„Niech Bóg chroni królową i jej faszystowski reżim” – śpiewał (a raczej krzyczał) Johnny Rotten, lider zespołu The Sex Pistols w utworze, który rozpoczął krótką i burzliwą karierę tej punk rockowej grupy. „The Queen is dead” – to z kolei Morrissey z grupy The Smiths, który też nigdy nie pałał sympatią do monarchini.

Te dwa przykłady mogą jednak być mylące i sugerować, że Elżbietę II spotykał ze strony artystów wyłącznie hejt, a to nieprawda. Zmarła brytyjska królowa była jednym ze współczesnych symboli popkultury, rozpoznawalnym na całym świecie.

Czytaj więcej

Elżbieta II i James Bond razem: reklama igrzysk, która przeszła do historii

Andy Warhol sportretował Marilyn Monroe czy Mao Zedonga, to jego najsłynniejsze prace. Wśród portretowanych przez Warhola znalazła się też Elżbieta II, której w 1985 roku artysta poświęcił serię obrazów. Trudno się dziwić – królowa brytyjska była i zapewne jeszcze długo pozostanie jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób na świecie. Co ciekawe – w 2012 roku królowa zakupiła cztery portrety wykonane przez Warhola do kolekcji królewskiej.

Symbolika królewskiego portretu, w różnych ujęciach, wykorzystywana choćby na znaczkach pocztowych, ale też w oficjalnych portretach, stała się symbolem nie tylko Wielkiej Brytanii, ale w ogóle współczesnej monarchii. 

W szczególny sposób ta symbolika przypadła do gustu Amerykanom. W USA Elżbieta II od początku traktowana była nie tyle jak monarchini, co jak hollywoodzka gwiazda. W kraju, który zerwał wszelkie związki z monarchią, postać przypominająca księżniczkę z bajki Disneya, robiła furorę.

Dowodem tej niezwykłej relacji Amerykanów z Elżbietą II jest to, jak w USA żegnano zmarłą królową – a robiono to gremialnie i powszechnie. Monarchinię pożegnano między innymi w Kongresie, na nowojorskiej giełdzie czy na korcie centralnym podczas tenisowego turnieju US Open. 

Status ikony popkultury podkreślały filmy i seriale o królowej i Windsorach. Helen Mirren zachwyciła świat w roli Elżbiety II. Widzów zachwycił też serial „The Crown” Netfliksa, będącego opowieścią o dźwiganiu przez Elżbietę niemal nieludzkiego ciężaru monarchii, który spoczął na jej barkach z chwilą koronacji.

Królowa popkultury

Elżbieta II była też wielką nieobecną we wszystkich filmach o agencie Jamesie Bondzie. Jej Królewska Mość zasługiwała na to, co najlepsze: dlatego 007 ubierał się w najlepsze garnitury, gustował w tym, co luksusowe, jeździł najlepszymi samochodami (oczywiście – brytyjskimi) i dysponował umiejętnościami, które czyniły z niego najlepszego agenta specjalnego na świecie. Właśnie dzięki filmom o Bondzie Elżbieta II zawędrowała wprost do Hollywood. Choć nigdy nie wystąpiła w żadnym z tych filmów, te produkcje zapewniły jej status gwiazdy kina.

Królowa stała się jednym z symboli współczesnej WIelkiej Brytanii. Symbolem niezwykle dochodowym, przysparzającym budżetowi państwa ogromnych pieniędzy. „The Royals” stali się celem wycieczek ludzi z całego świata, spędzających urlopy w deszczowej zwykle Wielkiej Brytanii, zwiedzionych opowieścią o rodzinie królewskiej z pałacu Buckingham, na czele której stoi królowa.

To da się przeliczyć na bardzo konkretne przychody z turystyki, handlu, hotelarstwa czy gastronomii, a także – ze sprzedaży pamiątek. Królowa jako popkulturowy symbol Wielkiej Brytanii, tak jak Union Jack czy płyty Beatlesów, zapewniła temu krajowi dostatek i popularność. Można powiedzieć, że Elżbieta II znosiła wszelkie niedogodności z tym związane, przez 70 lat pełniąc dzielnie służbę wobec kraju i narodu.

Czy to zadanie udźwignie król Karol? Czy stanie się ikoną Wielkiej Brytanii? Zadanie ma niełatwe, bo nigdy nie był ulubieńcem ani mediów, ani Brytyjczyków. Trudno to sobie wyobrazić. Karol nie jest księciem z bajki Disneya. Do tego Elżbieta II na swój status pracowała 70 lat, jako kobieta i jako królowa. 74-letni Karol III ma znacznie mniej czasu.

Jednego możemy być pewni – gdy w końcu do kin trafi kolejny film o przygodach Jamesa Bonda, choć od tego wydarzenia dzieli nas kilka lat, agent 007, ktokolwiek go zagra, po raz pierwszy w historii będzie agentem Jego, a nie Jej, Królewskiej Mości.