Opinię tej sprawie wygłosili eksperci do spraw języka francuskiego z Akademii Francuskiej i przedstawiciele ministerstwa kultury Francji. W obronie czystości ojczystego języka pragną oni, aby z powszechnego użycia zniknęły określenia zapożyczone z języka angielskiego.

Francuscy filolodzy kontra angielskie zapożyczenia

Académie Française (Akademia Francuska) to założony w XVII wieku przez kardynała Richelieu bastion poprawnej francuszczyzny. W od prawie czterech wieków stoi na straży czystości języka francuskiego, bo Francuzi, jak żaden inny kraj w Europie, dbają o to, by obcojęzyczne słowa nie „zanieczyszczały” ich mowy ojczystej. 

Akademia Francuska pilnuje, aby mieszkańcy Francji używali rdzennie francuskich słów, a o ból głowy przyprawiają ich zwłaszcza zapożyczenia z języka angielskiego. Od wielu lat walczą ze zjawiskiem „franglais”, czyli przenikaniu do języka francuskiego słów, których używa się po drugiej stronie kanału La Manche.

Nie zawsze ta walka kończyła się zwycięstwem. Przykładem była nieudana próba zastąpienia angielskiego słowa „wifi” przydługą frazą „l'accès sans fil à internet”. Teraz 40 pracowników Académie Française wzięło na celownik branżę gier komputerowych, która – jak wiadomo – jest zdominowana przez anglicyzmy.

Czytaj więcej

Anglicy mówią: dość. Koniec reklam operacji plastycznych kierowanych do dzieci

Na razie oficjalny zakaz dotyczy wszystkich pracowników rządowych. 29 maja w rządowym biuletynie informacji publicznej opublikowano listę kilkunastu zakazanych anglicyzmów wraz z ich francuskimi odpowiednikami. Przeglądając tę listę, przyswojenie nowych określeń może okazać się niełatwym zadaniem.

„Joueur-animateur en direct”, czyli kto?

Trzyczłonowe określenie, które znalazło się na rządowej liście, odnosi się do osoby relacjonującej na żywo coś w internecie – na przykład swoją sesję z grą komputerową. Wśród anglosaskich, a także polskich użytkowników, taką osobę określa się jednym słowem – „streamer”.

Inne przykłady określeń, którymi specjaliści z Akademii Francuskiej chcieliby zastąpić te zaczerpnięte z języka angielskiego, to na przykład „jeu video de competition”. Fraza ma zastąpić słowo „e-sport”. Na liście znalazło się też określenie „joueur professionnel”, czyli francuski odpowiednik „pro gamera”.

Nie trzeba żywo interesować się grami komputerowymi, aby rozumieć, co oznaczają te i szereg innych anglicyzmów. W Polsce często dochodzi zresztą do kreatywnych transformacji językowych i na przykład od słowa „streaming” z czasem utworzyliśmy czasownik „streamować”.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Z lingwistami z Akademii Francuskiej zgadzają się przedstawiciele tamtejszego resortu kultury. Ich zdaniem anglicyzmy utrudniają laikom oraz osobom nie mówiącym po angielsku zrozumienie znaczenia osób i zjawisk, do których się odnoszą. I to pomimo, że we Francji, podobnie jak na całym świecie, znajdują się w powszechnym użyciu – przynajmniej w gronie pasjonatów gier komputerowych.

Nietrudno się domyślić, że sygnał ze strony francuskich oficjeli spotkał się z szeroką krytyką środowiska graczy – i nie tylko. Media społecznościowe zalały żarty, memy i komentarze, że zakaz używania popularnych i silnie zakorzenionych w praktyce słów kompletnie nie ma racji bytu.

Nie zabrakło też wyrażonych pół-żartem, pół-serio opinii, że francuskie odpowiedniki gamingowych anglicyzmów brzmiałyby bardziej wyrafinowanie, a nawet prestiżowo.