Szukaj

Pod polską banderą dookoła świata

W 1979 roku kapitan Henryk Jaskuła wyruszył z Gdyni na jachcie „Dar Przemyśla” i po 344 dniach samotnej żeglugi, powrócił do Gdyni jako pierwszy Polak i trzeci żeglarz w historii, który samotnie, bez zawijania do portów, okrążył Ziemię.

Gdynia, 1979-06-12. Foto: PAP/CAF/Janusz Uklejewski

Legendarny rejs do dziś inspiruje kolejne pokolenia żeglarzy, ale… No właśnie. Gdy po upływie niemal czterech dekad w studio TVP Przemyśl dziennikarz zadał kapitanowi pytanie, dlaczego przez tyle lat nikt nie powtórzył jego trasy, usłyszał w odpowiedzi: „To jest właśnie pytanie. Dlaczego nikt tego nie powtórzył?”. W 2015 roku Bartłomiej Czarciński podjął taką próbę, lecz po złamaniu masztu i wywrotce na Oceanie Indyjskim przerwał rejs.

I oto teraz, 40 lat po Henryku Jaskule, z Gdyni wyruszył Rafał Moszczyński, żeglarz z Łodzi, by na jachcie „Wojownik”, samotnie, bez zawijania do portów, przepłynąć 32 000 mil morskich dookoła globu.

Kapitan Rafal Moszczynski wyruszyl z Gdyni w samotny rejs dookola swiata na pokladzie „Wojownika VIII”. Foto: Marek Michalak/East News

Najpierw skieruje się na zachód przez Bałtyk, Morze Północne, Atlantyk, koło Brazylii weźmie kurs na Kapsztad, przejdzie na południe od Przylądka Dobrej Nadziej, przez Ocean Indyjski, minie od południa Australię i Nową Zelandię, przetnie Pacyfik, po opłynięciu Przylądka Horn jeszcze raz pokona Atlantyk i.przy odrobinie szczęścia na przełomie kwietnia i maja 2020 roku zawinie do Gdyni.

Drewniany „Dar Przemyśla” miał 14 m długości, „Wojownik” 9,5 m. Zbudowała go polska    stocznia Caravela w Ustce, nominalnie jest to łódka typu Caravela 950 Race, ale w rzeczywistości jedynie wymiar kadłuba łączy ją z seryjnymi jachtami tego typu, reszta została wykonana z myślą o tym konkretnym rejsie, jest mocniejsza, zbrojona włóknami węglowymi.

Fot: Marek Michalak/East News

„Wojownik” nie jest wyposażony w silnik.

– W takim rejsie jak mój silnik to zbędny balast, motor 200 kg, paliwo 200 kg. Szacowałem ryzyko, bo na Bałtyku, w cieśninach duńskich i w Kanale Angielskim [La Manche] silnik byłby przydatny, ruch jest duży, w razie ciszy, na silniku mógłbym zejść ze szlaku. Ale omijając najbardziej oblegane szlaki, dam sobie radę, a na Atlantyku i pozostałych oceanach silnik nie będzie mi już potrzebny – wyjaśnia kapitan Moszczyński.

Rejs „daru Przemyśla” trwał 344 dni, kapitan Moszczyński spodziewa się płynąć 150 dni, ale – jak podkreśla – dla niego najważniejsze jest pokonanie tej trasy.

Czy to będzie 150 czy 180 dni, to bez znaczenia. Mam błogosławieństwo pierwszego Polaka, który pokonał tę trasę, powtórzenie jego wyczyny jest dla mnie najważniejsze.

Na oceanie trzeba jeść. Świeże produkty bez lodówki, nie przetrwałyby rejsu, konserwy też niekoniecznie, dlatego kapitan zabrał 150 porcji liofilizowanej żywności – po jednej na każdy dzień, oprócz tego gotowe zupy w proszku i 500 litrów wody. Takie menu to chleb powszedni oceanicznych żeglarzy regatowych, którzy starają się wyeliminować każdy zbędny kilogram, aby ich jachty były jak najlżejsze, a tym samym jak najszybsze.

Specjalistyczna żywność jest droga, jedna porcja kosztuje tyle ile obiad w dobrej restauracji, ale wystarczy zalać wodą i posiłek gotowy.

Mimo nowoczesnych technologii i automatycznego steru, podczas samotnego rejsu kapitanowi Moszczyńskiemu będzie doskwierać brak snu – z reguły będą to kilkudziesięciominutowe drzemki – i zagrożenie awarią, na oceanie pomoc nie przyjdzie natychmiast.

A jednak kapitan Jaskuła miał trudniej, bez łączności satelitarnej z lądem, bez możliwości korzystania z doświadczeń poprzedników.

Fot: Marek Michalak/East News
Zamknij
Zamknij