Przez prawie 60 lat obecności w kinematografii postać Jamesa Bonda przeszła stopniową, ale wyraźną ewolucję. Nadal jednak ma słabość, której nie potrafi się przeciwstawić. Agent Jej Królewskiej Mości wciąż trochę za bardzo lubi alkohol.

Jaki powinien być nowy James Bond?

„Nie czas umierać” to ostatni film o 007 z udziałem Daniela Craiga. Spekulacje na temat tego, jaki mógłby być nowy James Bond, trwają od dawna. Typowano, że będzie czarnoskóry (do tej roli od lat przymierzano brytyjskiego aktora Idrissa Elbę), głośniej mówi się też, że kolejnym agentem 007 powinna być kobieta. Są też jeszcze odważniejsze głosy – na przykład że kolejny Bond powinien być homoseksualistą. Tylko jakie to ma w sumie znaczenie?

Czytaj więcej

W Warszawie powstanie niezwykły obiekt godny Jamesa Bonda

Swoją karierę w kinie i literaturze agent 007 zaczynał jako macho bez uczuć i emocji, dopuszczający się przemocy seksualnej wobec kobiet i traktujący je jak „trofea”. 

Oczywiście nie jest to winą ani Seana Connery'ego, ani Rogera Moore'a, ani Pierce'a Brosnana. Dosyć jednowymiarowa postać Bonda była konstruktem tamtych czasów. Jako bezkompromisowy pogromca zła, Bond po prostu musiał nieść ze sobą cały inwentarz cech twardziela.

Z czasem agenta 007 uwspółcześniano, w coraz mniejszym stopniu był on samcem alfa ubranym w szyty na miarę garnitur. W „Casino Royale” 007 grany przez Daniela Craiga Bond przeszedł wręcz rewolucyjną zmianę – zakochał się i cierpiał po stracie ukochanej.

Uczucia bliskie widzom zagościły po raz pierwszy w filmach o Bondzie i wydawało się, że stworzono wreszcie postać superagenta, z którym choć trochę można się utożsamić. Twórcy zapomnieli jednak o jednej, ale arcyważnej społecznie skłonności Jamesa Bonda, która wydaje się nie zmieniać od ponad sześciu dekad – o jego miłości do alkoholu.

James Bond i jego miłość do alkoholu

Mamy 2021 rok. Wiemy, że toksyczne wzorce męskości wyrządziły krzywdę pokoleniom mężczyzn na całym świecie. Słusznie oburzamy się, gdy znana marka odzieżowa w reklamach informuje, że „mężczyźni nie proszą o pomoc”, bo wiemy, jak wyglądają statystyki dotyczące zdrowia psychicznego mężczyzn i jak panowie radzą sobie ze stresem.

A jednak akceptujemy to, że James Bond w każdym filmie niezdrowo ekscytuje się na widok kieliszka wódki z martini. Obserwujemy na ekranie rytuał, który uprawia 007 zamawiając swój ulubiony drink i nie przyjdzie nam do głowy, że film dokłada w ten sposób cegiełkę do normalizowania czegoś, co powinniśmy piętnować. Wkładamy dużo wysiłku, by wszyscy mieli świadomość, że alkohol to nie sposób radzenia sobie ze stresem. Scenarzyści filmów o Bondzie najwyraźniej o tym nie słyszeli. 

Przez prawie 70 lat obecności Bonda w popkulturze (pierwszą książkę wydano w 1953 roku) eleganckie drinki stały się rekwizytami postaci agenta 007. Budują one wizerunek tej postaci i sprawiają, że jest tym, kim jest.

W latach 60. ubiegłego stulecia sceny, w których mężczyzna po ciężkim dniu rozładowuje stres, pijąc ulubiony alkohol, były powszechnie akceptowane. Nikt wówczas nie uznawał tego za praktykę, która miałaby szkodliwy wpływ na zdrowie czy psychikę.

Na przestrzeni kilku ostatnich dekad wiele cech Bonda zmieniło się na plus. Z pewnością 007 nie jest już przemocowym, seksistowskim macho, który mówi zmusza kobiety do seksu i uległości – całe szczęście.

Nadal jednak z w filmach o przygodach Bonda możemy obserwować patologiczny obrazek mężczyzny topiącego stres i emocje w alkoholowym rytuale. Całość poddana jest „glamoryzacji”, 007 nie pije tak po prostu, on delektuje się wytwornym drinkiem, odziany w smoking szyty na miarę. 

Czy James Bond to wzorzec mężczyzny, który przystaje do naszych czasów? Trudno to stwierdzić, ale z całą pewnością celebracja picia alkoholu powinna zniknąć z ekranu wraz z wyborem kolejnego odtwórcy – lub odtwórczyni – postaci agenta/tki 007.