Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie kryteria definiują „komponent krajowy” oraz kto odpowiada za jego weryfikację?
  • Jakie cele strategiczne przyświecają rządowej polityce wspierania krajowych dostawców?
  • Na jakich filarach opiera się systemowe podejście do zwiększania udziału firm w inwestycjach?
  • Które wskaźniki decydują o „krajowości” podmiotów współpracujących ze spółkami Skarbu Państwa?
  • Jakie narzędzia wdrożą założenia local content, bez konieczności zmian prawnych?
  • Jakie zmiany w zamówieniach publicznych i ich efekty czekają strategiczne sektory gospodarki?

Projekt „Local content. Z korzyścią dla Polski”, który ma zwiększyć zaangażowanie polskich firm w proces transformacji polskiej energetyki, sektora zbrojeniowego i transportu, pojawił się w ub.r. Jego kluczowym elementem jest określenie definicji local content (udział krajowych dostawców): jak go mierzyć i wymagać przy licznych postępowaniach przetargowych, zwłaszcza w inwestycjach realizowanych przez spółki z udziałem Skarbu Państwa. Wciąż czekamy na przepisy, które wpiszą definicję do porządku prawnego, a przy tym – co niezmiernie ważne – będą zgodne z prawem zamówień publicznych i nie będą nikogo dyskryminować w postępowaniach przetargowych.

Repolonizacja gospodarki i wsparcie dla polskich firm 

Nie ma odwrotu od repolonizacji polskiej gospodarki. Dzisiaj ta potrzeba budowy krajowego łańcucha dostaw – powiedział premier Donald Tusk w Toruniu podczas konferencji poświęconej rozwojowi „local content” w Toruniu.

Jak dodał, Polska gospodarka musi być suwerenna, by decyzje co i gdzie sprzedajemy zapadały tu w Polsce. – Nie jest to proste, jesteśmy w UE, jesteśmy częścią jednolitego rynku, ale w ramach tego, co możliwe, będę robić wszystko, co możliwe, aby ta oczywistość wybierania tego, co polskie, znalazła odzwierciedlenie. Chodzi o to, aby znaleźć wszystkie pomysły, decyzje, aby respektowano ten kierunek repolonizacji polskiej gospodarki. Nie chodzi o przymus, ale dyscyplina się przyda, żeby zniknęły te ograniczenia dla polskiej gospodarki przy preferencji polskich firm – powiedział.

Czytaj więcej

Donald Tusk zapowiada bilionowe inwestycje w energetykę i zmiany w ETS

Umowa między Eneą a Apatorem dot. inteligentnych liczników energetycznych, ma także wymiar bezpieczeństwa. – To przykład, gdzie i jak kupować, po pierwsze polskie, po drugie europejskie, po trzecie z krajów zaprzyjaźnionych, jak USA, Wielka Brytania, Norwegia, Japonia, i inne kraje azjatyckie. Są też kraje, na które musimy uważać. Czasem będziemy mogli wybrać droższy produkt, ale bezpieczeństwo jest tu najważniejsze – powiedział. Dodał, że rząd poszukiwał przepisów, które będą budować rankingi dot. local contentu, aby także w samorządach respektować też zasady, np. przy przyznaniu środków. – Tak, będziemy egoistami. Będziemy dbać o swoje, tak jak robią to i inni – podkreślił.

Inteligentne liczniki kluczowe dla transformacji energetycznej

W czwartek 9 kwietnia w fabryce Apatora druga co do wielkości w Polsce spółka elektroenergetyczna Enea podpisała kontrakt na zakup liczników zdalnego odczytu o wartości ok. 150 mln zł w ramach pierwszej transzy transakcji. Produkowane w kraju liczniki trafiają także do innych dostawców energii, ale to jeden z niewielu lokalnych komponentów trwającej transformacji energetycznej.

Podpisanie umowy między Eneą a Apatorem stało się pretekstem do przedstawienia przez ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna efektów prac zespołu ds. udziału komponentu krajowego w kluczowych procesach inwestycyjnych. W ciągu najbliższej dekady inwestycje w energetykę wyniosą 1 bln zł, a w infrastrukturę kolejową, drogową i morską – kilkaset miliardów złotych. – Podobne nakłady planowane są w obszarach obronności, cyfryzacji i IT. Naszym celem jest, aby jak najwięcej z tej kwoty trafiło do rodzimych firm. To będzie koło zamachowe, które zmieni naszą gospodarkę na wiele lat – dodał minister Balczun.

Minister wskazał, że w latach 2015-2023 nie mieliśmy do czynienia z takim podejściem. – Przykładem jest sprzedaż części rafinerii Lotos, zagraniczni wykonawcy projektów chemicznych w Grupie Azoty i w Orlenie. Podobnie było w morskich farmach wiatrowych. Rozumiem, że to początek rozwoju tego sektora, ale dochodziło do tego, że to firmy zagraniczne były największymi beneficjentami, a ciężar finansowania spadał na Polskę – wskazał minister. 

Czytaj więcej

Setki miliardów na transformację i radykalne cięcie węgla. Jest rządowy plan dla KE

Jak podkreślił szef resortu, włączenie zasad local content do polityki zakupowej państwa oznacza odejście od modelu „kupujemy najtaniej” na rzecz „kupujemy najrozsądniej”, co ma przynosić długoterminowe korzyści dla gospodarki. – Nie dyskryminujemy, tylko promujemy. Wspieramy polskie firmy, ale też biznesy międzynarodowe, które zdecydują się głębiej osadzić w naszym kraju: założyć oddział, zatrudnić ludzi, stworzyć centra badawcze, pracować z polskimi dostawcami czy reinwestować zyski w Polsce – powiedział szef MAP.

Cztery filary local content w polityce zakupowej państwa

Jak powiedział minister, systemowe podejście do local content opiera się na czterech filarach: pozycji rynkowej krajowych firm (włączaniu ich do łańcuchów dostaw wielkich inwestycji i wzmacnianiu strategicznych kompetencji biznesowych oraz produkcyjnych), wzmacnianiu bezpieczeństwa dostaw w czasach napiętej sytuacji geopolitycznej (szczególnie w sektorach strategicznych, takich jak energetyka czy obronność), wieloletniej polityce zakupowej państwa (zamówienia publiczne wspierają rozwój gospodarki) oraz na wsparciu zespołu ekspertów z kluczowych instytucji finansowych (opracowanie produktów wspierających przedsiębiorstwa w inwestycjach).

Czytaj więcej

Local content to budowa potencjału polskiej gospodarki

Narzędzia wspierające rozwój local content to m.in. definicja i metodologia liczenia komponentu krajowego (GUS zmierzy wartość krajowego wkładu w inwestycje), Kodeks Dobrych Praktyk, który pozwoli spółkom z udziałem Skarbu Państwa wyrównywać szanse krajowych firm w konkurowaniu o zamówienia, kluczowe wskaźniki efektywności (KPI – w spółkach z udziałem Skarbu Państwa rady nadzorcze będą rozliczać zarządy z realizacji priorytetu MAP) oraz polityka zakupowa państwa przyjęta przez Radę Ministrów pod koniec marca.

Definicja local content i kluczowa rola GUS w jej pomiarze

Resort przygotował długo oczekiwaną definicję local content. Odmieniany przez wszystkie przypadki „komponent krajowy” to wartość towarów lub usług wyprodukowanych lub świadczonych przez podmiot krajowy. Najpierw – w pilotażu dla branży energetycznej – zamawiający w ramach rządowego projektu inwestycyjnego oraz jego dostawcy i poddostawcy wypełnią formularz dla GUS, w którym ujawnią strukturę łańcucha dostaw w tym projekcie. Formularz będzie wysyłany po podpisaniu umowy, a formularze za kolejne lata jej realizacji – po zakończeniu każdego roku referencyjnego. W ten sposób zamawiający będzie mógł ustalić procentowy udział komponentu krajowego.

Dodatkowo w procesie zapytania ofertowego zamawiający będzie informował swoich oferentów o konieczności raportowania podwykonawstwa w projekcie.

– Dzięki GUS będziemy wiedzieć, ile polskich rządowych inwestycji faktycznie realizowanych jest przez polskie firmy i będziemy badać ich poziom na trzech poziomach wykonawstwa. Zachęcamy także polskie firmy prywatne, aby dołączały do programu local content – powiedział minister.

Kryteria krajowości firm w systemie local content

Kluczowe będzie też wytworzenie pewnych nawyków postępowania w spółkach. W Kodeksie Dobrych Praktyk, którymi będą się kierować firmy, na początku te z udziałem Skarbu Państwa, oprócz wskazania, co w projekcie local content znaczy termin „komponent krajowy”, wpisano również kryteria, które pomogą określać poziom „krajowości” poszczególnych podmiotów, z którymi będą chciały współpracować państwowe spółki. Wskazanym kryteriom przypisano następujące wagi:

• 25 proc. – kryterium dotyczące jednostki dominującej najwyższego szczebla mającej siedzibę w Polsce,

• 25 proc. – kryterium dla głównego przedmiotu działalności wykonywanego na terytorium Polski,

• 15 proc. – kryterium dla rezydencji podatkowej w Polsce,

• 15 proc. – kryterium dotyczące zatrudniania ponad 50 proc. pracowników będących obywatelami RP lub mieszkańcami Polski płacącymi tu podatki i składki ZUS,

• 10 proc. – kryterium dotyczące siedziby w Polsce (KRS/CEIDG) i nieprzerwanej działalności przez więcej niż trzy lata,

• 10 proc. – kryterium dla ponad 50 proc. rocznych obrotów generowanych w Polsce.

Te wytyczne mają być kluczowe przy wyborze firm – wykonawców. Minister Balczun zapowiedział, że ruszą pierwsze pilotaże, aby ocenę udziału „local contentu” nauczyć się „mierzyć”. 

Polskie firmy kontra konkurencja z Azji na rynku technologii

Apator to prywatna polska grupa technologiczna notowana na GPW, konkurująca z producentami azjatyckimi na rynku inteligentnych liczników zdalnego odczytu. Urządzenia nie tylko mierzą zużycie energii, ale również monitorują parametry sieci, umożliwiają jej bieżącą optymalizację i wykrywają nieprawidłowości. Spółki Skarbu Państwa starają się angażować polskich dostawców m.in. w budowie nowych bloków gazowych w Polsce czy jako poddostawców branży morskich farm wiatrowych, jak PGE czy Orlen.

Co dalej z local content? Kolejne kroki rządu i spółek

Minister Balczun zapowiedział, że niezwłocznie ma zostać ogłoszony wspominany Kodeks Dobrych Praktyk. – Powołamy w spółkach pełnomocników ds. local content (w spółkach Skarbu Państwa – red.). Planujemy organizację dni dostawców. Będziemy też organizować wykłady, warsztaty, aby pogłębiać ten dialog – powiedział. Minister jednak nie wspomniał o ew. zmianach w prawie, tak, aby w dokumenty i przepisy prawa wpisać definicję „local content”.

W zakresie Kodeksu Dobrych Praktyk, kluczowe mają być rekomendacje dla zarządów spółek Skarbu Państwa, jak zwiększać local content. Również nie tylko cena ma być ważna, ale i inne kryteria. Będą też wytyczne MAP dla Spółek Skarbu Państwa z udziałem Skarbu Państwa. 

Nie będzie zmian drogą ustawy

Minister Balczun wskazał, że rząd nie planuje wprowadzać rekomendacji dot. local contentu drogą ustawy. Wprowadzamy, zmiany tak, aby były one najbardziej efektywne.  – Rząd przyjął już przygotowaną przez Urząd Zamówień Publicznych, politykę zakupową państwa. Już od dawna nie ma czegoś takiego, że dominującym i niezbędnym i jedynym w zamówieniach jest kryterium ceny. To jest kwestia zmiany mentalnej, zmiany podejścia w departamentach, biurach czy dywizjach zakupowych, żeby nie iść po linii najmniejszego oporu, a szukać rozwiązań znacznie szerszych – powiedział minister pytany przez „Rzeczpospolitą”.

Jak dodaje, resort daje także takie narzędzia jak kodeks dobrych praktyk. – Dajemy i pokazujemy najlepsze praktyki również spoza Polski, jak to zostało rozwiązane. Nasze instrumentarium, które mamy w swoich rękach w stosunku do naszych podmiotów, to są oczywiście wytyczne ministra aktywów państwowych i KPI (KPI  – Key Performance Indicators – kluczowe wskaźniki efektywności, czyli mierzalne wartości finansowe lub niefinansowe, które odzwierciedlają stopień realizacji strategicznych i operacyjnych celów organizacji., które zostaną nałożone na zarząd-red.) – zapowiedział Balczun, który, podkreślił że w kontekście KPI będą tu duże oczekiwania po stronie MAP. Roczne raportowanie GUS-u ma pokazywać czy udział komponentu krajowego będzie się zwiększać czy zmniejszać.

Prezesi największych spółek energetycznych w rozmowie z „Rzeczpospolitą” także zwracają uwagę, że ustawa dot. wdrażania local content nie jest konieczna, aby polskie firmy były wybierane częściej w postępowaniach przetargowych. 

–  Wytyczne i zespół dobrych praktyk będzie wyzwaniem głównie dla działów odpowiedzialnych za zakupy. Najtrudniej jest przełamać utarty schemat działań, a to konieczne. My wyciągany wnioski. Przykładem są morskie farmy wiatrowe. W naszym pierwszym projekcie, udział krajowych dostawców wyniesie ok. 21 proc. W naszym drugim projekcie offshore – Baltic East- będzie to nawet dwukrotnie więcej – mówi nam prezes Orlenu, Ireneusz Fąfara.

Jak wskazuje zaś Prezes PGE Dariusz Lubera, kwestie związane z prowadzeniem postępowań publicznych są już odpowiednio uregulowane na poziomie europejskim i krajowym.  –  Już dziś mamy obowiązujące przepisy mówiące o tym, że można wykluczać z postępowań dostawców z państw trzecich, którzy nie mają stosownych umów z Unią Europejską. To wszystko działa już w ramach istniejącego dzisiaj prawodawstwa – mówi prezes PGE Dariusz Lubera. Kluczowe zmiany w tym obszarze, zwiększające udział komponentu krajowego, można wprowadzić poprzez ogłoszoną dziś metodologię pomiaru krajowości i odpowiednią strategię zarządczą i synergię działań spółek Skarbu Państwa. Podkreśla on, że PGE stosuje te zalecenia już teraz, czego przykładem jest Polimex-Mostostal jako główny wykonawca bloku gazowego w Rybniku oraz firmy Unibep i SBB Energy, które realizują projekt gazowych silników w elektrociepłowni w Krakowie.

Z kolei jak dodaje prezes Taurona Grzegorz Lot, założenia rozwoju local contentu w dużym stopniu można zrealizować bez konieczności wprowadzenia definicji local content do ustawy i przepisów prawa. – Dużo z tych elementów można zrobić przez decyzje korporacyjne, zarządu. My to już teraz robimy. Przykładem jest budowa lądowej farmy wiatrowej – Miejska Górka o mocy blisko 200 MW. Tam nasz local content wynosi ponad 70 proc. (zależności od etapu) – wskazuje prezes Taurona Grzegorz Lot.

W opinii prezesa Enei, Grzegorza Kinelskiego, wprowadzanie zmian dotyczących local content w drodze ustawy mogłoby okazać się mniej efektywne i utrudniać realizację całego pomysłu oraz ograniczać jego zakres. Jego zdaniem skuteczniejsze będą Kodeks Dobrych Praktyk oraz regulaminy, które będą przyjmowane przez Radę Nadzorczą.

– Już dziś wymogi przetargowe mogą obejmować kryteria pozacenowe. Zalecenia Ministerstwa Aktywów Państwowych, zawarte w Kodeksie Dobrych Praktyk, będą dla nas wiążące i będą wpływać na podejmowane decyzje – podkreśla Grzegorz Kinelski,. Wskazał, że udział local content w projekcie zazielenienia bloków węglowych w Kozienicach i Połańcu wynosi 100 proc., natomiast w obszarze dystrybucji – 95 proc.

W przypadku właśnie sieci dystrybucyjnych i przesyłowych do wydania będzie co najmniej ponad 280 mld zł i to właśnie już i teraz w tym sektorze, udział polskich firm może niekiedy sięgnąć ponad 90 proc.