Najbardziej skutki obecnego „kryzysu butelkowego” odczuwają obecnie kalifornijscy producenci wina. Wina tymczasem nadal dojrzewają w beczkach, nabierając coraz intensywniejszego, beczkowego charakteru. To zła wiadomość – dla winiarzy i dla klientów.

Wina z Kalifornii „o smaku drewna”

Taką obawę wyraził Phil Long, właściciel winiarni Longevity Wines w wywiadzie z Heather Schlitz, dziennikarką „Business Insidera”. Jedną z charakterystycznych cech wielu kalifornijskich win jest dość wyraźnie zaznaczony wpływ beczki, w której wina spędzają określony czas. Jednak w obecnej sytuacji wina, które nadal znajdują się w beczkach, zaczynają osiągać punkt, w którym cecha ta przestaje sprawiać przyjemność podczas degustacji.

Czytaj więcej

Korek może dużo powiedzieć o stanie wina, ale by się o tym przekonać, najlepiej jest spróbować wina,
Co zrobić z korkiem od wina w restauracji? Nie wąchaj go, to przeżytek

Drugi problem wiąże się z tym, że w beczce wino dojrzewa znacznie wolniej, niż w butelce. To właśnie w tej ostatniej ma ono szansę rozwinąć bogaty, zniuansowany bukiet, a także osiągnąć odpowiedni balans. W beczce nie ma na to warunków.

Efekt? Mocnym, dominującym beczkowym aromatom będą towarzyszyły ledwo wyczuwalne aromaty, charakterystyczne dla szczepów winorośli, z których powstało dane wino.

Do tych stricte winiarskich problemów dochodzi jeszcze jeden, bardziej uniwersalny. Chodzi o wzrost cen szkła. W porównaniu z 2019 rokiem w Stanach Zjednoczonych wzrosły one aż o 45 procent. Winiarze co prawda starają się jak na razie nie rekompensować sobie tak ogromnego skoku kosztów produkcji znaczną podwyżką cen win. Niemal pewne jest jednak, że takie opieranie się szybującym w górę cenom surowca nie może trwać w nieskończoność. Wzrost cen już i tak nietanich win z Kalifornii wydaje się być tylko kwestią czasu.

Jak radzą sobie winiarze w obliczu niedoboru szkła i butelek? Jedni odkupują butelki od innych winiarni, które akurat w tym roku mają ich nadmiar. Sytuacja jest tak ciężka, że cierpiącym na brak butelek producentom nie przeszkadza nawet wygrawerowane na butelkach logo lub nazwa innej winiarni.

Wino: brakuje butelek, ale nie tylko

Problemy winiarzy nie kończą się na niedoborze szkła i butelek. Brakuje też papieru do wykonania etykiet, a także korków do zamknięcia butelek.

Sytuację pogarsza bezprecedensowy zator, z jakim od wtorku 19 października mierzą się pracownicy transportowi u wybrzeży Kalifornii. Ogromna flota kontenerowców czeka tam na zacumowanie w portach w Los Angeles i Long Beach. Na towary, które wiozą, czekają miliony odbiorców. Wśród nich znajdują się też kalifornijscy winiarze.

Nikt jak dotąd nie jest w stanie oszacować, ile czasu zajmie rozładowanie zatoru – i kiedy długo wyczekiwane butelki będzie można w końcu napełnić winem. Cały proces rozładowywania opóźnia niedobór pracowników, na który cierpi branża transportowa.

Zdaniem kalifornijskich winiarzy sprawa jest coraz bardziej paląca. Co prawda butelki i inne produkty w końcu do nich dotrą i producenci przystąpią do butelkowania, jednak czas działa na ich niekorzyść. Każdy dodatkowy tydzień pogarsza jakość „uwięzionych” w beczkach win.

Być może już niebawem przekonają się o tym sami konsumenci. A tych przecież nie ubywa – wręcz przeciwnie. Produkcja i detaliczna sprzedaż win nie nadąża za rosnącą konsumpcją i popytem na wina – to jeszcze jeden rezultat pandemii, z którym musi mierzyć się cała branża winiarska.

Źródło: Business Insider