Zajmująca się dostawami jedzenia firma Deliveroo przeszkoli we współpracy z Strażą Sąsiedzką (Neighborhood Watch) swoich kurierów w Wielkiej Brytanii, by mogli interweniować w przypadku, gdy zaobserwują coś niepokojącego lub gdy znajdą się na miejscu przestępstwa. Szkolenie jest dobrowolne, ma dotyczyć między innymi takich przestępstw jak przemoc domowa, handel ludźmi, handel narkotykami czy molestowanie seksualne. Propozycja spotkała się z krytyką, a przeciwnicy pomysłu mówią o tworzeniu prywatnych sił quasi-policyjnych.

Zdaniem Jake’a Hurfurta z brytyjskiego think tanku Big Brother takie szkolenia wiążą się z ryzykiem stworzenia „armii kiepsko wytrenowanych informatorów, którym bliżej go Johnny’ego Englisha niż do Jamesa Bonda”. Dostawcy Deliveroo sami pracują w warunkach dalekich od ideału – wg branżowych związków zawodowych w Wielkiej Brytanii, ośmiu na dziesięciu dostawców czuje się w swojej pracy zagrożonych i doświadczyło fizycznej lub słownej agresji w czasie wykonywania obowiązków.

Will Shu, współzałożyciel Deliveroo, bagatelizuje zarzuty, wg których decyzja to PR-owy strzał w kolano dla jego firmy, do tego niekorzystna dla dostawców oraz społeczności, które miałyby być patrolowane przez kurierów dowożących jedzenie. „Dostawcy odegrali kluczową rolę podczas pandemii i są w stanie wykorzystać to doświadczenie, aby wykryć wszelkie niepokoje w dzielnicach, w których pracują i mieszkają” – mówi Shu.

W kwietniu Deliveroo weszło na brytyjską giełdę, notując jeden z najgorszych startów w ostatnich dwóch dekadach. Głównymi powodami klęski były wątpliwości co do funkcjonowania całej gig economy i nieuregulowanego stosunku pracy, inwestorów odstraszył również strajk ponad 400 dostawców w dniu  giełdowego debiutu. Inni zwracali też uwagę na nadmierne prawo głosu w firmie dla Willa Shu.

Czytaj też: Koniec epoki? Francja mówi „dość” i ogranicza Airbnb

Władze naciskają na zmiany w traktowaniu pracowników takich firm jak Deliveroo czy Uber – kilka miesięcy temu brytyjski sąd uznał, że Uber musi traktować swoich kierowców jak pełnoprawnych pracowników, a nie jako osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą. Zmiany nie objęły jednak kurierów Uber Eats.

Pionierskie pod tym względem prawo wprowadziła za to w ubiegłym miesiącu Hiszpania. Wg nowych przepisów Uber Eats, Deliveroo czy Glovo mają 90 dni na to, by dotychczasowi „freelancerzy” stali się pełnoprawnymi pracownikami tych firm. W odpowiedzi na wprowadzenie przepisów na ulicę wyszło… tysiące dostawców, obawiających się zniknięcia miejsc pracy i preferujących dotychczasowy model zatrudnienia.

Źródło: BBC