Zamiast stylowych wnętrz restauracji stół z elegancką zastawą w lesie, nad jeziorem, na plaży albo w górskiej dolinie. Bez zmian pozostają pięknie podane potrawy, najczęściej z lokalnych składników. Wild dining, czyli wysokiej klasy doświadczenie kulinarne na łonie natury, zyskuje w Europie coraz większą popularność.

Wild dining: uczta na miarę luksusowej restauracji, ale na łonie natury

W 2019 r. szwedzka agencja turystyki zaangażowała kilkoro nagrodzonych gwiazdkami Michelin szefów i szefowych kuchni do inicjatywy pod hasłem „Edible Country”. Miała ona promować kraj poprzez jego kuchnię. W ramach programu goście mogli wziąć udział w kolacji pod chmurką i spróbować specjalnego, bazującego na lokalnych produktach menu, które przygotował szef kuchni.

Ta inicjatywa wpisała się w szerszy trend, który rozprzestrzenił się zwłaszcza w krajach Europy Północnej, a szczególną popularność zyskał w Wielkiej Brytanii. Dotarł również do Polski. Najczęściej mówi się w kontekście całego zjawiska o „wild diningu”.

Takiego właśnie hasła używają szefowie kuchni oferujący swoim gościom nietypowy sposób delektowania się lokalnymi, sezonowymi potrawami – pod gołym niebem, w otoczeniu malowniczych, naturalnych krajobrazów. Adresatami takich kulinarnych doświadczeń na łonie natury są smakosze, którym znudziło się odwiedzanie dobrze znanych, miejskich restauracji.

Inicjatywy wpisujące się w zjawisko wild diningu mają przeważnie charakter sezonowy, kiedy pogoda sprzyja jedzeniu na świeżym powietrzu. Przeważnie, bo na przykład na Islandii niektóre firmy oferują tyleż wyrafinowane, co ekstremalne pikniki pod chmurką przez cały rok, na przykład na lodowcu albo w jaskini.

Zjawisko dotarło również do Polski. Niektórzy szefowie kuchni oferują swoim gościom pojedyncze albo cykliczne spotkania, w trakcie których przyrządzają potrawy na żywym ogniu, a goście siedzą przy stołach z pełną zastawą ustawionych w jakiejś malowniczej, naturalnej scenerii.

Pikniki pod chmurką jako sposób na cięcie kosztów restauracji

Europejska scena wild diningu staje się coraz bardziej urozmaicona. Oprócz samego posiłku organizowane są różne inne atrakcje, które znacznie wykraczają poza samo zajęcie miejsca przy stole i delektowanie się potrawami. Klientów zaprasza się na przykład na grzybobranie albo zbieranie ziół, a nawet na łowienie ryb.

Samej uczcie mogą towarzyszyć też takie aktywności jak spływ kajakiem czy łódką po jeziorze. Niektórzy restauratorzy organizują też glampingi, czyli luksusowe biwaki, a nawet takie imprezy okolicznościowe jak śluby, których centralnym punktem jest piknik przygotowany przez szefa kuchni.

Z perspektywy miłośników dobrego jedzenia i natury to właśnie możliwość cieszenia się wyśmienitym posiłkiem w otoczeniu wspaniałych krajobrazów (ale nadal z nutką nieprzewidywalności, która wynika chociażby z warunków pogodowych) decyduje o rosnącej popularności wild diningu. Takie spotkanie pozwala przeżyć coś wyjątkowego, co zapamięta się na długo.

Jak zauważa brytyjski „The Times”, który przyjrzał się niedawno zjawisku wild diningu w Wielkiej Brytanii, taki sposób organizowania kulinarnych doświadczeń na łonie natury dyktuje coraz trudniejsza sytuacja ekonomiczna, z jaką borykają się restauratorzy. Uczta pod chmurką i gotowanie na ogniu pozwalają znacznie zredukować koszty użycia mediów, przy zysku porównywalnym ze standardową wizytą gościa w restauracji.

Warto bowiem dodać, że pikniki w duchu wild diningu nie są tanie. To luksusowe doświadczenia. Goście płacą zwykle za całe wielodaniowe menu, tak jak w wysokiej klasy restauracji. Koszt takiej przyjemności jest porównywalny z wizytą w tradycyjnej restauracji w mieście.