Państwa, którym zależy na promocji swoich atrakcji turystycznych, wiedzą, że dzisiaj zwykła reklama nie wystarczy. Trzeba sięgać po metody, dzięki którym potencjalni turyści z całego świata zapamiętają dane miejsce i zechcą potem uwzględnić je w swoich planach urlopowych. To się opłaca: dlatego władze wielu krajów walczą o to, by twórcy popularnych filmów nakręcili u nich niektóre sceny. Jeśli trzeba – są nawet gotowe zapłacić.

Czytaj więcej

Matera – w tym malowniczym miasteczku na południu Włoch rozpoczyna się akcja nowego filmu o Bondzie.
Gdzie kręcono „Nie czas umierać”? Te miejsca przeżyją wkrótce najazd turystów

Tak dzieję się od lat, trudno o lepszy przykład na to, jak skuteczny jest ten mechanizm niż seria filmów o Bondzie. Na bondowskiej sławie swój sukces budują od lat miasta, regiony, a nawet restauracje i hotele, w których kręcono filmy o agencie 007. Przykładem może być szwajcarski Waldhotel niedaleko Lucerny (w okolicy kręcono film „Goldfinger”) czy górska restauracja IceQ w austriackim kurorcie Soelden, w której kręcono niektóre sceny filmu „Spectre”. To miejsca do których koniecznie chcą zajrzeć turyści-kinomani, a takich nie brakuje na świecie. 

Nie czas umierać: „Bondyzacja” świata postępuje

Jednym z miejsc, które dzięki udziale w „Nie czas umierać” stało się bardzo popularnym kierunkiem turystycznym, jest włoska miejscowość Matera. Już po emisji zwiastuna najnowszego filmu o przygodach Jamesa Bonda w 2019 roku ogromnie wzrosło zainteresowanie wycieczkami do tego malowniczego miasteczka, którego historia liczy trzy tysiące lat. Matera jest wprawdzie piękna, ale bez obecności ekipy pracującej przy filmie „Nie czas umierać”, nie cieszyła się nawet połową obecnej popularności – z prowincjonalnego miasteczka stała się jednym z obowiązkowych miejsc dla turystów z całego świata. 

Przykład Matery świetnie pokazuje to, jak skuteczny jest „marketing filmowy”. Piękne ujęcia, odpowiedni klimat, widowiskowe sceny – to wszystko możemy podziwiać w filmie „Nie czas umierać”. Z seansu widzowie wychodzą mając w pamięci wąskie uliczki Matery.

Za taką promocję władze miast czy rządy państw są gotowe płacić. Jak informuje „Guardian”, za nakręcenie części scen do „Nie czas umierać” w Norwegii zapłacił rząd tego kraju. Transakcja opiewała na równowartość blisko 22 milionów złotych. To mniej więcej połowa rocznej dotacji z budżetu dla Polskiej Organizacji Turystycznej, podmiotu zajmującego się promocją Polski za granicą.

Wielka Brytania z kolei uważa filmy o Bondzie za swoje dobro narodowe. Od 2007 roku studio EON Productions, które produkuje filmy o agencie 007, otrzymuje spore ulgi podatkowe, liczone w dziesiątkach milionów funtów.

O tym, że warto promować się poprzez filmy o Bondzie, przekonała się choćby Czarnogóra, która „zagrała” znaczącą rolę w filmie „Casino Royale” z 2006 roku, pierwszym z Bondów z udziałem Daniela Craiga. Film pokazał ten kraj jako bajkową krainę, akcja odniosła skutek – ostatnie lata to błyskawiczny rozwój turystyki w Czarnogórze.

Stało się tak, mimo, że w filmie pojawia się dość fikcyjna wersja tego kraju – nie istnieje ani filmowy Hotel Splendid, ani superszybkie pociągi na wzór japońskich shinkansenów. Do tego niektóre sceny nakręcono w Czechach. Nieważne – magia Bonda zadziałała w przypadku Czarnogóry. Polskie miasta też zasługują na podobną „bondyzację”. 

James Bond: teraz kolej na Brukselę?

W żadnym z nakręconych jak dotąd 25 filmach o przygodach Agenta Jej Królewskiej Mości nie wystąpiła dość ważna europejska stolica – Bruksela. Belgowie chcą to zmienić.

Aby ziściło się marzenie o nakręceniu w tym mieście kolejnego filmu o Bondzie, miasto uruchomiło społeczną akcję pod hasłem #BringBondtoBrussels. Jej organizatorzy zachęcają, aby mieszkańcy Brukseli przesyłali swoje propozycje miejsc, w których można by było nakręcić sceny do następnego filmu o przygodach agenta 007.

Na potrzeby inicjatywy powstał nawet specjalne wideo. Widać w nim najpiękniejsze zakątki Brukseli, które mogłyby stanowić scenerię dla kolejnej produkcji.

Wszystko po to, aby zachęcić twórców filmów o Bondzie, by zdecydowali się właśnie na Brukselę. Najbardziej kreatywne propozycje mieszkańców stolicy Belgii mają trafić do producentów bondowskiej serii.

„Zważywszy na to, że znajdują się tu najważniejsze europejskie i międzynarodowe instytucje, miasto stanowi idealną lokalizację dla znakomitego szpiegowskiego thrillera” – powiedziała w rozmowie z Maïthé Chini, reporterką „The Brussels Times” Imane Belguenani z fundacji screen.brussel, która wystąpiła w promocyjnym wideo.