Właścicielką willi Ajwa – tak nazywa się dom, o którym mowa, od 2021 r. jest Polka – Katarzyna Łoza, zakochana we Lwowie etnografka i antropolożka kultury, od 22 lat mieszkająca w Ukrainie, organizatorka wycieczek, tłumaczka i publicystka.
– Nie planowaliśmy z mężem zakupu nieruchomości – mówi właścicielka Willi Ajwa. – Mieszkaliśmy w wygodnym, dużym mieszkaniu, więc o zakupie nie zadecydowała potrzeba powiększenia metrażu. Przyjaciel, który mieszkał za granicą, poprosił mnie, abym rozejrzała się za domem dla niego. I od tego wszystko się zaczęło.
Konkretnie: od enigmatycznie sformułowanego ogłoszenia, na które natrafiłam. Napisano w nim dosłownie jedno zdanie: „Na sprzedaż austriacki dom z kolumnami”. Nie dołączono żadnych zdjęć. Zaintrygowało mnie to. Zadzwoniłam pod podany numer. Agentka, z którą rozmawiałam, nie zachęcała do zakupu. Wręcz przeciwnie. Mówiła, że to ruina i że właściwie nie wiadomo, czy właściciel podtrzymuje decyzję o sprzedaży, bo wcześniej zmieniał zdanie. Nie dałam się zbyć. Pojechałam na ulicę Piaskową we Lwowie. No i przepadłam.
Zabytkowa willa we Lwowie. Bez łazienki, za to z kolumną
Od razu okazało się, że „austriacki dom z kolumnami” naprawdę jest ruderą, a do zliczenia rzeczonych kolumn wystarczy jeden palec, ale zakochałam się w tym miejscu. Dla naszego przyjaciela dom był za mały i w nieakceptowalnym stanie, ale ja oczami wyobraźni widziałam go już takim, jaki dziś jest. Przedyskutowałam sprawę z mężem. Podjęliśmy decyzję o zakupie. Przekazałam ją agentce, a ona wróciła z informacją, że właściciel nie jest zdecydowany i prosi jeszcze o tydzień do namysłu. Po siedmiu dniach telefon nie zadzwonił. Oswoiłam się już z myślą, że nic z tego nie będzie, i wtedy – dokładnie dziesiątego dnia – dostałam wiadomość, że właściciel mówi TAK – wspomina.
W oczekiwaniu na finalizację transakcji Katarzyna Łoza zaczęła szukać informacji o domu, który już wkrótce miał stać się jej własnością. Z dokumentów zdobytych w archiwach wynikało, że powstał w 1906 r. Był wybudowany w stylu charakterystycznym w tamtym czasie dla lwowskich przedmieść. Murowaną konstrukcję otaczała drewniana kolorowa weranda. Niewykluczone, że nieruchomość pełniła funkcję domu letniskowego. Co charakterystyczne dla tamtego czasu: nie było w niej łazienki.
Ważnym okresem w historii budynku były lata 20. Wtedy całkowicie go przebudowano. W dokumentach nie zachowały się szczegółowe informacje o ówczesnych właścicielach domu, ale wiadomo, że za przebudowę był odpowiedzialny znany architekt Józef Hornung. To on sprawił, że budynek zyskał modernistyczny charakter. Między innymi zmieniono rozmieszczenie okien, umiejscowienie wejścia i dobudowano wspominaną już kolumnę przy ganku. Powierzchnia użytkowa domu liczyła około 125 metrów.
Okres międzywojenny to też czas, w którym budynek został kupiony przez dziadka Adama Zagajewskiego. Słynny polski poeta urodził się w nim w 1945 r. Choć spędził tu z rodzicami tylko kilka miesięcy, już jako dorosły twórca wielokrotnie dawał wyraz poczuciu, że to jego dom rodzinny – miejsce ważne i wyjątkowe.
Kupiła zabytkową willę we Lwowie. Budynek stał opuszczony
– Postać Zagajewskiego jest mocno obecna w naszym życiu – mówi Katarzyna Łoza. – Można powiedzieć, że ściąga on do nas wyjątkowych ludzi. Jakiś czas temu odwiedzili nas jego przyjaciele, którzy w ogrodzie czytali jego wiersze, a także odtwarzali nagrania z jego osobistymi odczytami. Gościliśmy też Maję Komorowską, która chciała poznać miejsce narodzin poety. Nawiązałam też kontakt z jego żoną. Przy wejściu do domu stoi niewielka budka. Postanowiliśmy, że umieścimy na niej kod QR, który będzie kierował zainteresowanych do strony poświęconej artyście – informuje.
Stan domu przy Piaskowej w 2021 r. był opłakany, ponieważ osiem lat budynek stał niezamieszkany. Właścicielowi, który nabył tę nieruchomość, zależało przede wszystkim na ziemi. Planował zburzyć budynek i wybudować w tym miejscu nowy dom – inaczej zlokalizowany na działce. Ostatecznie nigdy nie zrealizował tego planu. Dom niszczał. Wybito w nim szyby. Zrabowano większość wyposażenia. Zostały tylko resztki fortepianu pochodzącego z Petersburga – zapewne należącego do rodziny, która mieszkała w wilii. Z informacji, które udało się zdobyć Katarzynie, wynika, że byli to inteligenci. Ludzie wspominają spotkania towarzyskie, które się u nich odbywały. Pani domu grała, wspólnie się śpiewało.
Aby w budynku będącym w takiej kondycji jak Willa Ajwa pięć lat temu zobaczyć potencjał i chcieć go doprowadzić do stanu używalności, potrzebna była nie tylko wyobraźnia, ale i wsparcie profesjonalistów, którzy umieliby pozostawić jak najwięcej ze starej tkanki domu i dodać do niej to, co nowoczesne – tworząc komfortową przestrzeń.
Wybór padł na ukraińskie studio Replus Bureau. Ustalenie tego, jak ostatecznie będzie wyglądał projekt, chwilę trwało. Właścicielka mówi, że „spotkali się z architektami w pomysłach”. Kiedy już można było zaczynać prace, wybuch wojny opóźnił uzyskanie urzędowej akceptacji projektu. Nie obyło się też bez problemów z wykonawcami. Kierownika budowy powołano do wojska. Trzeba było zmienić ekipę.
Dom Zagajewskiego we Lwowie. Polka uratowała go przed wyburzeniem
W największym skrócie: plan był taki, aby do istniejącej bryły na pierwszej kondygnacji dobudować przeszklony salon, a istniejący strych przerobić na piętro – z pokojami dla dzieci. Ostatecznie przestrzeń mieszkalną stworzono jeszcze w części piwnicy. Obniżono tam poziom gruntu, dzięki czemu możliwe było wykonanie dużych otworów okiennych. Z piwnicy prowadzi bezpośrednie wyjście na taras, a do niego wiedzie łagodnie wygięta rampa z murkami oporowymi z austriackiej cegły.
Na zewnątrz uwagę zwraca kolor tynku. Jego uzyskanie wymagało zatrudnienia konserwatora i nie lada wysiłku. Właścicielce zależało, aby ten element wykończenia budynku nawiązywał do historycznej estetyki. Kiedy kupowała nieruchomość, była ona pomalowana – dominowały biel i niebieski. Po usunięciu farby okazało się, że w niektórych miejscach kryje się pod nią jeszcze tynk o wyjątkowej barwie i składzie. Dziś już się takich nie robi. Jego podstawą jest wapno gaszone. Materiał wyjątkowo reaguje na działanie zjawisk pogodowych i upływ czasu. Kiedy się starzeje, powstają na nim specyficzne „obrazy” – dzieła malowane naturą. W kwestii kolorystyki budynku: pierwotny plan zakładał dominację odcieni niebieskiego, ale zmodyfikowano go, gdy okazało się, że jedną z oryginalnych warstw malarskich jest oliwkowy. Tak też wykończono okna i drzwi. Te pierwsze uzupełniono secesyjnymi żardinierami. Wypełniają je kaskadowe kompozycje kwiatowe.
Willa Ajwa: Dom Adama Zagajewskiego we Lwowie
Na pierwszej kondygnacji willi znajdują się ganek, obszerny hol, kuchnia, dobudowany oszklony salon z panoramicznymi oknami, gabinet, sypialnia właścicieli oraz łazienka i pralnia. Na piętrze wyżej przewidziano sypialnie dla trojga dzieci, ale finalnie tylko jedna z nich jest wykorzystywana zgodnie z pierwotnym zamiarem. Jedno z dzieci w czasie remontu nieruchomości dorosło i poszło na swoje. Drugie zajmuje swój pokój, gdy odwiedza rodziców. W związku z tym pani domu tym bardziej cieszy się, że każdy pokój na górze ma prywatną łazienkę, choć najpierw planowano je po prostu jako osobne pomieszczenia. Dzięki temu wszystkie przestrzenie tworzą niejako osobne całości i świetnie sprawdzają się jako miejsce dla gości. Podobnie jak wspomniany już pokój w piwnicy.
Goście w Willi Ajwa są zawsze mile widziani. Z myślą o nich właściciele uruchomili też miniprodukcję nalewki i konfitury z pigwy, która, mimo że w ogrodzie jest tylko jedna, wygląda spektakularnie i daje ogrom owoców. A po ukraińsku pigwa to ajwa. Stąd też nazwa budynku. Nadano ją, chcąc nawiązać do lwowskiej tradycji z początku XX wieku i tego, że budynki wokół mają swoje imiona – najczęściej pochodzące od imion kobiet, które odegrały ważną rolę w ich historii. Katarzyna Łoza wolała jednak Ajwę.
Prywatny punkt widokowy
Dom wyróżnia się nie tylko od zewnątrz. W środku starannie przemyślano każdy detal. Większość mebli jest nowa, ale znajdą się i perełki vintage. Dążenie do połączenia starego z nowym widać dosłownie wszędzie.
– Pozytywnie nas zaskoczyło to, jak wiele polichromii zachowało się w tych wnętrzach – mówi Katarzyna Łoza. – Ich wartość nie była duża, bo w czasie, gdy powstawały, były standardem – robionym z szablonu. Nie wszystkie też utrzymaliśmy, ale jedna jest wyjątkowa. W dawnej i obecnej kuchni. W miejscu, które nosiło ślady pożaru, odkryliśmy kompozycję kwiatową, która, mimo że też jest wykonana za pomocą szablonu, wygląda jak malowidło – opowiada.
Wnętrza willi są jasne i ciepłe. Szlachetne i nieprzypadkowe materiały, dużo drewna, spokojna, ale wyrazista kolorystyka tworzą harmonijną całość. Mocnym detalem w części reprezentacyjnej jest wysoka, mosiężna listwa przypodłogowa, która otacza wnętrza niczym wstążka i podkreśla kolekcję mebli z lat 20. i 30. XX wieku w czerwonawym fornirze.
Mimo że budynek zlokalizowany jest w ścisłym centrum miasta, okolica nie ma wielkomiejskiego charakteru. Jest raczej kameralnie, choć niedaleko znajduje się również blok. Co ważne, domu nie widać z głównej ulicy. Aby go dostrzec, trzeba przejść kilkadziesiąt metrów ścieżką między dwiema innymi nieruchomościami. Nie ma garażu. Samochody stoją na zewnątrz. Przed śniegiem chroni je specjalne zadaszenie. Z przeszklonego salonu właściciele widzą szkołę i jej boisko. Katarzyna Łoza mówi, że to zaleta. Razem z mężem doceniają to, że patrzą na otwartą przestrzeń, a nie na ścianę sąsiadującego budynku. Po tym, jak wprowadzili się do nowego domu dwa lata temu, w 2023 r. korzystali z okazji i z uwagą śledzili wielotygodniowe przygotowania młodzieży do balu kończącego naukę. Na boisku uczniowie ćwiczyli walca. Mieć prywatny punkt widokowy, który pozwala obserwować, jak toczy się życie – bezcenne.