny do normalnego funkcjonowania.

Wszyscy inni mogliby wjechać samochodem do centrum Berlina jedynie dwanaście razy w ciągu roku.

Berlin dla pieszych i rowerzystów

Czy inicjatywa mieszkańców Berlina ma szansę odnieść sukces? Jest całkiem prawdopodobne, że tak, a to dzięki mechanizmowi społecznego referendum, którego pierwszy etap twórcy petycji mają już za sobą.

Procedura referendum społecznego ma dwa etapy. W pierwszej kolejności petycja musi w określonym czasie zebrać co najmniej 20 tysięcy głosów i to się aktywistom z „Berlin Autofrei” już udało.

W drugim etapie projekt musi zebrać kolejne 170 tysięcy podpisów. Następnie trafia on do parlamentu, który może go zaakceptować lub odrzucić. Jeżeli dojdzie do odrzucenia projektu, trafia on pod publiczne głosowanie.

Niektórzy wysuwają argumenty, że zamiast całkowitego zakazu wstępu dla samochodów do centrum Berlina, należałoby dopuścić do ruchu jedynie samochody elektryczne. Jednak aktywiści z inicjatywy „Berlin Autofrei” twierdzą, że to nie ma sensu.

„Aby wypełnić rządowy program emisji CO2, w ciągu najbliższego roku połowę samochodów musielibyśmy wymienić na elektryczne. Jest oczywiste, że tak się nie stanie” – powiedział Nik Kaestner z „Berlin Autofrei” w rozmowie z dziennikarzem „Guardiana”, Leandrem Jonesem.

„Obecnie jedynie 1,3 procenta pojazdów w Niemczech ma napęd elektryczny. Jedynym wyjściem jest redukcja samochodów, które jeżdżą obecnie” – dodaje Kaestner.

Innym społecznym projektem, który wszedł w życie dzięki mechanizmowi społecznego referendum, było złagodzenie prawa dla rowerzystów poruszających się po niemieckich miastach. Parlament zaakceptował tę społeczną inicjatywę po sukcesie drugiego etapu.

Obecnie trwa procedura innego, budzącego duże emocje referendum, dotyczącego uspołecznienia mieszkań w Berlinie. Wejście w życie tego projektu byłoby na rękę mieszkańcom, jednak stoi w sprzeczności z interesami deweloperów.

Źródło: Guardian