Szukaj

Zadbaj o siebie: 7 pielęgnacyjnych postanowień na 2021 rok

Mniej chemii i odpadów, za to więcej troski – wobec siebie i w stosunku do środowiska. To najlepsze, co możecie zrobić dla swojego ciała w 2021 roku. Jak zacząć?

Nowy rok, nowe postanowienia. Może nie do końca zupełnie nowe, bo już 2020 rok wywrócił nasze życie do góry nogami. Przypomniał też, że to ostatni dzwonek na zmiany złych przyzwyczajeń. Zeszłoroczny paraliż wielu dziedzin gospodarki, wyhamowanie przemysłu i brak możliwości podróży, sprawiły, że boleśnie to odczuliśmy, ale globalny lockdown przy okazji okazał się zbawienny dla środowiska. I choć doniesienia o delfinach pluskających się w kanałach Wenecji pod nieobecność turystów okazały się fake newsem, to trudno było nie zauważyć zmiany: w Chinach, gdzie na parę miesięcy stanęło wiele  fabryk, emisja dwutlenku węgla do atmosfery spadła o blisko jedną czwartą. 

Jeśli 2020 rok był rokiem zmian, to 2021 będzie czasem ich konsolidacji.

W obliczu grożącej nam katastrofy klimatycznej ze zmianami nie można dłużej zwlekać, trzeba działać. Potrzebne są zmiany systemowe, na poziomie makro (tu wiele do zrobienia ma choćby Unia Europejska w ramach programu Europejski Zielony Ład), ale też każdy z nas powinien myśleć o tym, w jaki sposób codzienne decyzje przekładają się na stan środowiska naturalnego.

Czytaj też: Jeden składnik sprawia, że te perfumy kosztują zawrotne sumy

Dotyczy to także wyboru produktów, które lądują na półce w łazience. Branża „beauty” stoi przed koniecznością poważnych zmian, bo tego oczekują konsumenci. Jak podaje raport „How COVID-19 is changing the world of beauty” przeprowadzony przez McKinsey Company, wartość globalnego rynku, którego obroty wynoszą ok. 500 miliardów dolarów rocznie, spadła w ubiegłym roku nawet o jedną trzecią. Najmocniej odczuli to producenci perfum i kosmetyków do makijażu. Sprawdzający się do tej pory w kryzysowych momentach tzw. „efekt szminki” (ukute przez Leonarda Laudera, potomka twórców amerykańskiej marki Estee Lauder, stwierdzenie, że w czasach kryzysu wzrasta sprzedaż relatywnie tańszych dóbr luksusowych, a więc kobieta chętniej kupi markową szminkę niż markową torebkę), tym razem nie zadziałał. Bo komu potrzebna szminka w obliczu obowiązku noszenia maseczek? 

Na razie szminka zostaje więc na dnie kosmetyczki. A gdy możliwości makijażowe nadal są ograniczone przez konieczność noszenia maseczek, najlepszym makijażem okazuje się… jego brak i zdrowa, zadbana skóra.

W 2021 roku, gdy coraz więcej z nas będzie przechodzić na stały, zdalny tryb pracy, zasada „Skincare Is the New Makeup” jeszcze bardziej zyska na aktualności.

Home office będzie sprzyjał nie tylko detoksowi makijażowemu, ale i tzw. self care, na który zawsze brakowało albo było po prostu szkoda czasu. W tym roku warto go wygospodarować, bo poprawiające samopoczucie rytuały pielęgnacyjne, które doczekały się nawet polskiego odpowiednika „osiędbanie”, mają dobroczynny wpływ nie tylko na wygląd, ale i psychikę. A z tą ostatnią nie jest najlepiej po wielu miesiącach pandemii. Aby przetrwać lockdown, szukaliśmy drobnych przyjemności i w końcu je doceniliśmy. Okazało się, że olejowanie włosów czy automasaż twarzy mogą być zaskakująco przyjemne i odprężające.

Czytaj też: Dieta w nowym roku? Eksperci wybrali najlepsze i najgorsze

W nowym roku warto więc wykorzystać lekcje wyniesione z pandemii. Zabiegi DIY (Do It Yourself, zrób to sam) nie tylko idealnie wpisują się w postpandemiczną rzeczywistość, ale też stanowią trzon filozofii „Conscious Beauty”, czyli świadomej, odpowiedzialnej pielęgnacji, która jak najmniej szkodzi środowisku. I to ona będzie wyznaczać dalszy kierunek dobrych zmian w świecie beauty w 2021 roku. Najlepiej zacząć już dziś, metodą małych kroków, od własnej kosmetyczki. Każda zmiana ma znaczenie. 

Bliżej natury, lepiej dla skóry

Długie łańcuchy dostaw, transport surowców i produktów z drugiego końca świata, wszechobecny plastik, w jaki pakowane są kosmetyki. To tylko kilka przykładów na to, jak bardzo niechlubny udział w degradacji środowiska ma przemysł kosmetyczny. Na szczęście, rosnąca świadomość konsumencka znajduje swoje odbicie na rynku. Mimo coraz bardziej powszechnego zjawiska greenwashingu (bezpodstawne podszywanie się przez producentów pod bycie „eko”), nawet na półkach popularnych drogerii można dziś znaleźć dobrej jakości, przystępne cenowo kosmetyki eco-friendly. Dlaczego warto się na nie przestawić? Bo są przyjazne nie tylko dla środowiska i portfela, ale też dla skóry. Coraz więcej osób poszukuje kosmetyków z minimalną listą potencjalnych alergenów. A im bardziej naturalny skład, zapach i kolor, bez zbędnych syntetycznych „zapychaczy” i pachnideł, tym mniejsze ryzyko podrażnień i uczuleń.

Mniej chemii w kosmetykach

I choć wciąż w polskim prawie nie ma konkretnej definicji, czym jest kosmetyk naturalny, to wiadomo, czego nie powinno w nim być – syntetycznych konserwantów, sztucznych barwników i substancji zapachowych, detergentów (m.in. SLS, SLES) i mikroplastików, które z naszych odpływów prysznicowych trafiają prosto do wód gruntowych, a potem do mórz i oceanów.

Naukowcy apelują: jeśli się nie opamiętamy, do 2050 roku w oceanach będzie więcej plastiku niż ryb.

I to właśnie im, i reszcie morskiej fauny, najbardziej zagrażają mikroplastiki, które wykorzystuje się zwłaszcza w brokatowych kosmetykach do makijażu oraz bajecznie kolorowych i pachnących żelach pod prysznic i peelingach. Eko alternatywą będą mineralne rozświetlacze i cienie do powiek (zawierają naturalny minerał – mikę, o właściwościach odbijających światło), łagodne dla skóry i natury peelingi i scruby z organicznym ścierniwem (np. kryształkami cukru czy soli, pestkami owoców, zmielonymi łupinami orzechów albo ziarenkami kawy) czy tradycyjne mydła w kostce na bazie naturalnych olejów. 

Zużywaj kosmetyki do końca

W formie kostki znajdziemy dziś zresztą nie tylko mydła, ale też balsamy do ciała, szampony i odżywki do włosów. To tzw. produkty zero waste. Ich plusy? Wystarczą na dłużej niż kosmetyki w płynie, można stosować je całą rodziną i zużyć w całości. Wśród bardziej wydajnych i przyjaznych środowisku zamienników są też dezodorant w kremie, zamknięty w szklanym słoiku (zamiast emitującego syntetyki do atmosfery sprayu w aluminiowej tubie) czy biodegradowalna szczoteczka do zębów i patyczki do uszu z bambusa. Warto przestawić się na nie już dziś, bo od lipca, zgodnie z tzw. dyrektywą plastikową Unii Europejskiej produkty jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych, w tym plastikowe sztućce, słomki i właśnie patyczki higieniczne na dobre znikną z rynku.

Wykorzystaj – i użyj ponownie

Ilość produkowanych odpadów pozwalają ograniczyć też kosmetyki wielokrotnego użytku. Na liście najbardziej nieekologicznych produktów są m.in. podpaski i tampony oraz jednorazowe waciki czy płatki kosmetyczne do demakijażu. Te pierwsze można zastąpić kubeczkiem menstruacyjnym, a do zmywania makijażu sięgnąć po wielorazowe waciki i rękawice, np. polskiej marki Glov. Jeden taki produkt nadaje się do użycia nawet przez trzy miesiące, dzięki czemu zastępuje do 100 jednorazowych wacików. Wystarczy zwilżyć go wodą, a po zastosowaniu przeprać. To zasługa biodegradowalnych mikrowłókien, które przyciągają zanieczyszczenia i resztki makijażu jak magnes. Marka Glov poszła zresztą o krok dalej, zachęcając klientki do oddawania zużytych rękawic, zgodnie z zasadą 3R (Reduce, Reuse, Recycle). W ramach współpracy z firmą Vive Innovation recyklowane włókno zostanie następnie przerobione na meble, aby zamknąć obieg produkcji i niczego nie marnować. To się nazywa zero waste.

Nie kupuj, napełniaj

O tym, że dziś nie wypada już nie być eko, świadczy fakt, że nawet najbardziej luksusowe marki, jak Hermès, Mugler czy Lancôme, oferują swoje produkty w bardziej proekologicznej (i ekonomicznej) wersji refill. Wystarczy udać się do perfumerii z pustym flakonem albo zamówić wkład do szminki zamiast pełnowartościowego produktu. Tę inicjatywę promują też rodzime firmy, m.in. Yope. Do warszawskiego butiku marki można przyjść z własnym pojemnikiem i napełnić go ulubionym mydłem w płynie. Z korzyścią dla środowiska i portfela, bo w opcji „z nalewaka” odchodzi koszt opakowania.

Zwracaj uwagę na lokalne składniki

Pandemia skłoniła nas do gospodarczego patriotyzmu. Ale powodów, dla których warto wybierać kosmetyki polskich firm, jest więcej. Większość z nich powstaje tutaj, na bazie lokalnych surowców. A to oznacza mniejszy ślad węglowy w związku z produkcją i transportem niż w przypadku produktów, które trafiają do nas z drugiego końca świata. Ponadto, zgodnie z holistycznym podejściem, w kwestii pielęgnacji należy kierować się takimi samymi zasadami, jak w diecie.

Dietetycy przekonują, że najbardziej służy nam to, co wyrosło u nas, a kiszonki i kasze w niczym nie ustępują awokado, jagodom goji i quinoa. Może więc zamiast rzucać się na egzotyczne składniki w kosmetykach, lepiej postawić na ich swojskie odpowiedniki?

Zwłaszcza, że mamy w czym wybierać: od bogatego w witaminę C oleju z rokitnika, przez łagodzące ekstrakty z nagietka, chabru, rumianku, po oleje z pestek malin i nasion dzikiej róży, które są dla skóry jak naturalnie upiększający i odmładzający „szot” antyoksydantów, minerałów i kwasów tłuszczowych.

Kupuj mniej

Najlepsze postanowienie dla środowiska jest w teorii najłatwiejsze, choć jednocześnie dla wielu najbardziej wymagające: po prostu kupować mniej. W praktyce chodzi o to, aby np. zamiast kilku kosmetyków wybierać te multifunkcyjne, all-in one, które można stosować od stóp po czubek głowy.

Wzorcowym przykładem są naturalne oleje, np. olej konopny, który nadaje się na twarz, ciało i włosy, a nawet dla niemowląt. A gdy połączy się go z fusami po kawie czy gruboziarnistą solą himalajską, otrzymamy gotowy peeling zero waste.

Warto też wskrzesić oldschoolowe rytuały naszych babć i mam, które deficyty rynkowe rekompensowały sobie naturalnymi sposobami. Ocet jabłkowy czy napar z rumianku wygładzą i naturalnie rozjaśnią włosy, z kolei maska z płatków owsianych ukoi podrażnioną skórę i złagodzi „maskne” (problemy skórne spowodowane zbyt długim noszeniem maseczki i brakiem właściwej higieny). A spięte mięśnie i zmęczony umysł zrelaksuje automasaż z użyciem kamiennej płytki czy rollera, odprężająca kąpiel w dźwiękach gongu z Youtube’a czy parę minut świadomego oddechu i resetu na macie.

W świadomym dbaniu o urodę chodzi o to, by być w zgodzie z naturą, ale i samym sobą. Słuchać swojego ciała, traktować je wyrozumiale i z czułością. Tego chyba wszyscy potrzebujemy w tym roku najbardziej. 

Zamknij
Zamknij