Od pewnego czasu uwaga opinii publicznej skupia się na dzieciach znanych postaci showbiznesu – zwłaszcza na potomkach gwiazd muzyki, którzy postanowili pójść w ślady swoich rodziców. Tacy młodzi muzycy jak Cruz Beckham czy Gene Gallagher coraz częściej pojawiają się na festiwalach muzycznych na całym świecie. Wielu przyczepia im metkę „nepo babies”, zarzucając, że ich sukces przyszedł zbyt łatwo.
„Nepo babies” na festiwalach muzycznych
Na tegorocznych festiwalach w Reading i Leeds w Wielkiej Brytanii usunięto scenę BBC Introducing, promującą młodych, niezależnych muzyków. Kiedy okazało się, że zamiast tego pojawi się nowa scena o nazwie Canopy, na której wystąpią ze swoimi zespołami dzieci gwiazd rocka i popu, wielu obserwatorów stwierdziło, że poszukiwanie młodych, utalentowanych muzyków zaczyna iść w niewłaściwym kierunku.
Czytaj więcej
Pokolenie Z należy do jednej z najbardziej elastycznych zawodowo generacji. Młodych ludzi zmusza do tego niestabilna sytuacja na rynku pracy.
Na scenach tych dwóch festiwali roiło się od „nepo babies”. Ze swoimi zespołami wystąpili m.in. 25-letni Gene Gallagher – syn Liama Gallaghera z Oasis, 20-letnia Violet Grohl – córka Dave’a Grohla z Nirvany i Foo Fighters, jej rówieśnik Moses Martin – syn frontmana Coldplay Chrisa Martina i aktorki Gwyneth Paltrow, a także Cruz Beckham – syn Victorii Beckham ze Spice Girls i piłkarza Davida Beckhama.
Festiwale w Reading i Leeds to tylko dwie z większych imprez muzycznych, na których wystąpili zarówno ci, jak i szereg innych muzyków z pokolenia Z, którzy poszli w ślady swoich słynnych rodziców. Muzykujące „nepo babies” koncertują w całej Europie, w obydwu Amerykach, a także na Antypodach, promując swoje najnowsze single i albumy.
„Nepo babies”. Czy talent dzieci znanych rodziców się obroni?
Zjawisko „nepo babies” jest tak stare jak stara jest branża showbiznesu. Jednocześnie odbiorcy muzyki na całym świecie coraz uważniej przyglądają się wschodzącym gwiazdom tej branży – zwłaszcza tym, które noszą dobrze znane nazwiska.
Ci młodzi muzycy (wśród których nie brakuje także potomków wpływowych menedżerów, producentów, a nawet miliarderów z Doliny Krzemowej) nieuchronnie padają ofiarą ostrej krytyki. Zarzuca im się, że koneksje w showbiznesie, jakie mają ich rodzice, ułatwiły im start, przez co udało im się ominąć wiele przeszkód, z którymi muszą mierzyć się młodzi artyści „znikąd”. Te frustracje narastają zwłaszcza teraz, kiedy sytuacja ekonomiczna wielu młodych ludzi nie daje zbyt pozytywnych perspektyw na przyszłość.
Większość muzykujących „nepo babies” nie ukrywa swojej tożsamości i występuje pod nazwiskami swoich rodziców. Do nielicznych wyjątków należy m.in. wokalistka Willow Smith, córka aktora Willa Smitha. Jej artystyczny alias brzmi po prostu: Willow. Oczywiście nie uchroniło jej to przed atakami ze strony opinii publicznej.
Gene Gallagher wyznał jakiś czas temu w wywiadzie dla „The Sunday Times”, że z tym ułatwionym startem nie do końca jest tak, jak mogłoby się wydawać. „Ludzie mi mówią, że bardzo łatwo jest mi zebrać zespół. Nie jest. Pracujemy, aby udowodnić naszą wartość”.
Cytowany przez „Guardiana” muzyk i dziennikarz BBC Tom Robinson stwierdził z kolei: „Pozwólmy »nepo babies« robić swoje. Jeżeli będą tworzyć kiepską muzykę, to będzie to po prostu kiepska muzyka. Jeżeli będzie świetna, zasłużą na swój sukces”.