Szukaj

Bukareszt w dwa dni – poradnik dla podróżujących

Pałac wybudowany przez Nicolae Ceaușescu, klimatyczna starówka, wiele muzeów i parków do odpoczynku – podczas weekendowego wyjazdu do stolicy Rumunii nie da się nudzić. To miejsce jest zdecydowanie niedoceniane przez polskich turystów.

Bukareszt jest piękny, szczególnie w okresie przedświątecznym. Choinkowa iluminacja jest różnorodna – od spadających płatków śniegu poprzez piłki futbolowe, a kończąc na pałacu z diod choinkowych. To wszystko się skrzy, porusza i zaciekawia – widać, że iluminacja nie powstała przypadkowo, lecz była przygotowywana przez długi czas.

Miasto jest jednak piękne także za dnia. Obowiązkowym punktem jest tutaj starówka. Tłoczno, gwarno, mnóstwo knajp, do których zapraszają tzw. naganiacze, a ściślej mówiąc – w większości naganiaczki. Ceny nie są wysokie – dobry obiad można zjeść tu za równowartość 40-50 zł. W innych częściach miasta jest jeszcze taniej.

W Bukareszcie znajduje się wiele ciekawych muzeów – od Muzeum Historii Rumunii do Muzeum Rewolucji 1989 roku. Na starówce znajduje się jeszcze jedna ciekawostka – ruiny dworku wybudowanego przez Vlada Palownika – pierwowzoru hrabiego Draculi.

Zobaczyć trzeba też pałac Parlamentu, wybudowany przez rumuńskiego dyktatora Nicolae Ceacescu. W ogromnym gmaszysku czuć jeszcze duch „tamtych czasów”. Przyglądając się budynkowi z bliska, można odnieść wrażenie, że stojący w centrum Warszawy „Dar Stalina” to tylko skromny podarek.

Rumunia ma jednak też swoje minusy. „Zanim przyjedziesz do Bukaresztu, naucz się rumuńskiego” – radzili znajomi. Okazało się, że to prawda. Pani w kasie na dworcu Gara de Nord, zapytana o bilet do Braszowa, powiedziała tylko „train full” i zamknęła okienko. W informacji turystycznej pani powiedziała jedno słowo „office” i wróciła do przeglądania telefonu. Po angielsku informacji udzielił tylko kolejny pan „naganiacz” – pociąg jest pełny, więc do Braszowa tylko samochodem. Tanio. Ponieważ „tania” miała być też taksówka z lotniska, a kosztowała trzy razy tyle co powinna, darowaliśmy sobie podróż.

Kolejnym minusem jest komunikacja miejska. Nie to, żeby rzadko jeździła – są tu autobusy, tramwaje, trolejbusy i cztery linie metra, więc obsługa komunikacyjna jest lepsza niż w Warszawie. Problem polega na tym, że skorzystać z niej mogą tylko wtajemniczeni. Na przystankach nie ma nie tylko rozkładów jazdy, ale nawet informacji, dokąd jeżdżą poszczególne linie, o przystankach pośrednich nie wspominając.

Jeśli zatem ktoś jedzie na końcowy przystanek danej linii autobusu czy trolejbusu, zobaczy go na wyświetlaczu pojazdu. Jeśli na inny przystanek – niech się dowie, czym jechać – albo niech ryzykuje. Co ciekawe, nie da się tu kupić pojedynczego biletu na autobus – albo dwa albo cztery, podobnie jest z biletami na metro.

Wielkim plusem jest w tej sytuacji to, że prawie wszystkie atrakcje turystyczne znajdują się blisko siebie, a spacerek wzdłuż rzeki Dâmbovița pozwala się wyciszyć i odpocząć od codziennego zgiełku. Podobnie jak relaks w parkach i rozległych zielonych przestrzeniach, których w Bukareszcie nie brakuje.

fotografie – autor

Zamknij
Zamknij