Dwóch francuskich przedsiębiorców od kilku lat organizuje w całej Francji wiejskie bankiety przy suto zastawionych stołach. W trakcie serwowane jest tradycyjne jedzenie oraz wino do posiłków. Na wydarzenia przychodzą tysiące ludzi, namioty, w których organizowane są te wydarzenia, poza aromatem mięsa opiekanego na ogniu, wypełnia śpiew.

Co w tym złego? Zdaniem niektórych komentatorów tego rodzaju uczty – z założenia wesołe i otwarte dla wszystkich – mają mimo wszystko swoje ciemne strony.

Renesans „Wielkich bankietów” we Francji. Wraca średniowieczna tradycja

Obecnie większość mieszkańców Francji żyje na co dzień w miastach, przez co wiejskie tradycje powoli zanikają. Jednym z takich zwyczajów są tak zwane wielkie bankiety (fr. banquets géants).

W trakcie tych hucznych imprez biesiadnicy siedzą przy długich stołach uginających się od tradycyjnych, regionalnych potraw (głównie mięsnych) i napojów: win, piw, cydrów i innych lokalnych specjałów. Spotkaniu towarzyszą tradycyjna muzyka i śpiewy.

Foto: ALEX MARTIN / AFP

Historia dorocznych banquets géants sięga czasów średniowiecza. Teraz ta prowincjonalna tradycja zanika, ale nad jej wskrzeszeniem od kilku lat pracuje dwóch francuskich przedsiębiorców: Pierre-Alexandre de Boisse i Géraud de la Tour. Obaj zaczynali jako sprzedawcy win, a następnie zajęli się organizacją imprez charytatywnych na rzecz zachowania francuskiego dziedzictwa kulturowego.

Projekt de Boisse’a i de la Toura nosi nazwę Le Canon Français, czyli „Francuski Kanon” (choć to słowo ma podwójne znaczenie, bo może oznaczać również działo – w logotypie widnieje właśnie armata). W bankietach, które de Boisse i de la Tour organizują w małych miejscowościach w całym kraju, może wziąć udział każdy. Cena biletu wynosi ok. 80 euro.

Foto: ALEX MARTIN / AFP

W ramach wejściówki biesiadnik może liczyć na nieograniczoną ilość dokładek jedzenia i dolewek napojów. Uczestnicy bankietów dyskutują i śpiewają popularne francuskie piosenki, regularnie pojawia się też „Marsyliankę”. Nic dziwnego, że inicjatywa de Boisse’a i de la Toura odniosła ogromny komercyjny sukces. Bankiety przyciągają tysiące uczestników, i to nie tylko rodowitych Francuzów.

Foto: ALEX MARTIN / AFP

Tradycja czy szowinizm? Projekt Le Canon Français dzieli Francuzów

Ideą, która – przynajmniej oficjalnie – przyświeca organizatorom Le Canon Français, było przywrócenie zwyczaju spotykania się ze sobą mieszkańców francuskich miast, którzy coraz więcej czasu spędzają samotnie, przed ekranami. Taki pomysł spodobał się nie tylko starszym. Do bankietów dołączają również 20- i 30-latkowie.

Projekt de Boisse’a i de la Toura nie przypadł jednak do gustu niektórym środowiskom lewicowym we Francji, w tym członkom partii La France Insoumise. Ich zdaniem imprezy nie przystają do obrazu współczesnego społeczeństwa, które jest silnie zróżnicowane kulturowo. Zauważają też, że na imprezach w ramach Le Canon Français dochodzi do manifestów ksenofobii i rasizmu, czego dowodem miały być na przykład gesty nazistowskiego pozdrowienia w trakcie odśpiewywania jednej z tradycyjnych francuskich pieśni.

Foto: ALEX MARTIN / AFP

Krytycy całego przedsięwzięcia wskazują też na fakt, że na biesiadach de Boisse’a i de la Toura króluje wieprzowina, której nie spożywają muzułmanie stanowiący znaczną część społeczeństwa Francji. Z tego powodu – argumentują przeciwnicy projektu – bankiety wykluczają z udziału wielu ludzi.

Oliwy do ognia dodaje fakt, że jednym z większych udziałowców Le Canon Français jest miliarder Pierre-Edouard Stérin, który od lat propaguje skrajnie prawicowe idee. Organizatorzy biesiad stanowczo odcinają się jednak od tych zarzutów i zapewniają, że nigdy nie rozmawiali ze Stérinem o polityce i chodzi im jedynie o stworzenie dla Francuzów możliwości spotkania się w jednym miejscu, w miłej atmosferze.