Szukaj

Fleksitarianizm czyli wyjście z kulinarnej strefy komfortu

Coraz częściej spotykamy ludzi, którzy ograniczają codzienne jedzenie mięsa, mając na względzie zmniejszanie emisji CO2, zapobieganie globalnemu ociepleniu czy po prostu szkodliwość mięsa z chowu przemysłowego.

Tacy ludzie to fleksitarianie, czyli „elastyczni wegetarianie” tylko okazjonalnie jedzący mięso, a jeśli już – to ze sprawdzonego źródła.
Tadeusz Muller, fot. autor

Fleksitarianin zje kotlet schabowy, gdy podaje go dawno nie odwiedzana mama albo teść, bo przecież odmowa oznaczałaby zranione serce gospodyni lub gospodarza. Natomiast na lunchu ze znajomymi zdecydowanie wybiera zestawy wegetariańskie lub rybę. Za taką postawą stoją często etyczne wartości, ale też obawa o utratę zdrowia przez nadmiar hormonów wzrostu, sterydów i antybiotyków w mięsie.

Po paru takich lunchach wege w tygodniu dominuje uczucie satysfakcji z tego, że w ten sposób ograniczyło się ryzyko zapadnięcia na nowotwór o 40 % i zwiększyło się szanse, aby nie znaleźć się w grupie 100 00 tys Polaków umierających rocznie na nowotwory.

Trudno nadążyć za mnogością współczesnych diet – fleksitarianizm, witarianizm, pescatarianizm, semiwegetarianizm, laktowegetarianizm, weganizm.

Skąd taki wysyp różnych kierunków i metod odżywiania?

Odpowiedzi można szukać w modzie na samoedukację i atrakcyjnie opakowanym medialnie nowym stylu życia, który oprócz zaleceń odnośnie wartości odżywczych uwzględnia sport, zrównoważony rozwój i zdecydowaną opinię ekspertów dotyczącą zagrożeń wynikających z przejadania się czerwonym mięsem.

Osobie na takiej diecie udaje się nie przedkładać walorów smakowych nad zdrowotne – czego brakuje w konsumpcyjnej zachodniej kulturze przesyconej pustymi kaloriami.

Apetyt na nowy styl życia podbijają medialne newsy, takie jak ten najnowszy, o przejściu na wegetarianizm Roberta Lewandowskiego, który ze wszystkich Polaków ma najwięcej lajków na Instagramie – aż 16 mln.

Wzrost liczby fleksitarian na świecie pokrywa się z rosnącą edukacyjno – informacyjną rolą mediów społecznościowych, wzrostem liczby blogów kulinarnych, książek o zdrowiu czy programów o gotowaniu w niszowych kanałach telewizyjnych.

10 % Polaków deklaruje, że nie je mięsa, a 1 % że nie je produktów odzwierzęcych.  Dla porównania – w krajach „pomidorowych” czyli w Hiszpanii i we Włoszech,  wegetarian jest ok 1 – 2 % a wegan 0,1 %

Jak zwykle najsilniejszym impulsem do zmian są informacje z filmów dokumentalnych, emitowanych np. przez Netflix. Dzięki tej platformie Polacy parę lat temu zobaczyli takie dokumenty jak Forks over Knives czy Cowspiracy. Z kolei na You Tube Vegan: Everyday Stories, My Vegan Story oraz Dominion – film po którym ja – restaurator wychowany w kulcie szynki Jamon Serrano w Hiszpanii, zrezygnowałem całkowicie z mięsa i stałem się nutritarianinem.

Macie dość kolejnej definicji do rozgryzienia? Nutritarianin to osoba wybierająca do swojej kuchni produkty najbardziej odżywcze, nie przetworzone, wspierające utrzymanie równowagi w ciele – tzw. homeostazy. Głównie są to warzywa i owoce, najlepiej spożywane ze świadomością negatywnego wpływu obróbki termicznej na ich wartość odżywczą.

fot. Adobe Stock

Wraz ze wzrostem popularności fleksitariańskich postaw, rośnie też rynek produktów ekologicznych, który obecnie wart jest ok 1,3 mld zł, co odpowiada za 3-4 % całego rynku spożywczego. Dla porównania, w Niemczech ten rynek jest wart 10 % całości.

Nie oznacza to, że rynek żywności ekologicznej czy wegańskiej jest zarezerwowany wyłącznie dla elastycznych wegetarian, gdyż 90% tej żywności kupują ludzie jedzący mięso.

Paradoksem jest niestety fakt, że w ciągu ostatnich 4 lat liczba gospodarstw ekologicznych w Polsce zmalała z 24 120 do 20 230 tys. Wynika to nie z braku popytu i możliwości podaży, a z racji zniechęcającego prawa, które obciąża małorolne gospodarstwa.

fot. Adobe Stock

Tym samym dajemy zarobić naszym sąsiadom, u których wzrósł eksport ekologicznych warzyw, owoców, zbóż, orzechów, nabiału, mięsa czy wędlin.

Pocieszeniem dla chcących przejść na najgorętszą dietę sezonu jest fakt, że większość stosujących ją ludzi nie żegna się z mięsem na zawsze. Powszechna jest wśród nich turystyka kulinarna np: weekendowe wyjazdy podczas których robią sobie mięsne nagrody za całe dnie spędzone w pracy, kiedy odmawiali sobie ulubionego posiłku i marzyli o perfekcyjnym schabowym.

fot. Adobe Stock
Zamknij
Zamknij