Dziennikarze bialoruskiego niezależnego serwisu Mediazona wzięli pod lupę przesyłki nadawane przez żołnierzy rosyjskich 1 i 2 kwietnia z punktu kurierskiego rosyjskiej firmy spedycyjnej SDEK w białoruskiej miejscowości Mozyrz. Niezależne media nie mają zbyt szerokich możliwości działania, więc dziennikarze nie byli w stanie przeprowadzić śledztwa na dużą skalę, ale przeanalizowano los 69 przesyłek wysłanych z Mozyrza przez Rosjan.
Wnioski? Zdaniem Mediazony 45 z nich ma w systemie status „przesyłka niedoręczona” lub „zamówienie nie znalezione”. Reszta z przebadanych 69 paczek albo „jest w drodze”, albo została doręczona, albo oczekuje na doręczenie.
Paczki od rosyjskich żołnierzy: niedoręczone
Dziennikarze białoruskiej Mediazony zwrócili się od biura prasowego firmy SDEK z pytaniem, co oznaczają te określenia i jak rozumieć to, że tak duża część przesyłek nie została doręczona. Zdaniem przedstawiciela SDEK „przesyłka niedoręczona” może oznaczać, że odbiorca nie zgłosił się po przesyłkę, że nadawca wycofał przesyłkę zanim została doręczona, że paczka trafiła do magazynu „niezidentyfikowanych przesyłek”, została wysłana w niewłaściwe miejsce lub została zagubiona.
Czytaj więcej
Sasza Skoczilienko, rosyjska artystka, podjęła nietypową próbę informowania mieszkańców Sankt Petersburga o tym, co naprawdę dzieje się w Ukrainie....
Białoruska Mediazona przygląda się sprawie przesyłek ze zrabowanymi przez Rosjan rzeczami od dłuższego czasu. To właśnie ten serwis nagłośnił wideo opublikowane przez białoruskiego blogera Antona Motolko, na którym widać rosyjskich żołnierzy w punkcie kurierskim firmy SDEK w Mozyrzu nadających bardzo duże ilości paczek.
Mediazona przygotowała też specjalną mapę, na której, dzięki pozyskanym informacjom, pokazała dokąd trafiła część przesyłek z Mozyrza. Adresaci znajdowali się w i w Moskwie, i w Rosji centalnej, i w miastach na rosyjskim Dalekim Wschodzie, nawet przy granicy z Koreą Północną.
Oczywiście śledztwo dziennikarzy Mediazony pokazuje tylko wycinek problemu – paczek wysyłanych przez Rosjan jest i było o wiele więcej. Wysyłane były nie tylko z Mozyrza, ale też z miasta Nowozibkow w pobliżu miejsca, gdzie Rosja graniczy z Ukrainą i Białorusią. W rosyjskojęzycznym internecie pojawiają się też już pierwsze ogłoszenia – Rosjanie wystawiają na sprzedaż ukradzione przedmioty przysłane przez żołnierzy. Czasami nie kryją, skąd pochodzą sprzedawane rzeczy, pisząc wprost, że przyjechały z Ukrainy.