Tożsamość tajemniczej Elizy, której Ludwig van Beethoven miał zadedykować swoją słynną kompozycję, stanowi zagadnienie, któremu wielu muzykologów poświęciło lata pracy naukowej. Nad sprawą pochylił się również Norman Lebrecht, ceniony brytyjski dziennikarz i ekspert w dziedzinie muzyki klasycznej.

Zagadka utworu „Dla Elizy” Ludwiga van Beethovena wyjaśniona?

Norman Lebrecht jest autorem książek poświęconych muzyce klasycznej, a także wielu artykułów, które pisał dla takich dzienników jak „The Sunday Times” czy „The Telegraph”. Lebrecht prowadzi również popularnego bloga pod tytułem „Slipped Disc”.

Czytaj więcej

Ślad węglowy tras koncertowych. Trują nas raperzy i DJ-e, ratuje – Ed Sheeran

W gronie historyków muzyki i innych ekspertów działalność Lebrechta budzi rozmaite opinie. Jedni uważają go za jednego z najbardziej wpływowych współczesnych autorów zajmujących się muzyką klasyczną. Zdaniem innych Lebrecht szuka w swoich publikacjach sensacji, które nie zawsze poparte są wiarygodnymi danymi.

Ostatnio autor znów zaskoczył swoich odbiorców kolejną hipotezą. Na łamach brytyjskiego „Guardiana” Lebrecht podzielił się wynikiem swoich badań na temat adresatki utworu „Dla Elizy”, który w latach 1808-1810 skomponował Ludwig van Beethoven.

Zdaniem Lebrechta, kobieta o imieniu Eliza, dla której genialny niemiecki kompozytor miał zadedykować utwór, nigdy nie istniała. A precyzyjniej – to z pewnością nie Beethoven odpowiada za nadanie tej słynnej kompozycji takiego tytułu.

Teorii na temat pochodzenia tytułu utworu jest co najmniej kilka, a historycy do dzisiaj spierają się o to, kim była tytułowa Eliza. Najczęściej powtarzana wersja mówi, że oryginalnie utwór nosił tytuł „Dla Teresy”, bo takie imię nosiła ukochana kompozytora, która odrzuciła jednak jego oświadczyny i wyszła za mąż za innego mężczyznę. Potwierdzenia jednak brakuje, to tylko domysły.

Kim dla Ludwiga van Beethovena była Eliza?

„Bagatela a-moll WoO 59” – taki tytuł nosi utwór, którego w literaturze używają profesjonalni muzycy i muzykolodzy. Prosty i miły dla ucha, stał się jedną z najsłynniejszych kompozycji Beethovena. Dlaczego jednak nosi tytuł „Dla Elizy”?

Rękopis utworu, autorstwa Beethovena, zaginął. Zanim to się stało, w jego posiadanie weszła mieszkająca w Monachium nauczycielka, Babette Bredl. W 1865 roku odwiedził ją muzykolog, Ludwig Nohl, który w tamtych czasach cieszył się w gronie ekspertów w swojej dziedzinie znaczną renomą.

Zobaczywszy nuty, Nohl od razu wiedział, że musiała nanieść je na papier ręka samego Beethovena. A tytuł? Zdaniem Normana Lebrechta, jest on wynikiem roztargnienia lub celowego działania Bredl. Na pewno jednak nie wymyślił go sam kompozytor.

Kluczowym faktem z punktu widzenia Lebrechta jest fakt, że nauczycielka miała wnuczkę o imieniu Eliza. Zdaniem badacza to właśnie w tej dziewczynce tkwi tajemnica tytułu utworu, który wkrótce przeniknął do powszechnej świadomości jako „Dla Elizy”. Beethoven nigdy natomiast dziewczynki nie poznał. Było to fizycznie niemożliwe, bo w roku 1865 kompozytor nie żył już od prawie czterech dekad.

W rozmowie z „Guardianem” Lebrecht tak tłumaczy genezę słynnego tytułu: „[Bredl] mogła odczytać tytuł manuskryptu jako »Dla Elizy« zarówno w wyniku przejęzyczenia, bo myślała akurat o swojej wnuczce, jak i celowo, aby zapewnić swojej małej Elizie sławę i pamięć przyszłych pokoleń”.

Jeżeli ta druga motywacja była rzeczywistym powodem podania przez Bredl takiego, a nie innego tytułu, to z pewnością kobieta odniosła sukces. Za jej pozwoleniem wspomniany Ludwig Nohl w roku 1967 wydał zapis nutowy bagateli, tytułując ją „Für Elise” – czyli „Dla Elizy”. Przyszłym badaczom twórczości Beethovena dostarczył tym samym intrygującego materiału do snucia kolejnych hipotez i na temat tego, kim mogła być tajemnicza Eliza.