De-influencing to nowy trend w social mediach. Influencerzy walczą z konsumpcją

Zamiast polecać nowe produkty, odradzają zakupy. Coraz więcej użytkowników social mediów próbuje lansować styl życia, który dotąd był obcy w świecie mediów społecznościowych. Czy de-influencing stanie się powszechnym zjawiskiem?

Publikacja: 07.02.2023 17:53

Według prognoz Insider Intelligence, w  2023 roku serwis Tiktok będzie miał ponad 830 milionów użytk

Według prognoz Insider Intelligence, w 2023 roku serwis Tiktok będzie miał ponad 830 milionów użytkowników. To znacząco mniej niż np. Facebook, ale to Tiktok uważany jest dzisiaj za medium, które wyznacza trendy i przyciąga najmłodszych użytkowników.

Foto: Creative Christians

De-influencing to zjawisko, które od paru tygodni zatacza coraz szersze kręgi w mediach społecznościowych. Na czym polega? Najkrócej mówiąc: na tym, że zamiast promować nowe produkty i przekonywać obserwujących do ich kupowania, influencerzy namawiają użytkowników, by zrezygnowali z zakupów i cieszyli się tym, co mają.

Czym jest de-influencing?

Media społecznościowe w ostatnich latach stały się dla marek najważniejszymi kanałami, w których reklamują swoje produkty. Reklama odbywa się między innymi z udziałem influencerów, którzy w ramach płatnych współprac polecają produkty swoim fanom i obserwującym. Skuteczność takiego rozwiązania bywa niekiedy bardzo wysoka, bo klienci i klientki chętniej wierzą lubianemu przez siebie influencerowi czy influencerce niż reklamie w mediach.

Dlatego influencerzy i influencerki stali się „słupami reklamowymi” wynajmowanymi przez reklamodawców do promowania produktów. Dzięki influencerom social media, z narzędzi służących do utrzymywania kontaktu z rodziną i znajomymi, stały się miejscem, w którym niemal każdy próbuje coś sprzedać.

Czytaj więcej

Adidas tworzy nową markę, pierwszą od 50 lat. Tak ma się ubierać Generacja Z

Influencerzy i influencerki zarabiają na takiej działalności ogromne pieniądze, chwaląc się jednocześnie swoim dostatnim życiem pełnym zbytków. Jak się okazuje, takie zachowanie irytuje internautów. Z badania firmy Room Unlocked zajmującej się influencer marketingiem wynika, że 60 procent badanych Amerykanów czuje irytację widząc przechwalanie się swoją zamożnością przez influencerów w czasie kryzysu gospodarczego.

Podobnego zdania są badani w Wielkiej Brytanii. Tam z kolei z badań wynika, że przeważająca większość badanych straciła szacunek do influencerów i influencerek, którzy działają wyłącznie z pobudek komercyjnych i brak im autentyczności.

Część z twórców  postanowiła zmienić kurs – i przekonywać ludzi do tego, że kolejna para butów, kolejne opakowanie cieni do powiek czy kolejny krem do twarzy nie są potrzebne.

Nowy trend, który zyskał nazwę „de-influencingu”, zaczął się na TikToku – ten serwis jest uznawany za miejsce, w którym rodzą się zjawiska, które później promieniują na inne serwisy społecznościowe.

De-influencing – na przekór konsumpcji

Obserwatorzy zjawiska de-influencingu są zgodni co do tego, że stanowi ono pokłosie obecnego globalnego kryzysu ekonomicznego. Ludzie kupują coraz mniej, a każdą decyzję o wydaniu pieniędzy poprzedza refleksja nad tym, czy dana rzecz jest potrzebna. Wielu influencerów doszło do wniosku, że agresywne reklamowanie produktów, bez których z powodzeniem można się obejść, nie ma sensu. 

Na takie serwisy jak Facebook czy Instagram spływa w tym kontekście coraz więcej krytyki. Prędzej można na nich trafić na reklamę niż rzeczywiście wartościowe treści, w tym posty własnych znajomych czy bliskich osób. Wielu influencerów doszło nawet do punktu, w którym czują dojmującą presję, aby powiedzieć choćby kilka słów na temat nowego, modnego kosmetyku czy innego produktu.

W końcu jednak i oni dostali zadyszki w tym wyścigu na recenzowanie najgorętszych nowości. Ich followersi z kolei zaczęli się na te nachalne treści uodparniać, tracąc jednocześnie zaufanie do osób, które nie zajmują się niczym innym, jak tylko polecaniem produktów.

Niektórzy komentatorzy są zdania, że ten nowy trend paradoksalnie okaże się dla marek całkiem korzystny. W końcu liczy się już sam fakt wspomnienia produktu i pokazania go. Część odbiorców takiej treści będzie chciała przekonać się na własnej skórze, czy niepochlebna recenzja na temat nowego kremu do twarzy, pomadki czy sneakersów jest uzasadniona – i pójdzie na zakupy.

Jest jeszcze jedna korzyść, jaka płynie z de-influencingu – i płynie ona w obie strony. Widząc konstruktywną krytykę na temat swoich produktów, marki prawdopodobnie będą ulepszać je tak, aby zaspokajały potrzeby konsumentów.

De-influencing to zjawisko, które od paru tygodni zatacza coraz szersze kręgi w mediach społecznościowych. Na czym polega? Najkrócej mówiąc: na tym, że zamiast promować nowe produkty i przekonywać obserwujących do ich kupowania, influencerzy namawiają użytkowników, by zrezygnowali z zakupów i cieszyli się tym, co mają.

Czym jest de-influencing?

Pozostało 92% artykułu
Społeczeństwo
Koniec ery przyjaźni w pracy? Dlaczego nie chcemy już bliskich relacji w biurze
Społeczeństwo
Kolejna branża odczuła „efekt Ozempicu”. Chce na tym zarobić miliony
Społeczeństwo
„Urlop dla nieszczęśliwych”. Pomysł milionera na toksyczną atmosferę w pracy
Społeczeństwo
„Hollyweird” to nowy fenomen: rośnie wiara w wielki spisek gwiazd szołbiznesu
Społeczeństwo
Czy warto być lojalnym pracownikiem? Szef to wykorzysta – ostrzegają badacze