Kilka dni temu o opuszczeniu Superligi poinformował inny hiszpański gigant – Barcelona. To był kolejny krok służący ociepleniu relacji Katalończyków z europejską federacją (UEFA).
Decyzja Barcelony oznaczała, że na placu boju pozostał tylko Real, największy orędownik utworzenia Superligi. Projekt powstał już w 2021 r., miał przynieść uczestnikom jeszcze większe przychody niż zapewnia im Liga Mistrzów, ale zapowiadany przewrót w futbolu nie doszedł do skutku, bo zaproszone kluby wystraszyły się kar, jakimi zagroziła UEFA.
UEFA i Real Madryt ogłosiły zawieszenie broni. Nie będzie Superligi
W środę Królewscy zgasili światło, oświadczając, że również oni porzucają projekt pozostający wyłącznie na papierze.
"Po miesiącach rozmów osiągnęliśmy porozumienie dla dobra europejskiej piłki klubowej, z poszanowaniem zasady sportowej rywalizacji opartej na wynikach, z naciskiem na długoterminową stabilność klubów oraz poprawę doświadczeń kibiców dzięki wykorzystaniu technologii” – ogłosiły Real i UEFA we wspólnym komunikacie.
Czytaj więcej
Pucz najbogatszych klubów piłkarskich, które chciały przejąć zyski z tworzonego przez siebie spektaklu, trwał tylko 48 godzin. Został pogrzebany z...
Spółka zarządzająca Superligą domagała się ogromnych odszkodowań. Wygląda na to, że obejdzie się jednak bez sądowych batalii. Obie strony zapowiedziały, że chcą rozwiązać spór prawny pokojowo.
Jeszcze w listopadzie prezes Realu Florentino Perez opowiadał, że jest przekonany bardziej niż kiedykolwiek do projektu. Dodał, że będzie nieustannie zabiegał o prawo klubu do organizowania własnych rozgrywek i walczył o odszkodowanie od UEFA. Teraz podpisał pakt kończący wojnę z europejską federacją, przyznając się tym samym do tego, że ta walka nie ma sensu.