Szukaj

Podróżoholiczka

Hasło „po co nam podróżowanie” na przełomie wieków rzuciła Katarzyna Merta, ówczesna szefowa książkowego wydawnictwa. Chodziło o to, by w czasie kiedy Polacy zaczęli podróżować na potęgę, zastanowić się nad istotą współczesnego podróżnictwa.

Renesans przeżywało wówczas ukute wiek wcześniej przez Tholesteina Veblena określenie „klasa próżniacza”, bo też ostentacyjne formy konsumpcji coraz bardziej zaczęły dominować w naszym życiu. Tyle, że o ile na początku XX wieku modne były „wyprawy do wód” i spędzanie czasu na tarasach zakopiańskich willi, o tyle w wieku XXI zbiorową podróżniczą wyobraźnię zdominowały palmy i błękitny ocean – gdzieś na antypodach najlepiej, a nad Morzem Śródziemnym w praktyce, no i śmiganie na nartach najchętniej powyżej 2 tys. metrów nad poziomem morza. Ze śmiganiem nie należało przesadzać. Z grzańcem w górskich schroniskach wypadało…

Turystyka w XXI wieku stała się jedną z największych branż biznesowych na świecie. W 2018 roku,  według danych Światowej Organizacji Turystyki Narodów Zjednoczonych, turyści na całym świecie odbyli 1,4 miliarda podróży, o 6 proc. więcej niż rok wcześniej i… pułap 1,4 miliarda osiągnęli 2 lata wcześniej niż przewidywano w najśmielszych biznesowych prognozach. Turystyka przynosi niemal 10 proc. światowych przychodów, zatrudnia niemal 300 milionów pracowników – czyli mniej więcej co dziesiąta osoba pracuje właśnie w turystyce.

Dlaczego? Co w nas siedzi, że zamiast przysypiać na fotelu spokojnie we własnym domu z ciepłym łóżkiem, z ulubionymi kanałami w telewizji, potrawami, które znamy i lubimy i znajomymi o których wiemy dużo, tłuczemy się po świecie i jeszcze płacimy za to kupę kasy? Pytanie wówczas wydało mi się absurdalnie banalne, bo przecież podróżowanie po prostu jest fajne.

Jednak kiedy postarałam się na nie serio odpowiedzieć, skończyło się na powstaniu książki „Leksykon szczęśliwych podróży” – zbioru opowiastek z wybranych miejsc, które odwiedziłam realizując telewizyjny program podróżniczy. Wkrótce jednak – kiedy program się skończył – okazało się, że od podróżowania jestem po prostu uzależniona. Realizując program i budząc się co kilka tygodni w innym miejscu myślałam – kiedy to wariactwo się skończy i wreszcie posiedzę w domu, pospotykam się z przyjaciółmi i będę znała adresy knajp w Warszawie równie dobrze jak w Nairobi. Nic z tego.

Na własnej skórze ćwiczyłam objawy tego co w czasach Veblena brytyjscy lekarze nazwali „chorobą kolonialną”. Zapadali na nią wracający z Indii i innych kolonii brytyjscy oficerowie i urzędnicy. Smutek, apatia, ogólna niechęć. Coś, co dziś nazwalibyśmy bardziej lub mniej łagodną formą depresji, wówczas diagnozowano jako „brak kolonialnego słońca”. Dla oficerów brytyjski rząd tworzył więc ośrodki rehabilitacyjne np. w San Remo.

Tak, tak, znany dziś z festiwalu włoskiej piosenki kurort międzynarodową sławę zyskał pierwotnie właśnie dzięki brytyjskim kolonialnym rekonwalescentom, dla których w ramach remedium na tęsknotę zaczęto sprowadzać do Anglii w ilościach hurtowych indyjskie przyprawy. Tak powstało znane nam curry, które w istocie jest jedną z mieszanek zwanych w Indiach masalą, a curry to jej zeuropeizowana nazwa, ale to już zupełnie inna historia. To co Brytyjczycy odkryli przed stu laty, że podróżoholizm wymaga terapii „klin klinem”, dotarło do mnie szybko, tyle, że nie wiedziałam, że to podróżoholizm. Żeby pozostać w klimacie pracy zaczęłam więc oprowadzać po świecie turystów, dzieląc się swoimi doświadczeniami i… pytanie po „co nam podróżowanie” wracało jak bumerang w niezliczonej liczbie przypadków.

W końcu nazwałam rzecz po imieniu: to po prostu podróżoholizm, bo nawet jak w przypływie buntu obiecywałam sobie już nigdy więcej – to każda okazja do wypadu krótszego i dłuższego była dobra, i to wcale już nie w ramach pracy. Przykrywka okazała się zbędna, bo podobnie jak dla starożytnych żeglowanie, tak dla mnie podróżowanie „necesse est”.

I znajome pytanie „po co nam podróżowanie” przestało mnie irytować absurdalnością i namolnością. Każdemu pewnie po coś innego, ważne co z tych podróży przywozimy i dlaczego akurat my chcemy się w tę właśnie podróż wypuścić i czego od niej oczekujemy. Tajemnica i niepewność czy odpowiedzi kryją się za horyzontem, w podróżowaniu kuszą nieustająco. Dlatego warto sobie zadać pytanie po co nam podróżowanie, żeby odnaleźć początek drogi.

Zamknij
Zamknij