Urlop bez urlopu – przynajmniej tego formalnego. Bo choć pracownik pracuje, to robi to w kurorcie albo hotelu ze spa w jakimś pięknym zakątku świata. Właśnie w taki sposób część specjalistów, którzy mają możliwość pracy zdalnej, łączy obowiązki zawodowe z potrzebą wyjechania w jakieś urokliwe miejsce i zyskania namiastki wakacji. Zdaniem niektórych ekspertów od HR-u taka sytuacja może stwarzać szereg problemów dla pracodawcy i samego pracownika.

Ciche wakacje: pozornie niewinne połączenie pracy i wypoczynku

Pandemia uświadomiła wielu osobom, że skuteczne wykonywanie zawodowych obowiązków nie musi z konieczności wiązać się z przebywaniem w biurze. Praca zdalna i hybrydowa stały się normą w wielu firmach.

Po odwołaniu lockdownu spragnieni podróży ludzie ponownie masowo ruszyli w świat, czego rezultatem były zjawiska, jak chociażby workation, czyli wakacje, na których trochę się pracuje.

Niektórzy przestali nawet pytać szefów o pozwolenie na taki wyjazd. Wśród pracowników zdalnych i hybrydowych coraz powszechniejsze stało się zjawisko, które niepokoi niektórych specjalistów od HR-u. Anglosascy eksperci nazywają je „hush trips” albo „quiet vacations”, czyli w dosłownym tłumaczeniu właśnie cichymi wakacjami.

Formuła hush trips jest bardzo prosta: pracownik nie informuje swojego szefa o wyjeździe do jakiegoś urokliwego miejsca w innej części świata. Jednocześnie zabiera ze sobą laptopa i wykonuje wszystkie swoje obowiązki.

Jeżeli w trakcie takiego cichego urlopu pracownik wywiązuje się w odpowiednim czasie ze swoich zobowiązań wobec szefa, to w czym problem? Przecież miejsce pracy nie powinno mieć żadnego znaczenia, jeżeli pracownik „dowozi”.

Ludzie wyjeżdżają na ciche wakacje również dlatego, że nie chcą wykorzystywać cennych dni płatnego urlopu, które mogą przydać się w przyszłości, kiedy faktycznie nie będą mogli być w pracy albo będą chcieli wyjechać na urlop z prawdziwego zdarzenia. Niektórzy pracownicy obawiają się też, że gdyby poinformowali szefa o wyjeździe noszącym znamiona wakacji,  zacząłby on wątpić w ich zaangażowanie i straciłby do nich zaufanie.

Tak wygląda argumentacja po stronie pracownika, który dzięki cichym wakacjom zyskuje poczucie nieco większej kontroli nad swoim czasem i życiem. Jak to wygląda od strony pracodawcy?

Jakie ryzyko wiąże się z cichym urlopem?

Mimo że możliwość wyboru komfortowego miejsca pracy zdalnej to skuteczny środek zapobiegawczy przeciwko wypaleniu zawodowemu, nie wszyscy są entuzjastami takiego rozwiązania. Eksperci ostrzegają, że cichy urlop, o którym szef nic nie wie, wiąże się szeregiem potencjalnych problemów dla firmy, z których pracownik może nie zdawać sobie sprawy.

Chodzi przede wszystkim o kwestie prawne. Ciche wakacje funkcjonują niejako w szarej strefie, bo w sytuacji pracy za granicą pojawiają się problemy z prawem pracy, zobowiązaniami podatkowymi czy wreszcie ubezpieczeniem.

W zależności od branży, w jakiej działa dana firma, może też pojawić się zagrożenie bezpieczeństwa danych, których właścicielem jest firma. Aby uniknąć wszystkich tych problemów, eksperci sugerują, że najlepszym rozwiązaniem będzie otwarta rozmowa o tym, czy praca z innego zakątka świata nie stworzy problemów dla którejkolwiek ze stron i ustalenie odpowiedniej strategii.

Specjaliści wskazują też na problem, który dotyczy stricte pracownika. Jeżeli piękna sceneria i słoneczna pogoda w jakimś egzotycznym kraju wspierają psychiczny dobrostan, wszystko jest w porządku. Piękne okoliczności przyrody mogą być jednak zdradzieckie i wywoływać dekoncentrację, a w rezultacie frustrację, od której przecież pracownik chciał uciec, wyjeżdżając na cichy urlop.