Pierwszy w historii pływający hotel w ciągu dwóch dekad przepłynął ponad 14 tysięcy kilometrów i dokował w trzech krajach. Odegrał nawet pewną rolę w stosunkach między Koreą Północną i Południową. Pionierskie przedsięwzięcie miało swoje wzloty i upadki, a ostatecznie zakończyło się zamknięciem „flotelu”. Co poszło nie tak?
Pierwszy na świecie „flotel”: Od Australii do Korei Północnej
Historia pierwszego na świecie luksusowego hotelu pływającego, którego pierwsza nazwa brzmiała Four Seasons Barrier Reef Floating Resort, rozpoczęła się u wybrzeży Północno-Wschodniej Australii, a zakończyła – w Korei Północnej. Inicjatorem jego budowy był Doug Tarca, nieżyjący już włoski imigrant mieszkający w portowym mieście Townsville w północno-wschodniej Australii. Tarca pracował jako nurek techniczny i już w latach 50. zachwycił się pięknem rafy koralowej. Od tego czasu szukał sposobu na pokazanie bogactwa podwodnego świata turystom.
Pomysł zaczął się materializować w latach 80. Był bardzo śmiały – statki wycieczkowe były wówczas bardzo popularne, ale nikt nie zbudował jeszcze ogromnych rozmiarów pływającego hotelu.
Czytaj więcej
Zmienia się sposób, w jaki młodzi ludzie planują swoje podróże i wakacje. Najnowszy raport platfo...
Budowę nietypowego hotelu zlecono firmie konstrukcyjnej z Singapuru, skąd gotowy betonowy kolos przepłynął ponad pięć tysięcy kilometrów – aż do wybrzeży Australii, około 70 kilometrów od Townsville. Ważący 12 tysięcy ton gigant zyskał przydomek „Flotel”. To zlepek dwóch słów: angielskiego „floating”, czyli „pływający”, oraz „hotel”.