Niemieccy dziennikarze śledczy użyli trackerów GPS umieszczonych w butach, które następnie zwrócili w sklepie. Zgodnie z deklaracjami firmy Nike, produkty, które nie noszą śladów używania, powinny ponownie trafić na półki sklepowe. Dziennikarze chcieli się przekonać, czy tak rzeczywiście się dzieje oraz gdzie trafiają zwracane produkty.

Czytaj więcej

To boisko do koszykówki wykonano z 20 tysięcy starych butów

Firma Nike realizuje projekt NIke Grind, w ramach którego zużyte buty przetwarzane są na granulat, który następnie można wykorzystać do produkcji nawierzchni boisk koszykarskich czy kortów tenisowych. Jednak powinno to dotyczyć jedynie produktów wadliwych i zużytych, a zdaniem dziennikarzy niemieckiego „Zeita” i państwowej telewizji ARD, do zniszczenia trafiają również nowe i pełnowartościowe produkty.

Zaczęło się od prowokacji: dziennikarze oddali do recyklingu stare buty sportowe w sklepie Nike'a w Hamburgu. Dane z umieszczonego w nich trackera GPS wskazały, że buty trafiły nie do centrum logistycznego NIke'a w Meerhout w Belgii, ale do pobliskiej fabryki, w której, jak twierdzą, zostały zniszczone.

Dziennikarze powtórzyli eksperyment. Za drugim razem do sklepu oddali fabrycznie nowe buty, które nigdy nie były noszone. Ponownie – ich zdaniem tracker GPS wskazał, że buty zostały przeznaczone do zniszczenia, a nie do przetworzenia i odzyskania surowców – czy do ponownej sprzedaży.

Nike: drugie życie butów używanych. Prawda czy fałsz?

W odpowiedzi na te zarzuty zareagowała firma Nike. Jej przedstawiciele poinformowali, że buty zwrócone przez dziennikarzy przeznaczono do zniszczenia, ponieważ odkryto w nich zamontowane trackery, co zdaniem firmy, uniemożliwiało ich ponowną sprzedaż.

Jak donosi dziennik „Brussels Times”, dziennikarze poszli dalej w swojej prowokacji: udając klientów, umówili się na zwiedzanie zakładu, w którym następuje utylizacja produktów. Tam nagrali tysiące par butów czekających na zniszczenie. Ich zdaniem spora część była nowa lub prawie nowa.

Zdaniem osób, którym udało się zwiedzić zakład, buty nie były poddawane jakiemukolwiek odzyskiwaniu surowców. Usuwano jedynie papierowe wkładki, reszta – jak twierdzą – trafiała do zmielenia. Jak twierdzą dziennikarze, nie sposób stwierdzić, co dzieje się dalej ze zniszczonymi butami.

Zjawisko niszczenia czy palenia ubrań czy butów do niedawna było wstydliwym, choć powszechnym procederem w świecie producentów odzieży czy butów. W ten sposób można było pozbyć się towaru zalegającego w magazynach i zrobić miejsce na nowe kolekcje. Niszczenie produktów pozwalało też unikać sprzedaży po obniżonej cenie, czego marki z segmentu premium (a do takich zaliczany jest NIke) bardzo nie lubią. Od paru lat, pod naciskiem oburzonych klientów, firmy wycofują się tego procederu i starają się wdrażać programy recyklingu lub ponownej sprzedaży produktów używanych. 

Przedstawiciele NIke'a, w odpowiedzi na zarzuty niemieckich dziennikarzy, utrzymują, że do zniszczenia trafiają jedynie produkty z widocznymi wadami, zniszczone, uszkodzone czy podrabiane, a te w bardzo dobrym stanie wracają do sklepów.