Upiór to jest jeszcze coś stałego, o co wzrok uderza niby dźwięk; ale tu, na czarnej sierści jego, spojrzeń grot rozpływa się jak jęk - pisał Rainer Maria Rilke, zupełnie jakby przeciskając się nocą przez gęstwinę, w której ożyła jedna z rycin słowiańskiego bestiariusza. Jak zauważa w swojej twórczości Jakub Słomkowski, otaczająca natura zawsze miała w oczach człowieka dwa oblicza: potworne i pełne piękna. Na wystawie „Królowa i jej bracia” w stołecznej Piękna Gallery będzie można przyjrzeć im się z bliska - mierząc się przy okazji z myślą, czy to nie ostatni moment na nową epokę romantyzmu.

Od 24 września do 5 listopada na ścianach warszawskiej Piękna Gallery oglądać będzie można rysunki i malarstwo Jakuba Słomkowskiego, jednego z najbardziej intrygujących i wszechstronnych autorów sztuki najnowszej. Poprzez wystawę „Królowa i jej bracia” artysta odnosi się do odwiecznej i burzliwej relacji człowieka z tytułową władczynią - nieubłaganą i wciąż oswajaną naturą. Kunsztownymi straszydłami przywodzi na myśl demony z akwafort Goi, a posągowo groźnymi, niemal stalowymi figurami - pełen niepokojącej ciszy surrealizm. Czy przyroda szuka więc zemsty za wszystkie męki karczowania, myśliwskich pokotów i współczesnych spalin?

- To tylko jedna z dróg rozważania, przydająca tej królowej osobowość i ludzki charakter. Natura może jawić się nam jako zachwycająca, ale również potworna, surowa czy brutalna. To jednak wyłącznie nasza percepcja tych zjawisk, bo przyroda nie ma przecież wobec człowieka żadnej woli, złego ustosunkowania - trwa ponadczasowo i neutralnie - komentuje Jakub Słomkowski, rozglądając się po wystawie.

Na skraj klifu

Od czasu, kiedy na płótnie Caspara Davida Friedricha odwrócona do widza plecami postać stanęła samotnie nad skalistą przepaścią, minęło już ponad dwieście lat. Obecnie „Wędrowiec nad morzem mgły” uchodzić mógłby za widokówkę z odległej epoki XIX-wiecznego romantyzmu - nurtu ukazującego grząskie zmagania człowieka z żywiołami, jego jednoczesny podziw i obezwładniającą bezradność. Czy warto odpierać wrażenie, że w dobie nieustających doniesień o pożarach, rzekach lawy, huraganach i miastach tonących w opadach, koncepcja romantyków wciąż pozostaje aktualna?

Na ekspozycji „Królowa i jej bracia” Jakub Słomkowski nie odpowiada wprost na pytanie, ani tym bardziej nie umoralnia - zwraca jednak uwagę, że prężenie muskułów przez naturę jest w naszej epoce silniej zagłuszane, niż chociażby w czasach, kiedy żywo zdumiewała. Co z ludzką wyobraźnią zrobić musiał nosorożec - pyta artysta - podczas gdy pierwszy raz przewieziony został w XVI wieku do Lizbony? Stanowił widok tak fenomenalny, że gdyby wiozący go okręt nie zatonął u wybrzeży Italii, trafiłby jako podarunek portugalskiego dworu dla głowy Watykanu. Kuriozum fałdami przypominające tarczowaty pancerz - jednocześnie baśniowe i straszne.

- Relację człowieka z naturą i wiązaną z nią potwornością śledzę w swojej twórczości w kontekście całych dziejów, począwszy od pradawnych pogańskich rytuałów i średniowiecznych rycin po współczesne kadry płonących drzew w telewizji. Słowianie, wchodząc wgłąb lasu nocą, wydawali z siebie szalony śpiew, pozorując opętanie, żeby odpędzić od siebie zamieszkujące gąszcz demony. Natura była jeszcze wtedy królową całkowicie nieprzystępną, więc oswajano ją w sferze kultów; szukano wyjaśnień, tworząc mity. Obecnie jej nieobliczalność jest równie silna, ale rzadko kiedy znajdujemy czas, żeby się do niej zbliżyć - poczuć jednocześnie zachwyt i niebezpieczeństwo, jak na skraju skalistego urwiska, z którego rozlega się widok na niekończący się horyzont - komentuje Jakub Słomkowski, malarz, twórca instalacji i muzyki.

To nie jest fajka

„Ceci n'est pas une pipe” - starannie podpisał na swoim obrazie René Magritte, zaprzeczając, że namalował na nim fajkę. Oprócz odręcznego napisu oraz dobitnie przedstawionego akcesorium palacza, na płótnie nic jednak nie widać, bo samo dzieło ma tytuł „Zdradliwość obrazów” i uchodzi za podręcznikowy symbol surrealizmu. O ile romantycy XIX-wieczni nie znali jeszcze nurtu z połowy lat 20., zdecydowanie swobodnie odnieść mógł się do niego Jakub Słomkowski, uznając malarski język surrealistów za stosowny do oddania zwodniczości przyrody.

Nieodgadniona dwoistość, z jaką natura jednocześnie odsłania przed człowiekiem śmiertelne niebezpieczeństwo, jak i zapierający dech widok, potrzebuje osobnego obrazowego słownika. Artysta odmalowuje więc jej oblicza w sposób bardzo symboliczny - jedne prace nasyca atmosferą ciszy jak spod uśpionego wulkanu Islandii, inne zapełnia potworami, które rodzić mogą się w głowie podczas nocnego przemierzania lasu. Monumenty, przywodzące na myśl ciągle przeobrażające się rzeźby, osadzone są w opustoszałym, abstrakcyjnym krajobrazie - czasem kotwiczą mocno w podłożu, czasem lewitują, jak fajka Magritte’a w pustym świetle obrazu. Demony, kreślone siatką cieniuteńkich linii, szczerzą kły, wybałuszają oczy, kruszą kości.

- Nie chciałbym tworzyć obrazów, które dałoby się skomentować pojedynczym zdaniem, bo jednym z założeń tej wystawy jest przecież potrzeba zatrzymania się, żeby coś ważnego zauważyć - zaznacza Jakub Słomkowski.

O starożytnej ceramice, którą szczelnie zapełniać miały wzorzyste dekoracje, mówi się słowami „horror vacui”, oznaczającymi lęk przed próżnią. Opisując malarstwo japońskie, sięga się po zwrot „amor vacui” - umiłowanie pustki. „Królowa i jej bracia” jawi się więc jako płynne połączenie „horror” i „amor naturae” - doświadczenie skraju urwiska, wierzchołka wulkanu i środka pustyni. Punkt graniczny.

Wystawę Jakuba Słomkowskiego „Królowa i jej bracia” oglądać będzie można od 24 września do 5 listopada w Piękna Gallery przy ul. Emilii Plater 10 w Warszawie.

https://pieknagallery.pl/

Fr. wiersza pt. „Czarny kot” w przekładzie Witolda Hulewicza pochodzi z tomu „Poezje” Rainera Marii Rilkego.

Autor: WAK

Materiał Promocyjny