Prezydent nie ukrywa swoich związków ze środowiskiem kibiców, którego część jest zaangażowana w działalność przestępczą. Stara się jednak przekonywać, że są to grupy nastawione patriotycznie, a przypadki kryminalne są rzadkością. Ale „Dragon”, z którym serdecznie się witał podczas pielgrzymki kibiców w Częstochowie, to wielokrotnie karany przywódca gangu kiboli Jagiellonii Białystok – oczekuje na wyrok sądu drugiej instancji po nieprawomocnym skazaniu w 2024 r. na sześć lat więzienia za propagowanie nazizmu, kierowanie grupą przestępczą oraz pobicia.

Reklama
Reklama

Czy kibice chcą wprowadzić gangsterów na salony?

W takiej sytuacji otoczenie prezydenta powinno zareagować z wyprzedzeniem i jeszcze przed spotkaniem z kibicami sprawdzić, kto się zamierza na nim pojawić, zamiast tłumaczyć, że „prezydent nie wiedział”. Przecież przed każdym innym spotkaniem lista uczestników jest sprawdzana zarówno pod kątem osób niepożądanych, jak i ze względów bezpieczeństwa. Dlaczego tym razem tak się nie stało?

Czytaj więcej

Nazistowskie symbole na pielgrzymce z Karolem Nawrockim. „Powinien był zareagować”

Z kolei kibice nie powinni narażać swojego patrona i głowy państwa na spotkania z kryminalistami, chyba że w ten sposób starają się wprowadzić gangsterów na salony i było to działanie świadome. To z kolei byłoby jednak rażącym brakiem lojalności wobec Karola Nawrockiego.

Czy prezydent Karol Nawrocki zyskuje, czy traci poparcie przez związki z kibolami?

Dlaczego prezydent w ogóle podtrzymuje te kibolskie niebezpieczne związki? Na pozór odpowiedź jest prosta: to część jego politycznego zaplecza, środowisko, z którego wyrósł i na które może liczyć. Sytuacja z „Dragonem” pokazuje jednak, że to liczenie nie zawsze ma sens. Bo o ile – być może – jeszcze bardziej podbija wizerunek Karola Nawrockiego wśród twardych stadionowych chuliganów, to jednak wśród „normalsów” żadnych pozytywnych skutków nie niesie. Raczej buduje dystans i na przyszłość – w kontekście wyborczym – demobilizuje.

W tym roku w pielgrzymce na Jasną Górę wzięło udział ok. 15 tys. kibiców. Nawet jeśli określimy rozmiary tego środowiska na 200 tys. w całej Polsce, jest oczywiste, że z perspektywy wyborczej to grupa mało znacząca, choć głośna. A jak ktoś kibicuje Lechii, to z Jagiellonią ściskać się nie powinien.

Autorka

Zuzanna Dąbrowska

Wicenaczelna PAP