Szukaj

Hiszpania i Nowa Zelandia: „wolimy bogatych turystów”

Kraje uznawane za turystyczne raje próbują odbudować swoją branżę turystyczną. Niektóre przy okazji postanowiły podzielić podróżnych na lepszych i gorszych. Linię podziału definiuje zasobność portfela turystów.

Kilkanaście pandemicznych miesięcy sprawiło, że branża turystyczna na całym świecie pogrążyła się w kryzysie. Najbardziej, co oczywiste, ucierpiały kraje, dla których turystyka stanowiła dotąd ważne źródło dochodu. Wydawałoby się, że po pandemii każdy turysta będzie dla takich krajów na wagę złota. Okazuje się, że jednak nie – są lepsi i gorsi.

Hiszpania i Nowa Zelandia: dobry turysta to zamożny turysta

W wywiadzie dla Radio NZ nowozelandzki minister turystyki, Stuart Nash, powiedział, że idealny dla jego kraju turysta to osoba, która „lata klasą biznes lub premium, wynajmuje helikoptery i jada z najlepszych restauracjach”. Władze Nowej Zelandii, widząc w pandemii większą szansę na przyjęcie bogatych turystów, stworzyły specjalny program partnerski wspierający biura podróży nastawione na obsługę najbogatszych cudzoziemców.

Czytaj też: Turysta chciał zrobić selfie, zniszczył 200-letnią rzeźbę

Z kolei w maju minister turystyki Hiszpanii, Reyes Maroto, w rozmowie z „Financial Times” stwierdził: „Odchodzimy od modelu działającego na zasadzie: im więcej turystów, tym lepiej. Zmierzamy w kierunku rozwoju infrastruktury obsługującej turystów nastawionych na większe wydatki i dłuższe pobyty”.

Niektóre kraje azjatyckie również obrały ten kierunek, wśród nich znalazły się Tajlandia, Sri Lanka i Indonezja. W listopadzie 2020 r. gubernator indonezyjskich Małych Wysp Sundajskich, Viktor Laiskodat, stwierdził: „Aby odwiedzić te miejsca, trzeba mieć pieniądze. Jeżeli nie jesteście bogaci i targujecie się o ceny, jedźcie do Dżakarty, na Bali albo Lombok”.

Skupienie się na bogatych turystach z pewnością ma sens od strony ekonomicznej. To prosty na sposób na to, jak zwiększyć przychody z turystyki. Za takim modelem przemawia też powszechne jeszcze przed pandemią dobrze znane zjawisko tłumów ludzi zapełniających znane turystyczne miasta. A jak wiadomo, im więcej turystów, tym więcej problemów – transportowych czy ekologicznych. W niektórych europejskich miastach, na przykład we Florencji, po pandemii wcale nie czekano na tłumy turystów z otwartymi ramionami.

Zamknij
Zamknij