Szukaj

Słodycz na zamówienie

Makaroniki nie lubią deszczu. Torty upału. Bezy samotności. A ciasta generalnie pośpiechu i bylejakości. Dlatego coraz większym zainteresowaniem cieszą się “domowe” słodkości robione na zamówienie. 

– Pierwsze oficjalne zlecenie,  tort malinowo-czekoladowy, było od przyszłej teściowej. W euforii wrzuciłem na Facebooka zdjęcie wypieku. Kilka dni później znajoma zapytała, czy nie zrobię takiego samego na wieczór panieński jej koleżanki – wspomina Radosław Kalinowski, z wykształcenia inżynier sanitarny.

Foto: Archiwum własne

Po wyjściu z biura koszulę zamienia na fartuch i wciela się w cukiernika: z pasją kompletuje sprzęt, uczęszcza na szkolenia i rozwija umiejętności, które “zawodowcy” wynoszą ze szkoły gastronomicznej. 

Pogodzenie obowiązków inżyniera i cukiernika wymaga zaplanowania każdego detalu. Jednego dnia robię zaopatrzenie, kolejnego piekę biszkopt pod ciasto. Następnie przygotowuję kremy, które wymagają schłodzenia i muszą dłużej poleżeć. Finalnie wykańczam zwykle kilka ciast jednocześnie.

Foto: Archiwum własne

Jego największym marzeniem jest stworzenie własnej pracowni, w której będzie mógł rozwinąć skrzydła. Ma już nawet idealną nazwę: Inżynieria Cukiernictwa. 

Smacznie i efektownie

– Są trzy powody, dla których ludzie proszą mnie o wypieki – wyjaśnia Agnieszka Sokół, która od kilku miesięcy oferuje ciasta na zamówienie. – Pierwszy: mogę im dostarczyć dokładnie to, czego chcą, ale sami nie potrafią wykonać. Drugi: ograniczenia żywieniowe. Nie jest łatwe zrobienie ciasta bez mleka, bez mąki, bez jajek. Zwłaszcza jeśli ma jednocześnie dobrze wyglądać. Trzeci: oryginalność, czyli torty tematyczne. Kombinuję, jak mogę, żeby było lekko, smacznie i efektownie – podkreśla. 

Foto: archiwum własne

– Nasz dom zawsze był otwarty dla wszystkich, zatem dzieci nigdy nie brakowało. A jak wiadomo, te małe brzuszki potrafią dużo zjeść, zwłaszcza domowych wypieków. Mama często więc piekła, w czym jej uparcie pomagałam. Różnie się to kończyło, najczęściej zakalcami, ale z czasem było ich coraz mniej. Pomogły też warsztaty cukiernicze – śmieje się na wspomnienie tamtych lat.

Poważnie o pieczeniu, jako źródle zarobkowanie,  zaczęła myśleć dopiero po narodzinach córki. Jako aktywna harcerka, nie miała trudności z dotarciem do klientów. 

U nas wiadomości szybko się rozchodzą. Ktoś mnie polecił, pokazał zdjęcia moich wypieków. W efekcie, po zaledwie trzech miesiącach, mam co tydzień zamówienia. Tort na sto osób mam już za sobą. W styczniu przygotowuję weselny! – cieszy się Agnieszka Sokół.

Słodkie stoły

Kinga Filipowicz, autorka bloga “Co na deser”, absolwentka szkoleń w elitarnej Akademii Le Cordon Bleu w Paryżu, słyszała już wiele podobnych historii. 

Foto: Archiwum własne

Zgłębiając tajemnice wyjątkowego smaku makaroników, kruchości bez czy delikatnej konsystencji tortów,uczestnicy jej kursów chwalą się wystawionymi na OLXie, Facebooku, instagramie wypiekami. Sama też oferuje swoje słodkie dzieła. 

Jej torty są ozdobą szczególnie istotnych wydarzeń: chrzcin, komunii, ślubów, wieczorów panieńskich i baby shower. – Coraz popularniejsze na imprezach  są tzw. słodkie stoły, słodkie kąciki czy inaczej candy bary. Serwuje się na nich poza ciastami ptifurki, czyli małe słodkie ciasta, ptysie, desery (z francuskiego petit four – mały piec) – tłumaczy. 

Więcej, coraz więcej

Na brak zleceń nie narzeka też Paula Skulska. Po latach spędzonych w księgowości doszła do wniosku, że nie ma ochoty spędzać życia za biurkiem. Ciągnęło ją do ludzi i przejętej po ojcu, zawodowym cukierniku, pasji do wypieków. Kiedy przestrzeń własnej kuchni przestała jej wystarczać, zaczęła rozglądać się za większym lokalem. 

W wyremontowaniu i rozkręceniu Cake Me Up, pracowni słodkości na warszawskim Ursynowie, pomogła jej mama. 

Na początku bardzo się bałam, czy wychodząc “na zewnątrz” moje hobby nie zmieni się w rutynę. Nie myślałam, że to będzie tak ciężka praca. Biznes, który początkowo był pomyślany jako produkcja “na zewnątrz” nagle przekształcił się w stacjonarny.Coraz więcej osób przychodziło osobiście na lody, ciastko czy kawę.

– Z jednej strony bardzo nas to cieszyło, ale zaczęło powoli przerastać. Po 3-4 miesiącach zorientowaliśmy się, że spędzamy w kawiarni 15-17 godzin na dobę. Wstawaliśmy o czwartej rano, by wrócić do domu koło pierwszej w nocy. W końcu musiałyśmy poprosić  o wsparcie tatę – wyjaśnia założycielka Cake Me up.

Przez żołądek do serca

– Największe wyzwanie? – zastanawia się Radosław Kalinowski – Tort weselny na osiemdziesiąt osób, w sierpniu. Upał niemiłosierny, a tu trzy piętra ciasta. Żeby je przechowywać w chłodzie, wyjąłem wszystkie półki i produkty z lodówki. Najtrudniejszy okazał się jednak transport, kiedy termometr pokazywał 38 stopni – wspomina z uśmiechem.

Specjalnie z tego powodu skonstruował pudełko wypełnione lodem, w którym tort bezpiecznie dojechał na miejsce. 

Pamiętam to podekscytowanie, oczekiwanie na północ, kiedy miał być podany. I wielką ulgę, gdy zobaczyłem, jak goście podchodzili po dokładki. Na weselach nie jest to częsty widok. Kremy są często bez smaku, ciężkie, z przewagą biszkoptu – podkreśla.

Tymczasem smak to jego zdaniem podstawa wrażenia, jakie robi wypiek. – Jak mawiał mój dziadek, który sam piekł: przez żołądek do serca. Dlatego czasem nawet kosztem perfekcyjnego wyglądu ciasta staram się uzyskać idealne połączenie smaków – przyznaje.

Jakość to podstawa

Właśnie ze względu na wyjątkowy smak, jakość produktów i dbałość o detale, takie “domowe” ciasta serwuje swoim gościom Milena Prochera, właścicielka Ach Cafe. – Początkowo chciałam  zatrudnić cukiernika. Wyobrażałam sobie, jak będzie do nas przyjeżdżał o świcie i piekł dla nas świeże ciasta. Rzeczywistość jednak zweryfikowała te marzenia. Po pierwsze, nie jest łatwo o taką osobę. Po drugie mamy tylko jeden piec, w którym nie wszystkie ciasta wychodzą – tłumaczy właścicielka ursynowskiej kawiarni. 

Rozwiązanie przyszło zupełnie przypadkowo.

Po kolejnej rozmowie rekrutacyjnej, na którą nikt się nie stawił, spotkałam się z przyjaciółką. To ona powiedziała mi o dziewczynie, którą rewelacyjnie piecze i właśnie otwiera własny interes – wspomina Milena Prochera. 

Kolejną dostawczynią słodkości jest dziewczyna , która ma również własną kawiarnię na pobliskim Wilanowie i może również  piec dla Ach Cafe. – Bardzo mi  zależało, aby ciasta były świeże i żeby można je było szybko dostarczyć – tłumaczy. Ostatnią,  okazała się nasza klientka, która zadzwoniła  bezpośrednio do mnie, powiedziała że rozkręca swój cukierniczy  biznes i przyniosła parę ciast na spróbowanie  i to również był strzał w dziesiątkę! – podkreśla. 

Bardzo kibicuje wszystkim młodym osobom z pasją cukierniczą, które budują swoje biznesy na jakości, smaku, tradycji i pozytywnej energii i chętnie z nimi współpracuję. 

Wszystko, co znajdzie się w ladzie wystawienniczej kawiarni Ach Cafe testuje osobiście – Jakość to podstawa. Ale sumienność, czasowość i logistyka też są ważne. Nawet, jeśli ktoś robi fantastyczne ciasta ale   nie jest w stanie wywiązać się ze zobowiązań, nie będę z nim współpracować. Nie mogę zawieść moich  klientów  i pozwolić na to, żeby croissanty , które chcę podać moim gościom do porannej kawy pojawiły się w południe. Dlatego wymagam od swoich dostawców rzetelności, punktualności i  przemyślanych rozwiązań awaryjnych. Każdemu może się zdarzyć jakiś wypadek losowy i wtedy staramy się wspólnie znaleźć jak najlepsze rozwiązanie logistyczne ale na co dzień solidność i zaufanie to podstawa  – tłumaczy Milena Prochera.

Co na deser?

Według Kingi Filipowicz od strony konsumentów ciasta na zamówienie wpisują się w trend personalizacji produktów, slow life i dbałości o to, co jemy. Klient chce poczuć, że wypiek jest tylko dla niego, zgodnie z jego indywidualnymi gustami i zapotrzebowaniem. 

Jednocześnie coraz więcej miłośników domowych wypieków podchodzi do swojej działalności profesjonalnie. Stąd popularność kursów cukiernictwa.  Kursanci chcą podnosić swoje kwalifikacje, by zaspokoić wyszukane gusta coraz bardziej świadomych klientów. 

Produkcji tortów, ciast czy babeczek na małą skalę sprzyja też obowiązujące prawo. Żeby spełnić wymogi sanitarne wystarczy wpis do rejestru zakładów prowadzonego przez organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej oraz przestrzeganie zdroworozsądkowych zasad związanych z produkcją żywności.

Ile można zarobić w ten sposób? To zależy. “Domowe” słodkości nie konkurują ceną z tymi, dostępnymi w sieciowych cukierniach – Lepsze składniki, staranność wykonania i włożone włożone w wykonanie serce sprawia, że muszą kosztować więcej. Standardowo doradzam na kursach mnożenie kosztów produktów razy trzy – tłumaczy autorka bloga “Co na deser”.

Foto: archiwum własne
Zamknij
Zamknij