Frédéric Gallois, jeden z producentów szampanów z departamentu Aube, postanowił ułatwić sobie swoją działalność, uciekając się do praktyki, której zakazują zasady obowiązujące w apelacji Champagne AOC. Choć nawet wprawny degustator zapewne niczego by nie zauważył, to udało się to szampańskiej „policji”.

Winiarskie oszustwo w Szampanii 

Szampany powstają w zajmującej 34 tysiące hektarów francuskiej apelacji Champagne AOC (skrót od „appellation d'origine contrôlée”). Wbrew pokutującemu wciąż przekonaniu wśród niektórych konsumentów, szampan nie jest synonimem dowolnego wina musującego. Prawo do używania tego słowa szampańscy producenci wywalczyli jeszcze w 1973 roku.

Szampany są jednymi z najbardziej prestiżowych i najdroższych win na świecie — wartość rocznej produkcji szacuje się na ponad sześć miliardów euro. Ze względu na reputację szampanów, władze apelacji Champagne AOC stworzyły tak restrykcyjne reguły produkcji tych win, że nie dorównują im pod tym względem zasady jakiejkolwiek innej apelacji winiarskiej na świecie.

Czytaj więcej

Trzeźwość staje się modna. Trend „NoLo” w 2023 roku wkroczy do barów i knajp

Znalazł się jednak w Szampanii winiarz, którzy postanowił przejść nieco obok tych reguł. Chodzi konkretnie o wymóg użycia do produkcji szampana winogron pochodzących z bardzo konkretnych działek.

Aby móc umieścić na etykiecie nazwę apelacji „Champagne AOC”, winiarz musi wykorzystać do produkcji swojego szampana winogrona, które pochodzą wyłącznie z winnic znajdujących się w granicach tej apelacji. Tymczasem Frédéric Gallois, którego rodzina od pokoleń zajmuje się produkcją szampanów, sięgnął po winogrona ze swojej parceli, która już do apelacji nie należy.

W taki sposób do produkcji swoich win musujących Gallois wykorzystał więcej owoców, dzięki czemu powstało więcej wina. Wielomiesięczne śledztwo wykazało, producent zdążył sprzedać ponad 30 tysięcy różnej wielkości butelek zawierających fałszywego szampana.

Winiarza postawiono przed sądem, kara była dość dotkliwa. Gallois stracił prawo do oznaczania nazwą apelacji Champagne AOC win pochodzących z jednej z dwóch swoich winnic. Producent nie będzie mógł więc nazywać ich szampanami.

Galloisowi zasądzono też grzywnę w wysokości 12 tysięcy euro, jednak ta kwota wydaje się być symboliczna w porównaniu z pozostałymi stratami winiarza. Skonfiskowano prawie 300 tysięcy win z jego piwnic — czyli wszystko, co miał. Łączną wartość tych butelek szacuje się na dwa miliony euro.

Fałszywe szampany wykryto w laboratorium

W jaki sposób Gallois podpadł władzom apelacji Champagne AOC? Tropiono go całkiem długo. Winiarz zaczął budzić podejrzenia, kiedy apelacyjni inspektorzy zauważyli, że zbiera winogrona wtedy, kiedy nie powinien, a na krzewach znajduje się zbyt dużo gron. Jedne z wielu szampańskich reguł dotyczą bowiem ilości owoców na krzewach, a także konkretnych terminów zbiorów.

Rok później Gallois zaczął odmawiać wstępu do swojej winiarni inspektorom. W końcu do akcji wkroczyli żandarmi, którzy zauważyli, że w należącej do Galloisa winiarni znajduje się bardzo niewiele butelek. Z kolei w budynkach poza granicami jego posiadłości zalegało ich około sto tysięcy.

Próbki z podejrzanych butelek trafiły do laboratorium. Testy wykazały, że do produkcji tych win użyto zarówno winogron pochodzących z winnic Galloisa znajdujących się w granicach apelacji Champagne AOC, jak i z tych leżących poza nią. Choć zatem technicznie cała produkcja odbywała się w geograficznych granicach Szampanii, to według apelacyjnych reguł tych win nie można już nazywać szampanami.

Przypadek Galloisa nie jest odosobniony. Według danych francuskiej agencji do spraw oszustw gospodarczych, apelacyjne prawo nagina aż 15 procent przedsiębiorstw działających w branży szampanów — nie tylko producentów win, ale też bednarzy czy brokerów nieruchomości.

Źródło: Le Parisien