Projekt implementacji dyrektywy w sprawie ochrony środowiska poprzez prawo karne (2024/1203), który zmienia szereg przepisów kodeksu karnego, ustaw środowiskowych, a nawet ustawę o policji, budzi obawy wśród przedsiębiorców. Rozszerza on katalog przestępstw przeciwko środowisku, podwyższa sankcje i wprowadza typy kwalifikowane do istniejących już czynów zabronionych (związane ze śmiercią człowieka, ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu albo poważną szkodą w ekosystemie).
Z kolei zmiany w ustawie o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych przewidują surowsze sankcje za wszystkie czyny przeciwko środowisku w postaci kary pieniężnej w wysokości do 200 mln zł (nie więcej niż 5 proc. rocznego przychodu). W każdym wypadku wysokość będzie indywidualnie określał sąd (minimalna wysokość ma pozostać na poziomie 10 tys. zł.).
zostało skazanych za przestępstwa związane z ochroną środowiska naturalnego w 2020 r.
Przeciwko takiemu ukształtowaniu przepisów protestuje m.in. Związek Pracodawców Polska Miedź, który proponuje „wprowadzenie zróżnicowania sankcji pieniężnych dla podmiotów zbiorowych zgodnie z konstrukcją dyrektywy, zamiast obejmować wszystkie czyny jednym najwyższym reżimem.”
Projekt przewiduje też uzupełnienie katalogu przestępstw, w których możliwe jest zarządzenie kontroli operacyjnej (np. wytwarzanie lub obrót substancjami niebezpiecznymi bez zezwolenia czy nieodpowiednie postępowanie z odpadami). Zdaniem przedstawicieli branży miedziowej, katalog ten należałoby ograniczyć wyłącznie do najcięższych, kwalifikowanych postaci czynów, w szczególności związanych ze zorganizowaną przestępczością środowiskową, poważną szkodą lub zagrożeniem dla życia i zdrowia wielu osób.
Czytaj więcej:
Ochrona środowiska ma w Polsce rangę konstytucyjną, a przepisy karne przewidują coraz surowsze sankcje za niszczenie przyrody, nielegalne składowan...
Pro
Kary za braki formalne
Projekt budzi też duże zaniepokojenie branży recyklingowej.
– Kryminalizacja błędów formalnych w dokumentacji transgranicznego przemieszczania surowców wtórnych w wysokości do 8 lat pozbawienia wolności (proj. art. 183 § 4a k.k.) stanowi reakcję nieproporcjonalną do społecznej szkodliwości czynu w przypadku, gdy przedmiotem transportu są aluminium, miedź lub inne metale sklasyfikowane jako odpady z tzw. zielonej listy – zwraca uwagę Kazimierz Poznański, prezes Izby Gospodarczej Metali Nieżelaznych i Recyklingu.
W opinii skierowanej do Ministerstwa Sprawiedliwości wskazuje, że najczęstsze naruszenia mają charakter czysto formalny i obejmują: braki lub omyłki w wypełnieniu dokumentacji, niezgodności pomiędzy faktyczną a deklarowaną wagą partii, błędną klasyfikację kodu bazylejskiego lub kodu odpadu z katalogu UE czy drobne niezgodności w trasie lub czasie przewozu.
– Żadne z powyższych odstępstw nie stwarza i nie może stworzyć stanu zagrożenia dla życia lub zdrowia człowieka, ani dla jakości wody, powietrza, powierzchni ziemi czy ekosystemu – wskazuje Izba.
Z kolei Mirosław Motyka, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej podkreśla, że przedsiębiorcy z branży stalowej już teraz funkcjonują w realiach rozbudowanych obowiązków administracyjnych i sankcyjnych. – Proponowane rozwiązania mogą nie tylko nieproporcjonalnie obciążyć legalnie działające podmioty, lecz także negatywnie wpłynąć na warunki prowadzenia działalności, inwestycje modernizacyjne oraz konkurencyjność sektora hutniczego w Polsce – czytamy w jego opinii.
zostało skazanych za przestępstwa związane z ochroną środowiska naturalnego w 2025 r.
– W konsekwencji osłabieniu, a w skrajnych przypadkach faktycznemu rozpadowi, może ulec cały łańcuch zbierania, transportu i zagospodarowania odpadów, co uderzy bezpośrednio nie tylko w sektor hutniczy, ale też całą gospodarkę – przestrzega Mirosław Motyka.
Branża hutnicza wskazuje, że wejście w życie proponowanych przepisów doprowadzi do „systemowego wyeliminowania w szczególności małych i średnich przedsiębiorstw obsługujących gospodarkę odpadami, które nie będą w stanie funkcjonować w warunkach tak wysokiego ryzyka sankcyjnego”. Dlatego proponują oni ograniczenie sankcji do najpoważniejszych naruszeń, cechujących się wysokim stopniem społecznej szkodliwości, zawinienia oraz realnym zagrożeniem dla środowiska. – System odpowiedzialności powinien opierać się na zasadzie proporcjonalności, tak aby surowe kary trafiały w rzeczywistych sprawców poważnych przestępstw odpadowych, a nie obejmowały podmiotów działających legalnie, w dobrej wierze i z zachowaniem należytej staranności – postulują przedsiębiorcy.
Ryzyko penalizacji drobnych naruszeń
– Kierunek regulacji polegający na skuteczniejszej ochronie środowiska jest słuszny. Przestępczość środowiskowa, zwłaszcza odpadowa, transgraniczna czy związana z substancjami niebezpiecznymi, wymaga realnej reakcji państwa. Tyle że projekt odpowiada na ten problem przede wszystkim przez dalsze mnożenie typów czynów zabronionych, rozbudowywanie znamion i podwyższanie zagrożeń karnych. Prowadzi to do nadmiernej kazuistyki i nadregulacji, noszących momentami znamiona populizmu penalnego – mówi dr Jakub Pokoj, radca prawny z kancelarii AVENTUM, specjalizujący się m.in. w prawie ochrony środowiska.
Jak dodaje, zamiast przejrzystych, ogólnych i możliwych do stosowania norm projekt tworzy rozproszony system przepisów karnych w wielu ustawach sektorowych, często operujących pojęciami zbliżonymi, choć nie tożsamymi, jak: istotna szkoda, znaczne pogorszenie, długotrwałe zniszczenie, nieodwracalne obniżenie jakości środowiska.
– Taka konstrukcja systemu musi w praktyce zwiększyć trudności interpretacyjne i dowodowe, zamiast poprawić skuteczność ścigania. Szczególne wątpliwości budzi ryzyko penalizacji zachowań drobnych, incydentalnych albo o znikomej społecznej szkodliwości – dodaje ekspert.
Czytaj więcej:
Przestępczość środowiskowa rośnie i dotyczy również przedsiębiorców. Dyrektywa UE 2024/1203 rozszerza katalog przestępstw i sankcji oraz zobowiązuj...
Pro
Zwraca na to również uwagę w swojej opinii Państwowa Rada Ochrony Przyrody, która wskazuje, że zbyt szerokie ujęcie czynów wobec gatunków chronionych mogłoby prowadzić do kwalifikowania jako przestępstw zachowań, które powinny pozostać wykroczeniami, np. jednorazowego naruszenia przepisów o niewielkim znaczeniu przyrodniczym.
– Paradoksalnie może to osłabić ochronę przyrody: zamiast szybkiego postępowania mandatowego pojawi się konieczność angażowania policji, prokuratury i sądu, a sprawy będą kończyć się umorzeniami ze względu na znikomą szkodliwość społeczną. Podobny problem dotyczy przepisów o obszarach chronionych i gatunkach chronionych, gdzie potrzebne jest raczej rozróżnienie czynów realnie groźnych dla przyrody od naruszeń mniejszej wagi – podkreśla dr Pokoj.
Problem leży nie w surowości przepisów, lecz ich skutecznej egzekucji
Zdaniem eksperta, zasadniczy problem nie leży wyłącznie w braku przepisów karnych, lecz w niedostatecznej egzekucji prawa.
– Sama surowość sankcji czy mnogość typów czynów zabronionych nie zapewni poprawy, jeżeli organy nie mają dostatecznych zasobów, specjalistycznej wiedzy, narzędzi kontrolnych i sprawnych procedur. Realny efekt może przynieść przede wszystkim wzmocnienie instytucji odpowiedzialnych za wykrywanie i dokumentowanie naruszeń, w szczególności wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska czy jednostek prokuratury wyspecjalizowanych w sprawach środowiskowych – tłumaczy ekspert.
Dlatego, jego zdaniem, projekt wymaga uporządkowania i szerszego spojrzenia systemowego.
– Implementacja dyrektywy powinna być proporcjonalna, spójna i możliwa do praktycznego stosowania. Priorytetem powinna być poprawa wykrywalności, szybkości reakcji i jakości postępowań. Bez realnego wzmocnienia organów egzekwujących prawo projekt pozostanie przede wszystkim deklaracją surowości, a nie narzędziem rzeczywistej poprawy ochrony środowiska – konkluduje dr Pokoj.
Etap legislacyjny: konsultacje publiczne