Nowy Rok – nowi my? Wiele osób zdążyło się już przekonać, że realizacja noworocznych postanowień okazuje się trudna. Mamy w sobie zapał, ale brakuje nam konsekwencji, by trzymać się obranego planu. Co jednak z naszą niedoskonałością ma wspólnego kwiecień?
„April Theory”: Rok zaczyna się w kwietniu
Minął marzec, a my nadal nie zrzuciliśmy zbędnych kilogramów, nie zafundowaliśmy sobie choćby krótkiego wypadu na łono natury, od lat marnujemy się w tej samej pracy, która nie daje nam satysfakcji albo tkwimy w związku bez przyszłości. To tylko kilka z wielu problemów, które coraz więcej osób stara się jednak rozwiązać nie w styczniu, w duchu noworocznych postanowień, ale dopiero w kwietniu.
Czytaj więcej
Polska awansowała do światowej czołówki najszczęśliwszych krajów świata – to wniosek z tegorocznej edycji reportu Gallupa. Co ma najważniejszy wpły...
Dlaczego akurat wtedy? Kwiecień to miesiąc, w którym na Półkuli Północnej minęło już wiosenne przesilenie i wyraźnie dają się odczuć pierwsze oznaki wiosny. Jest coraz cieplej, dni są coraz dłuższe, a przyroda budzi się do życia po zimie. My również, przede wszystkim mentalnie, a wiosenna energia kwietnia rzuca nowe światło na sprawy osobiste i zawodowe.
W odróżnieniu od mrocznego stycznia, lutego i częściowo również marca, wiosenny kwiecień daje ludziom zastrzyk energii. To motywuje do działania, dodaje też odwagi i optymizmu, aby podjąć ważne życiowe decyzje i zrobić coś na rzecz własnego rozwoju.
Jak wiele innych trendów, to prastare zjawisko zyskało niedawno w mediach społecznościowych swoją nazwę i hasztag. To „April Theory”, czyli „teoria kwietnia”, której z uwagą przyglądają się czołowe media na Zachodzie. To dowód, że ten trend ma bardzo wiele wymiarów: od tych związanych z życiem prywatnym po kwestie zawodowe.
Kwiecień: Prawdziwy początek roku
Eksperci są zgodni co do tego, że wiosenny przypływ energii wynika z fizjologii ludzkiego organizmu, który w naturalny sposób reaguje na sezonowe zmiany warunków pogodowych, zgodnie z cyklem pór roku. Te wszystkie zmiany u wielu wywołują wrażenie, że prawdziwym początkiem nowego roku nie jest styczeń, który na naszej półkuli przypada na środek zimy, ale właśnie kwiecień.
„Teoria kwietnia” dla wielu ludzi staje się pretekstem do tego, aby zafundować solidny reset którejś z dziedzin swojego życia. W sferze zawodowej to na przykład większa gotowość do pozytywnej zmiany, na przykład poszukania nowej pracy albo wyznaczenia sobie bardziej ambitnego celu do osiągnięcia.
Cykl zgodnie z „teorią kwietnia” pokrywa się zresztą z tym, jak funkcjonuje większość firm. O ile styczeń to końcówka roku podatkowego i organizacje tkwią jeszcze w „starych” sprawach, to kwiecień jest już okresem ostatecznych rozliczeń i refleksji nad tym, co działa dobrze, a co należałoby zmienić.
Podobne zjawisko pojawia się w sferze prywatnej, w której wiosenne porządki dotyczą nie tylko zawartości szafy czy uprzątnięcia mieszkania, ale również relacji z innymi ludźmi. Część tych, którzy nie byli do końca zadowoleni ze swojego związku, nie odkładają już ważnych rozmów „na potem”.
To samo dotyczy dbania o zdrowie na co dzień. U progu wiosny w końcu można bez większych obaw ubrać się nieco lżej, wybrać się na spacer do parku, zafundować sobie „kąpiel leśną” za miastem czy zacząć jeść zdrowiej, co tylko wzmacnia efekt „teorii kwietnia”.