W ostatnich latach ceny miodu – zarówno zwykłego, jak i organicznego – wyraźnie spadły. Wielu pszczelarzy wini za to Chiny. Z tego kraju na rynki europejskie i amerykański często trafia tani miód z dodatkiem syropu glukozowo–fruktozowego. Hodowcy z całego świata, którzy postanowili wypowiedzieć wojnę fałszerzom z Chin, przekonują, że efektem fałszerstw są nie tylko wymierne straty finansowe – rezygnacja z uli i zmniejszająca się populacja pszczół odbijają się również na bioróżnorodności i w konsekwencji negatywnie wpływają na klimat na Ziemi.

Czytaj też: UNESCO poszerza listę dziedzictwa: jest też na niej polska specjalność

Szacuje się, że obecnie na świecie jest ponad 90 milionów uli. Rocznie produkują one około 1,9 miliona ton miodu o wartości ponad 5 miliardów funtów – donosi serwis „Wired”. Rolę pszczelarstwa dla środowiska trudno przecenić – jakość 3/4 upraw na świecie zależy w znacznej mierze od zapylania przez pszczoły i inne owady. Ubiegły rok był jednak dla hodowców wyjątkowo ciężki – na Węgrzech zbiory miodu wyniosły zaledwie 10% wyników z poprzednich lat. Taka katastrofa powinna sprawić, że ceny miodu poszybują w górę, jednak można obserwować dalszy spadek. Jak to możliwe? Producenci jako winnego wskazują Chiny. Ten kraj odpowiada za jedną czwartą światowej produkcji miodu.

Część branży uważa, że niechęć do chińskiego miodu wynika ze stereotypowego resentymentu, żywionego wobec taniej produkcji z ChRL. Jednak badania przeprowadzone przez Komisję Europejską czy Canadian Food Inspection Agency pokazują, że problem wcale nie jest błahy. Wewnętrzny podmiot KE, Joint Research Centre, znalazł w 2015 roku ślady syropu cukrowego w 14% przebadanych próbek miodu. 3 lata później w podobnym teście przeprowadzonym przez Kanadyjczyków, jedna piąta próbek okazała się podrobiona.

""

sukces.rp.pl

Kluczowe dla walki z fałszerzami jest opracowanie testu pozwalającego na szybką analizę miodu pod kątem jego autentyczności. To jednak poważne wyzwanie naukowe, które wynika ze specyfiki miodu. Nie jest on jednolitą substancją, a raczej mieszanką cukrów, jej skład zależy m.in. od kwiatów czy regionu, z którego pochodzi.

Czytaj też: Podrabianie ryżu to nowy rodzaj fałszerstwa. Bardzo zyskowny

Do tej pory w branży stosowano test C4 Sugar, jego nazwa bierze się stąd, że cukry z roślin takich jak trzcina cukrowa czy kukurydza mają cztery atomy węgla,  podczas gdy nektar zbierany jest przez pszczoły z roślin, których cukry mają zazwyczaj trzy atomy węgla. Niestety, problem polega na tym, że fałszerze doskonale wiedzą, jak działa ten test, dlatego do miodu zaczęli dodawać cukier z buraków cukrowych lub ryżu, przypominający ten z autentycznego miodu.

Brak odpowiednich testów wiązał ręce instytucjom zajmującym się śledzeniem fałszerstw. Branża ma jednak nadzieję, że sytuację zmieni zastosowanie na szeroką skalę testu NMR, czyli spektroskopii magnetycznego rezonansu jądrowego, pozwalającej na dokładną analizę składu miodu pod kątem substancji, które nie powinny się w nim znajdować. Brytyjskie stowarzyszenie Honey Authenticity Project w 2018 roku zleciło przebadanie testem NMR miodu dostępnych w supermarketach w Wielkiej Brytanii – okazało się, że aż 10 z 11 próbek zawierało niepożądane cukry.

Źródło: Wired