Szukaj

Włosi znów produkują wino, za którym przepadał Juliusz Cezar

Po ponad 2000 latach znów można spróbować wina, którego miłośnikiem był podobno Juliusz Cezar. Czym są starożytne „morskie wina”, których produkcję wznawiają włoscy producenci i jak powstają te wina?

Wszystko zaczęło się od pewnego znaleziska niedaleko winnicy Antonio Arrighiego, położonej na wyspie Elba niedaleko wybrzeża Toskanii. Na dnie morza leżały greckie terakotowe amfory. Okazało się, że należały do greckich kupców z wyspy Chios, którzy w drodze powrotnej z Marsylii często zatrzymywali się na Elbie. Grecy produkowali wówczas tzw. morskie wina. W tamtym czasie był to modny i bardzo poszukiwany produkt, który trafiał na stoły możnych ówczesnego świata, z Juliuszem Cezarem na czele.

Jak powstają „morskie wina”, które pili rzymscy cesarze?

Pomimo dużej popularności „morskich win” w starożytnym Rzymie, co udokumentował nawet Pliniusz Starszy, greccy winiarze z wyspy Chios bacznie strzegli tajemnicy ich wytwarzania. Dzięki pracy naukowców już znamy ich sekret. Wyjątkowość tych win polegała na tym, że pod wpływem słonej wody owoce winorośli naturalnie tracą woskową powłokę, co pozwala im szybciej schnąć na słońcu. Umożliwiało to skoncentrowanie większej ilości substancji aromatycznych w owocach i uzyskanie wina o oryginalnym i niezwykle intensywnym smaku.

Czytaj też: Wino i sery: jak je dobrać latem? Oto najważniejsze zasady

Dla Antonio Arrighiego stało się to inspiracją, aby spróbować odtworzyć starożytną tradycję produkcji „morskich win”. Zasięgnął wiedzy u profesora Attilio Scienzy z Wydziału Nauk o Rolnictwie i Żywności Uniwersytetu w Mediolanie i w 2018 roku, ku zdumieniu sąsiadów, zanurzył kosz z winogronami w morzu, gdzie pozostawił je na pięć dni.

Arrighi testował zanurzanie winogron lokalnego białego szczepu ansonica na różnych głębokościach. Owoce zamykał w tym, co akurat było pod ręką, czyli w pułapkach na homary. Oczywiście nie obyło się bez pomocy trzech profesjonalnych nurków. Następnie wina trafiły do terakotowych amfor, w których przebiegała tradycyjna winifikacja razem ze skórkami.

Jak smakuje „morskie wino”?

Efektem pierwszego zbioru z wykorzystaniem starożytnej metody było zaledwie 40 butelek „morskiego wina”. Zostały one przeanalizowane przez zespół naukowców z Uniwersytetu w Pizie. Arrighi rezultatami tych analiz, aby ulepszyć pewne etapy produkcji swoich win przy następnym zbiorze. W 2019 powstała pierwsza partia „morskich win”, które miały trafić na rynek. Zanim to się stało, wina przez pewien czas były dojrzewane w piwnicy.

Dzięki niewielkiej ilości soli, która znajduje się w wymoczonych w solance winogronach, metoda, którą wskrzesił Arrighi, nie wymaga użycia praktycznie żadnych stabilizatorów wina, w tym siarczynów. Niepotrzebne są tez konserwanty, a nawet drożdże do rozpoczęcia fermentacji alkoholowej. Czyni to „morskie wina” całkowicie naturalnymi.

Co ciekawe, analiza w laboratorium wykazała, że ogólna zawartość związków fenolowych, wśród których znajdują się m.in. korzystne dla zdrowia przeciwutleniacze, była większa niż w przypadku białych win produkowanych w konwencjonalny sposób.

A co o swoich winach mówi producent? „W całym swoim życiu nie piłem takiego wina jak to” – wyznał Arrighi dziennikarzowi magazynu „National Geographic”. Winiarzowi bardzo podobają się aromaty dojrzałych białych owoców (jabłek, moreli i gruszek) z akcentem migdałów.

„To wino zabiera cię w podróż w czasie i pozwala przekonać się, jak wyglądały początki winiarstwa – i docenić je” – dodaje winiarz w rozmowie „National Geographic”.

Jeżeli chcemy spróbować bieżącego rocznika, warto się spieszyć. Liczba wypuszczonych na rynek „morskich win” o nazwie Nesos to obecnie zaledwie 240 butelek.

Źródło: National Geographic

Zamknij
Zamknij