Po wielu sezonach dominacji logotypów w kolekcjach znanych marek luksusowych, świat mody ogarnął minimalistyczny „cichy luksus”. Zgodnie z zasadami tego trendu, im mniej to, co nosisz, rzuca się w oczy, tym lepiej. Analitycy trendów w modzie zwracają jednak uwagę, że na horyzoncie widać już kolejny trend, który zaczyna podbijać branżę mody luksusowej. Chodzi o „cichą logomanię” lub też „cichy branding. Na czym polega to zjawisko?
Cicha logomania: nowy trend w świecie mody luksusowej
Wydaje się, że świat mody na dłużej się pożegnał się z krzykliwą logomanią, zgodnie z którą wyrazisty logotyp marki był najważniejszym elementem ubrania. Gigantyczne logo lub nazwa marki na koszulkach, bluzach czy nawet spodniach nie zniknęły zupełnie z kolekcji znanych marek, ale wielu producentów coraz częściej unika tego typu ostentacji.
Na fali popularności serialu „Sukcesja” niebywałą popularność w ostatnim czasie zdobył „cichy luksus”, stawiający na klasyczną prostotę i skrzętnie ukryte loga w bardzo drogich ubraniach.
Czytaj więcej
Po kilku latach rekordowych wzrostów sprzedaży i zysków, branża mody luksusowej przeżywa ciężki okres. Tylko niektórym markom udaje się znaleźć rec...
Najnowsze kolekcje czołowych marek wskazują, że logomania wciąż jest obecna, ale przeszła ewolucję. Logotypy pojawiają się w kolekcjach znanych marek, ale stały się znacznie bardziej dyskretne i kreatywne. Wiele domów mody zaczęło umieszczać swoje sygnatury w nietypowych miejscach na ubraniach, czasem w zaskakujący sposób.
„Cicha logomania” plasuje się gdzieś w połowie drogi między „klasyczną”, maksymalistyczną logomanią, w myśl której klient czy klientka stają się „chodzącym słupem ogłoszeniowym”, a „cichym luksusem”, w którym logotyp jest dobrze ukryty. Z jednej strony bowiem na pierwszy rzut oka nie widać na ubraniach żadnych logotypów marek, ale wystarczy uważniej się przyjrzeć, by je dostrzegac.
Chodzi o to, aby nie rezygnować z logotypu, ale umieścić go w taki sposób, aby nie rzucał się w oczy i był dyskretny. Ubranie w duchu „cichej logomanii” – a także nosząca je osoba – nie może wyglądać jak reklama marki.
Świat mody bez logotypów? Tylko pozornie
Projektanci czołowych domów mody kreatywnie stosują zasady „dyskretnej logomanii”. Weźmy hiszpańską markę Loewe: klasycznego logotypu najczęściej brak, za to w różnych miejscach na ubraniach pojawia się charakterystyczny ozdobny anagram, który jasno informuje, o jaką markę chodzi – oczywiście tych zorientowanych w temacie.
Podobnym tropem od pewnego czasu podąża włoska Prada. W projektach przewija się co najwyżej charakterystyczny motyw trójkąta, a nie tak jak kiedyś – trójkąt z nazwą marki w środku. Również w najnowszych kolekcjach Diora i Chanel spostrzegawcze oko zauważy, że produkty zdobią jedynie miniaturowe logotypy.
Niektóre marki uczyniły ze swoich sygnatur elegancką ozdobę lub abstrakcyjny motyw. Na przykład w płaszczu Valentino wszyto literę „V” w postaci złotego elementu zdobiącego kieszeń. Z kolei szwedzka Toteme na swoim jedwabnym piżamowym kostiumie umieściła geometryczny print, będący w istocie zdekonstruowaną nazwą marki.
Trend podchwyciły nawet takie domy mody jak Gucci – dotąd słynące z krzykliwej logomanii. W swoich najnowszych kolekcjach włoska marka zaczęła eksperymentować z bardziej dyskretnym wykorzystywaniem swych emblematów, które jeszcze niedawno dominowały w jej projektach.
O całym zjawisku, które „The Wall Street Journal” opisuje jako „cichy branding”, świadczą liczby. Jak zauważa „WSJ”, od końca lipca na platformie zakupowej Net-a-Porter frazy zawierające słowo „logo” zaliczyły 444-procentowy wzrost wyszukań, z kolei na platformie z modą męską wzrost ten wyniósł 103 procent.
Jak widać, moda na logomanię mimo wszystko wciąż jest żywa. W końcu jeżeli kupuje się jakieś ubranie za kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych, wypadałoby w jakiś sposób to zasygnalizować – i uzasadnić tę niemałą inwestycję.