Kilka dni temu o opuszczeniu Superligi poinformował inny hiszpański gigant – Barcelona. To był kolejny krok służący ociepleniu relacji Katalończyków z europejską federacją (UEFA).

Decyzja Barcelony oznaczała, że na placu boju pozostał tylko Real, największy orędownik utworzenia Superligi. Projekt powstał już w 2021 r., miał przynieść uczestnikom jeszcze większe przychody niż zapewnia im Liga Mistrzów, ale zapowiadany przewrót w futbolu nie doszedł do skutku, bo zaproszone kluby wystraszyły się kar, jakimi zagroziła UEFA.

UEFA i Real Madryt ogłosiły zawieszenie broni. Nie będzie Superligi

W środę Królewscy zgasili światło, oświadczając, że również oni porzucają projekt pozostający wyłącznie na papierze.

"Po miesiącach rozmów osiągnęliśmy porozumienie dla dobra europejskiej piłki klubowej, z poszanowaniem zasady sportowej rywalizacji opartej na wynikach, z naciskiem na długoterminową stabilność klubów oraz poprawę doświadczeń kibiców dzięki wykorzystaniu technologii” – ogłosiły Real i UEFA we wspólnym komunikacie.

Czytaj więcej

Superlipa. Najkrótszy pucz w dziejach futbolu

Spółka zarządzająca Superligą domagała się ogromnych odszkodowań. Wygląda na to, że obejdzie się jednak bez sądowych batalii. Obie strony zapowiedziały, że chcą rozwiązać spór prawny pokojowo.

Jeszcze w listopadzie prezes Realu Florentino Perez opowiadał, że jest przekonany bardziej niż kiedykolwiek do projektu. Dodał, że będzie nieustannie zabiegał o prawo klubu do organizowania własnych rozgrywek i walczył o odszkodowanie od UEFA. Teraz podpisał pakt kończący wojnę z europejską federacją, przyznając się tym samym do tego, że ta walka nie ma sensu.